en
Feedback
Bieg myśli

Bieg myśli

Open in Telegram

Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze. @Bieg_mysli_bot

Show more

📈 Analytical overview of Telegram channel Bieg myśli

Channel Bieg myśli (@bieg_mysli) in the Polish language segment is an active participant. Currently, the community unites 18 960 subscribers, ranking 3 004 in the Politics category and 85 in the Poland region.

📊 Audience metrics and dynamics

Since its creation on невідомо, the project has demonstrated rapid growth, gathering an audience of 18 960 subscribers.

According to the latest data from 07 September, 2026, the channel demonstrates stable activity. Although there has been a change in the number of participants by -457 over the last 30 days and by -91 over the last 24 hours, overall reach remains high.

  • Verification status: Not verified
  • Engagement rate (ER): The average audience engagement rate is 19.91%. Within the first 24 hours after publication, content typically collects 11.50% reactions from the total number of subscribers.
  • Post reach: On average, each post receives 3 774 views. Within the first day, a publication typically gains 2 181 views.
  • Reactions and interaction: The audience actively supports content: the average number of reactions per post is 182.

📝 Description and content policy

The author describes the resource as a platform for expressing subjective opinions:
Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze. @Bieg_mysli_bot

Thanks to the high frequency of updates (latest data received on 08 September, 2026), the channel maintains relevance and a high level of publication reach. Analytics show that the audience actively interacts with content, making it an important point of influence in the Politics category.

18 960
Subscribers
-9124 hours
-3997 days
-45730 days
Posts Archive
🚨 Wynik Alternatywy dla Niemiec powyżej najśmielszych oczekiwań. Wybory w Saksonii-Anhalt przyniosły miażdżące zwycięstwo pa
🚨 Wynik Alternatywy dla Niemiec powyżej najśmielszych oczekiwań. Wybory w Saksonii-Anhalt przyniosły miażdżące zwycięstwo partii uznawanej za skrajną prawicę (AfD). Jej politycy mówią o historycznym momencie. Rzeczywiście: w kategoriach wyborczych istotnie mamy przełom. Partia izolowana przez system pobiła wszelkie możliwe rekordy poparcia, zdobywając niemal połowę mandatów poselskich w Landtagu. I właśnie to słowo „niemal” ma tu szczególne znaczenie, bowiem może się okazać, że okazałe zwycięstwo nie zostanie przełożone na język realnej polityki, czyli tworzenie rządu. Wszystko zależy od zachowania deputowanych Sojuszu Sahry Wagenknecht (BSW), a więc partii lewicy socjalnej, która w obecnym układzie, nie tylko w Saksonii-Anhalt, może pełnić rolę języczka u wagi. Jeśli zaakceptuje status mniejszego partnera suwerenistycznej prawicy, Niemcy może czekać prawdziwy przełom, już na poziomie władzy wykonawczej. Mamy pierwsze sygnały i dywagacje. Na razie BSW wykluczył współpracę koalicyjną z Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU) i wejście do wielkiej koalicji wszystkich przeciwko AfD. Współprzewodnicząca partii, pochodząca z Hamburga Amira Mohamed Ali, stwierdziła, że ugrupowanie pójdzie trzecią drogą, nie popierając ani rządu AfD, ani tego z udziałem partii głównego nurtu. Prawdopodobnie BSW zaproponuje coś w rodzaju rządu fachowców, gabinetu technicznego. Gdy jego powstanie nie będzie możliwe, przed partią Wahgenknecht stać będą dwie drogi: albo jednak koalicja z AfD (przy sporej pozycji negocjacyjnej, niewykluczone, że mogłaby sięgnąć po tekę premiera rządu krajowego); albo opcja oczekiwania na przedterminowe wybory, które jednak mogłyby przynieść spadek notowań Sojuszu i jeszcze wiekszą mobilizację wyborców Alternatywy. Niemcy czekają zatem ciekawe, rozstrzygające dla systemu partyjnego momenty. Jedno jest pewne: Friedrich Merz jako najmniej popularny i najbardziej znienawidzony kanclerz od wielu lat nie będzie w stanie w żaden sposób uratować istniejącego układu. System musi wygenerować kogoś nowego, stwarzającego choćby pozory świeżości i niezależności. To jednak nie będzie łatwe. Ławka jest krótka. AfD może być jaskółką „europejskiej wiosny ludów” XXI wieku. Ale może też ulec melonizacji, czyli dać się wciągnąć do systemu. Efekty dalszego biegu wydarzeń będą miały wpływ na skalę całego kontynentu, choć przecież póki co chodzi o wybory w jednym kraju związkowym. #AfD #BSW #Niemcy #Landtag #wybory 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Nowa papieska dyplomacja. Papież Leon XIV po raz kolejny wyraził nadzieję na możliwość dialogu i dyplomatycznego zakończen
🚨 Nowa papieska dyplomacja. Papież Leon XIV po raz kolejny wyraził nadzieję na możliwość dialogu i dyplomatycznego zakończenia konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Obecny zwierzchnik Kościoła rzymskokatolickiego robi to nie po raz pierwszy, podobnie jak jego poprzednik. Różni się jednak nieco stylem. Watykański sekretarz stanu arcybiskup Paul Gallagher (pochodzi z Wielkiej Brytanii) udał się niedawno do Moskwy nieprzypadkowo i niespontanicznie. Szef dyplomacji papieskiej był tam w związku z deklarowaną otwarcie przez głowę Kościoła polityką instytucjonalizowania dialogu międzynarodowego. Wcześniej mogło się wydawać, że dyplomacja Stolicy Apostolskiej polegała na dwóch filarach: 1) osobistej popularności, charyzmie i kontaktowoście poprzedniego papieża Franciszka; 2) sieci nieformalnych porozumień zawieranych przez nuncjatury w krajach ich urzędowania. Kanały komunikacji wprawdzie cały czas działały, ale były niejako nieuregulowane. Gallagher ogłosił tymczasem po swoim spotkaniu z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem oraz głównym doradcą Władimira Putina do spraw międzynarodowych Jurijem Uszakowem, że od tej pory uruchomiła będzie stała linia kontaktu i konsultacji między resortami spraw zagranicznych obu państw.
„Papież Franciszek polegał bardziej na swoich osobistych wrażeniach i wewnętrznej charyzmie. W przeciwieństwie do niego, papież Leon XIV prezentuje podejście bardziej konwencjonalne i instytucjonalne, przywiązując wagę do szczegółów oraz tego, że pokoju nie da się osiągnąć bez przejrzystości”
- pisze komentujący sprawy Watykanu włoski dziennikarz Andrea Gagliarducci. Kontakty z Moskwą zostały zatem niejako uporządkowane. Co ciekawe, dotyczą nie tylko Ukrainy. Pojawia się w nich również wątek bliskowschodni (Palestyna), a także dialog na temat sztucznej inteligencji oraz ram jej zastosowania (w tej kwestii stanowiska Watykanu i Moskwy mają wyraźne cechy wspólne i wynikają z tradycjonalistycznego dystansu wobec wszelkich prób zbyt pośpiesznego wdrażania technologii wiodących ku transhumanizmowi, a nawet posthumanizmowi). „Stolica Apostolska uznaje Rosję za globalnego gracza, którego nie można pomijać w dyskusjach, i dlatego wyciąga dłoń do Moskwy, która czuje się coraz bardziej izolowana” - pisze Gagliarducci. Może warto, żeby również w polskim Kościele pojawił się w końcu duch dialogu z naszym wschodnim sąsiadem? Przecież jeszcze kilkanaście lat temu rozmowy naszych hierarchów z Cerkwią Patriarchatu Moskiewskiego były czymś naturalnym. Mamy w pamięci pojednawcze przesłanie obu tych Kościołów z 2012 roku. #Kościół #Watykan #Rosja #dyplomacja #wojna 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Olszański znów wrogiem publicznym za kratami… Lider środowiska Kamratów Wojciech Olszański znów trafić ma na kilka miesięc
🚨 Olszański znów wrogiem publicznym za kratami… Lider środowiska Kamratów Wojciech Olszański znów trafić ma na kilka miesięcy do więzienia. Tak zdecydował Sąd Okręgowy w Warszawie, gdzie toczyła się rozprawa apelacyjna kontrowersyjnego działacza. To właśnie ten sąd nie zgodził się z wyrokiem pierwszej instancji, gdzie zapadła decyzja o nałożeniu na Olszańskiego kary grzywny za słowa wypowiedziane przez niego podczas jednego z jego autorskich programów prowadzonych z Marcinem Osadowskim. Olszański wypowiedział się tam w swoim stylu, czyli niecenzuralnie i ostro. Sprawa dotyczyła jednak wyrażonych przez niego publicznie opinii, które - nawet jeśli sformułował w obcesowy sposób - trudno uznać za przęstepstwo czy nawoływanie do jego popełnienia. Sąd uznał jednak a priori, że można je potraktować jako nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, bo w programach Olszańskiego regularnie, również tym razem, padły insynuacje o określonej narodowości przedstawicieli jednego z atakujących go stowarzyszeń. Wojciech Olszański wybrał określony sposób wyrazu, który nie wszystkim się podoba, a niektórych nawet oburza. Nie wolno jednak stawiać znaku równości pomiędzy najmocniejszymi nawet słowami a przestępstwem. To niebezpieczny precedens, bo pokazuje, że właśnie za same słowa można kogoś pozbawić wolności. A właściwie to już nie precedens, bo sam Olszański, jego współpracownik Marcin Osadowski, a także kilka innych osób w Polsce trafiało za kraty za wypowiadane publicznie opinie. Mamy zatem realny problem, szczególnie nasilony od momentu ideologicznego wzmożenia w prokuraturze, ogłoszonego przez Waldemara Żurka. Ten ostatni jako prokurator generalny najwyraźniej zapomniał o wartościach i zapisach konstytucyjnych, na które niegdyś sam się często powoływał. W prokuraturze powstały specjalne komórki do zwalczania przestępstw związanych z tzw. mową nienawiści. Niezależnie od ocen działalności Olszańskiego, trzeba uznać tego rodzaju praktyki za kolejne świadectwo głębokiego kryzysu państwa polskiego w sferze praw człowieka. Dziś bowiem tego rodzaju praktyki wymiaru sprawiedliwości dotyczyć mogą właśnie Wojciecha Olszyńskiego, a jutro każdego obywatela, który z jakichś przyczyn okaże się dla systemu niewygodny. Warto w tej sytuacji okazać wsparcie nie tyle samym Kamratom, co zasadom ustrojowym, coraz bardziej ignorowanym przez polską klasę polityczną i wymiar sprawiedliwości. #Olszański #Kamraci #wolność #prawo #więzienie 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 W rosyjskich pociągach pojawia się łączność satelitarna. Niemal wszyscy słyszeli już o usługach dostaw internetu i łącznoś
🚨 W rosyjskich pociągach pojawia się łączność satelitarna. Niemal wszyscy słyszeli już o usługach dostaw internetu i łączności oferowanych przez należącą do Elona Muska spółkę SpaceX i jej terminale łączności satelitarnej. Tymczasem rośnie dla tego systemu rosyjska konkurencja, która na początek chce zapewnić alternatywę możliwości komunikacyjne w samej Rosji. To produkt firmy Biuro 1440, czyli system satelitarny Rasswiet. Nie chodzi jednak tym razem o jego zastosowanie militarne. Kierownictwo firmy obwieściło niedawno podpisanie umowy z kolejami pasażerskimi, dzięki której zniknąć ma problem z łącznością internetową w pociągach dalekobieżnych. A to było zawsze ogromnym problemem w gigantycznej terytorialnie Rosji, gdzie na wielkich przestrzeniach często nie było nadajników telefonii komórkowej umożliwiających korzystanie z mobilnego transferu danych. Próbne instalacje terminali w pociągach mają już wystartować w najbliższym czasie. Prędkość przesyłowa to 1 gigabajt na sekundę, czyli całkowicie wystarczająco, by móc prowadzić rozmowy przez komunikatory czy korzystać ze streamingu. Plany firmy na przyszły rok to zamontowanie terminali systemu Rasswiet w 400 pociągach dalekobieżnych oraz w 135 pociągach szybkobieżnych Sapsan i Łastoczka. Właśnie w roku 2027 ma wystartować komercyjna, cywilna część systemu satelitarnego Rasswiet. W 2030 roku planowane jest umieszczenie na orbicie w sumie 292 nowoczesnych satelitów. Dla Rosji rozwój wspomnianego systemu ma ogromne znaczenie. Nie chodzi wyłącznie o kwestię użytkowe i zwiększenie komfortu mieszkańców tego kraju, często pozbawionych tradycyjnej sieci mobilnej z uwagi na ogromne odległości i przestrzenie. To również sprawa dołączenia do przodujących technologicznie krajów, mających własne konstelacje satelitów. Dzięki nim - jak widzimy na przykładzie Starlinków Muska - możliwe jest dokonywanie ekspansji rynkowej i technologicznej również w innych krajach. W razie potrzeby systemy, takie jak mobilne terminale łączności satelitarnej, mogą także służyć celom militarnym, uniezależniając kraj od zewnętrznych dostawców, którzy często mogą pod presją blokować świadczenie swoich usług na określonych obszarach. Rasswiet to zatem element realnej suwerenności technologicznej. Czas pokaże czy produkt ten pozwoli Rosjanom na rozszerzenie swych świadczeń również poza granicami ich kraju. #Rasswiet #satelita #komunikacja #internet #Rosja 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Zawyżone oczekiwania nie przybliżają nas do pokoju. Najpierw w Moskwie, a później w Kijowie - wysłannicy Donalda Trumpa pr
🚨 Zawyżone oczekiwania nie przybliżają nas do pokoju. Najpierw w Moskwie, a później w Kijowie - wysłannicy Donalda Trumpa przebywali w obu stolicach z misją doprowadzenia do porozumienia i zakończenia działań wojennych. Podobno mieli przekazać Władimirowi Putinowi konkretne propozycje, ale ich szczegółów publicznie nie znamy. Najpierw warto przypomnieć kto w imieniu Białego Domu prowadzi rozmowy. To ludzie dobrani według kryterium zaufania i bliskości wobec Trumpa. Jared Kushner - prywatnie jego zięć, oraz Steve Witkoff - prywatnie jego kolega i partner biznesowy z branży developerskiej. Niektórzy twierdzą, że zastosowanie takiego kryterium ma sens. Można się jednak nad tym poważnie zastanawiać. Owszem, byłoby to rozwiązanie skuteczne, przynajmniej potencjalnie, gdybyśmy zakładali, że Stany Zjednoczone są autokracją, w której realne decyzje podejmuje jednostka - głowa państwa. W żadnym z mocarstw nie istnieje jednak system silnej, spersonalizowanej władzy. W Stanach Zjednoczonych kluczowe rozstrzygnięcia podejmuje elita władzy stanowiąca skomplikowaną sieć interesów, obejmującą przede wszystkim wielki kapitał, służby, wojsko i lobbystów różnych podmiotów - zbiorczo określana mianem deep state. Bliskość Kushnera i Witkoffa z Trumpem nie jest więc żadną rękojmią skutecznego załatwiania spraw. Obaj pełnomocnicy amerykańskiego prezydenta muszą bowiem ostatecznie realizować wytyczne realnych struktur władzy. Można wręcz zaryzykować twierdzenie, że znacznie ważniejsza była poprzednia wizyta przedstawiciela USA w Moskwie, czyli przyjazd szefa CIA, Johna Ratcliffe’a. Do rozmów z Rosjanami na temat realnego zakończenia wojny przydałyby się ponadto osoby mające doświadczenie dyplomatyczne i potrafiące stawić czoła tak wytrawnym graczom, jak choćby doradca rosyjskiego prezydenta do spraw zagranicznych Jurij Uszakow. Tym bardziej, że warto przypomnieć po raz kolejny: Stany Zjednoczone są realną stroną toczącej się wojny, a nie jakimś mediatorem czy pośrednikiem, jak usiłują się ostatnio prezentować. Dlatego ewentualne zakończenie działań wojennych mogło być przedmiotem dyskusji w samej Moskwie, a niekoniecznie w Kijowie, do którego - zachowując pozory - udali się dzień później Kushner z Witkoffem. Czy usłyszeliśmy z prawdopodobnie kontrolowanych przecieków o czymś nowym? Raczej nie. Pojawiła się po raz kolejny idea utworzenia strefy neutralnej w postaci specjalnej strefy ekonomicznej obejmującej Donbas. Administracja Trumpa mówiła już o tym pomyśle wcześniej. Nie spotkał się on, ze zrozumiałych względów, z zainteresowaniem Moskwy. Donbas jest miejscem wysoce dla Rosjan symbolicznym i nie należy sądzić, że Kreml zgodzi się na cokolwiek innego niż całkowita i niepodzielna kontrola nad nim. Wynika to zresztą z zapisów znowelizowanej rosyjskiej konstytucji. I druga sprawa: strona rosyjska podkreśliła, że jest w stanie rozwiązać obecny konflikt na drodze militarnej, mając uzasadnione przekonanie o ostatecznym zwycięstwie wojskowym. Trudno je podważać. Trudno również oczekiwać, by po takich ofiarach i wyrzeczeniach Rosja zgodziła się na jakiekolwiek rozwiązania połowiczne. Kompromis jest znacznie dalej niż na początku konfliktu, gdy faktycznie Moskwa otwarta była na dyskusję. #USA #Rosja #Ukraina #wojna #negocjacje 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Darwinistyczny świat wielobiegunowy. To, że rzeczywiście jesteśmy świadkami powstawania, a właściwie już umacniania się wi
🚨 Darwinistyczny świat wielobiegunowy. To, że rzeczywiście jesteśmy świadkami powstawania, a właściwie już umacniania się wielobiegunowego ładu międzynarodowego, w zasadzie nie ulega już wątpliwości. Brakuje nam jednak ram teoretycznych, które pozwoliłyby jakoś ująć aktualną rzeczywistość. Interpretację obecnych wydarzeń przez pryzmat makiawelizmu i darwinizmu zaproponował niemiecki publicysta Europejskiej Nowej Prawicy, Constantin von Hoffmeister. Chyba w dużej mierze ma rację.
„Stary ład jednobiegunowy wciąż mówi coś o dobrych intencjach, argumentach prawnych czy opinii publicznej, która miałaby doprowadzić do zakończenia konfliktów. Wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie pokazują coś przeciwnego. Walka trwa, choć dyplomaci powtarzają formułki, których żadna armia nawet nie słucha. Amerykańscy wysłannicy dyskutują o pokoju z Kijowem, ale sami nadal pozostawiają obowiązujące sankcje, starcia rosyjsko-ukraińskie trwają, zaś obie strony przygotowują się nie na kompromisy, lecz na kolejne uderzenia. Gaza funkcjonuje w warunkach rozejmu, który nie zakończył zabijania, wysiedleń czy zbrojnych rajdów. W darwinowskiej wielobiegunowości władza oceniana jest przez pryzmat efektów. Państwo, które jest w stanie położyć kres chaosowi, udowadnia, że ma prawo decydowania. Państwo, które mówi wciąż o współczuciu, jednocześnie utrzymując trwanie nieustannej wojny udowadnia jedynie, że jest słabe i niewiarygodne. Świat nie pyta już kto używa najdelikatniejszych słówek. Liczy się ten, kto przywrócił ład, obronił swój naród i wcielił w życie trwałe decyzje”
- pisze niemiecki autor. Każdy musi w tym bezwzględnym świecie wykorzystywać swoje własne przewagi i redukować słabości. W przeciwnym razie w tej nowej, darwinistycznej rzeczywistości międzynarodowej po prostu nie będzie się liczył. Dotyczy to również Europy, która chyba jako ostatnia nie zrozumiała jeszcze, do jakiego etapu dziejowego dochodzimy. Mimo całego sztafażu z słów o „autonomii”, „europejskiej podmiotowości”, Bruksela i klasa polityczna na naszym kontynencie godzi się z rolą wasalną wobec USA.
„Waszyngton wprowadza cła na produkty europejskie, wygraża swoim sojusznikom w strategicznych sporach z nimi i używa jako broni swojej kontroli nad finansami. UE zgodziła się na niesprawiedliwe porozumienie handlowe: większość towarów europejskich sprzedawanych do Stanów Zjednoczonych obłożono 15-procentowym cłem, podczas gdy większość artykułów przemysłowych z USA zwolniona jest z jakichkolwiek opłat celnych, zaś niektóre produkty amerykańskiego rolnictwa w ogóle mają preferencyjne warunki. Europa może to sobie określać mianem partnerstwa, lecz Miachiavelli uznałby to za podległość wymuszoną strachem”
- pisze Hoffmeister. Na koniec, przy całej ponurej diagnozie, daje jednak promyk nadziei dla naszego kontynentu:
„Europa wciąż ma zasoby, wiedzę i ludzi zdolnych do odrodzenia. Brakuje jej jednak klasy rządzącej gotowej do wskazania przeciwnika, określenia priorytetów oraz zaakceptowania kosztów niezależności. Dopóki to się nie zmieni, jej miękkość nie przyniesie pokoju. Będzie jedynie zaproszeniem dla silniejszych potęg, by to one decydowały o przyszłości Europy ponad europejskimi głowami”.
Zgadzamy się z diagnozą, ale nadziei mamy jakby mniej. Ubiegłoroczny szczyt w Szkocji, na którym Ursula von der Leyen w imieniu Unii Europejskiej zgodziła się na upokarzające dla nas warunki handlu z USA, dowiódł, że nie ma o czym mówić, dopóki radykalnie nie zmieni się obecna kompradorska elita w Brukseli. #Europa #geopolityka #Machiavelli #USA #dominacja 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Impotencja rządu Tuska. Rząd obecnej koalicji wziął się za podatki, choć do końca nie wiadomo czy rzeczywiście uda mu się
🚨 Impotencja rządu Tuska. Rząd obecnej koalicji wziął się za podatki, choć do końca nie wiadomo czy rzeczywiście uda mu się przeprowadzić jakiekolwiek głębsze zmiany w tym zakresie. Podstawowe założenia lansowanej przez Tuska i jego ministra finansów Andrzeja Domańskiego reformy to wprowadzenie trzeciej, pośredniej stawki podatkowej na poziomie 24% (do tej pory mieliśmy dwa progi - 12% i 32%), zwiększenie CIT dla największych form z 19% do 22%, a także zmniejszenie kwoty dla firm umożliwiającej im ryczałtowe rozliczanie się z fiskusem (z 2 mln euro do 250 tys. euro). Budżet państwa ma obecnie najwyższy od lat deficyt, wynoszący w tym roku 270 mld złotych. Dawno przekracza on już konstytucyjną (art. 216 ustawy zasadniczej) dopuszczalną barierę zadłużenia, która wynosi 60% PKB. W związku z tym Unia Europejska prowadzi przeciwko nam procedurę naruszenia norm budżetowych, choć - przyznać trzeba - prowadzi dość niemrawo, bo z podobnym problemem zderza się zdecydowana większość państw członkowskich. Tusk obiecywał w kampanii wyborczej coś, czego w tych realiach zrealizować nie jest w stanie: poniesienie kwoty wolnej od podatku z obecnych 30 tysięcy złotych rocznie do 60 tysięcy. Był to jeden z czołowych postulatów kampanijnych Koalicji Obywatelskiej w 2023 roku.
„’100 konkretów’ to dzisiaj jeden z największych problemów Koalicji Obywatelskiej”
- słusznie zauważa Łukasz Warzecha. To problem, bo nie zostały one po prostu zrealizowane i nawet nie ma widoków na ich częściową realizację. Do tego wszystkiego dochodzi nam zjawisko tzw. zimnej progresji podatkowej. Polega ona na braku waloryzacji progów dochodowych kwalifikujących do płacenia poszczególnych stawek. Inflacja rośnie i nawet wspomniane 60 tys. złotych to już nie to samo, co trzy lata temu. Przykład: wcześniej przez dłuższy czas stawki dochodowe pozostawały niezmienne. W 2010 roku w najwyższy próg podatkowy wchodziło 460 tys. Polaków, zaś w 2021 roku na ten sam próg łapało się już 1,7 mln obywateli. Żeby to zmienić, trzeba by wprowadzić do ustawy podatkowej automatyczną waloryzację progów dochodowych o poziom inflacji. Tego jednak nikt nie proponuje, nawet obecna opozycja. Podwyższenia poziomu dochodu wolnego od opodatkowania już - jak potwierdził premier - nie będzie. Jednoznacznie wycofał się z obietnicy wyborczej, powołując się na nieprzewidziane trudności finansowe państwa. Po co zatem cała ta gra wokół podatków, przypominająca mieszanie herbaty z nadzieją, że stanie się od tego słodsza?
„Szef rządu musiał zatem stworzyć pozór obniżenia podatków, aby móc swoim wyborcom pokazać cokolwiek i choćby częściowo wytrącić przeciwnikom oręż z rąk. Przy tej okazji zamierza – to druga z motywacji – uderzyć w Karola Nawrockiego, którego traktuje dzisiaj, przy radykalnie słabnącym PiS, jako swojego najważniejszego politycznego oponenta. Plan jest prosty jak konstrukcja cepa: wsadzić do planowanej ustawy obniżki i jednocześnie podwyżki podatków, licząc na to, że prezydent zgłosi weto, a wtedy będzie można oskarżyć go o to, że nie pozwolił Polakom płacić niższych danin”
- pisze Warzecha. Najprawdopodobniej ma rację. To jedynie spektakl, który zwiększy i tak już wysoki poziom niepewności i niestabilności, ale nikomu nic realnie nie przyniesie. #podatki #Tusk #finanse #reforma #budżet 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

3️⃣ Bolesny półmetek. Część 3. W kolejnych sferach życia publicznego Donald Trump zawodzi. Ma rację Stephen Walt, który nie p
3️⃣ Bolesny półmetek. Część 3. W kolejnych sferach życia publicznego Donald Trump zawodzi. Ma rację Stephen Walt, który nie pozostawia w zasadzie suchej nitki na obecnym lokatorze Białego Domu. Bierze się też za kwestie praworządności. Pamiętamy wszyscy, że my również mieliśmy i nadal z nią mamy poważne problemy. Zdaniem politologa krytycznego wobec trumpistów, żaden inwestor nie odważy się na długotrwałe projekty w Stanach Zjednoczonych właśnie z uwagi na niestabilność systemu prawnego. Polega ona nie tylko na ręcznym sterowaniu własnymi nominatami (czy to w Sądzie Najwyższym czy w Prokuraturze Generalnej), ale także na podważaniu zasady trójpodziału władz, słynnej amerykańskiej reguły checks and balances. Było to szczególnie widoczne, gdy Donald Trump forsował swoje wojny celne i handlowe z pominięciem Kongresu, ignorując w ten sposób obowiązującą Konstytucję. Może się jednak czuć, póki co, bezpieczny, bo ma większość w Sądzie Najwyższym. Nie ma za to na razie większości w Kongresie, która mogłaby doprowadzić do zainicjowania procedury jego impeachmentu. Kolejny punkt krytyki Trumpa formułowanej przez Stephena Walta dotyczy czasów już dość dawnych. Otóż wielu z nas pamięta jak w 2020 roku obecny prezydent otwarcie zakwestionował wyniki przegranych przez siebie wyborów, a na dodatek nawoływał do bojkotowania nowej administracji. W przekonaniu Walta prowadzi to do erozji zaufania do instytucji demokratycznych w Stanach Zjednoczonych. Mamy ochotę na polemikę: czy te instytucje kiedykolwiek sprawnie funkcjonowały? A może same podstawy amerykańskiego systemu wyborczego i politycznego pozbawiają sporą część społeczeństwa możliwości uzyskania reprezentacji swoich interesów? Wreszcie mamy kwestię formy. Donald Trump, nazwijmy rzecz po imieniu, znany jest ze swego chamstwa, nieokrzesania i prostactwa. To się jednak najwyraźniej jakiejś części Amerykanów podoba. Do tego stopnia, że zaczyna tym dyskursem posługiwać się człowiek znacznie od Trumpa inteligentniejszy - jego wiceprezydent J. D. Vance. Wszystkie te czynniki razem wzięte doprowadzają, zdaniem prof. Walta, do radykalnej redukcji miękkiej siły (soft power) USA w świecie.
„Chociaż Trump zachowuje popularność wsród podobnych do siebie polityków (głównie w Ameryce Łacińskiej), generalnie Stany Zjednoczone bardzo mocno wizerunkowo ucierpiały na świecie. Ich zepsuty system demokratyczny nie stanowi już przedmiotu podziwu, ich zdegradowana infrastruktura niepokoi zagranicznych gości zamiast ich do nas zachęcać, zaś drapieżna polityka Trumpa doprowadziła do wyizolowania krajów, które były niedawno najbardziej proamerykańskie na świecie (takich jak Kanada czy Dania)”
- pisze amerykański politolog. Walt konkluduje dość sarkastycznie:
„jest, jak sądzę, jedno całkiem spore osiągnięcie, które być może jest najważniejszą przyczyną, z powodu której zajął się on polityką. Po zakończeniu kadencji jego rodzina będzie znacznie bogatsza, choć kraj będzie słabszy, bardziej schorowany i wściekły”.
Mamy jeszcze dwa lata kadencji Trumpa przed nami. Ale Walt już definitywnie spisał go na straty, podobnie jak wielu innych Amerykanów. #Trump #USA #softpower #demokracja #Walt 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

2️⃣ Bolesny półmetek. Część 2. Stephen Walt nie zostawia suchej nitki niemal na żadnej sferze działania administracji obecneg
2️⃣ Bolesny półmetek. Część 2. Stephen Walt nie zostawia suchej nitki niemal na żadnej sferze działania administracji obecnego amerykańskiego prezydenta. Postrzega go jako jednego z najgorszych przywódców amerykańskich w najnowszej historii Stanów Zjednoczonych. Walt specjalizuje się w stosunkach międzynarodowych. Nie mógł zatem nie zauważyć, że degradacji uległa amerykańska dyplomacja. O braku wiarygodności już wspomnieliśmy. Popatrzmy jednak na kompetencje a właściwie ich brak. Poza tym, że jest sekretarzem stanu, Marco Rubio sprawuje w administracji obecnego prezydenta USA cały szereg innych stanowisk - jest głównym doradcą ds. bezpieczeństwa, a jednocześnie szefem Archiwum Narodowego. Zdaniem Walta odpowiada on za wyrażenie zgody na całkowitą likwidację wielu placówek dyplomatycznych na świecie i przedstawicielstw amerykańskich na forum organizacji międzynarodowych. Stany Zjednoczone przegrywają tu rywalizację ze swoim kluczowym przeciwnikiem, czyli Chinami. Pekin bowiem pozostał w strukturach organizacji międzynarodowych i skutecznie wykorzystuje ich forum do budowy poparcia dla swojej polityki i sieci potencjalnych partnerów na świecie. USA uprawia izolacjonizm, ale w jego najgorszym, bojkotującym innych wydaniu. Podobnie źle jest w nauce. Stephen Walt twierdzi, że administracja Trumpa podjęła walkę z wiodącymi ośrodkami akademickimi w kraju. Walką ta musiała skończyć się porażką. Ale jednocześnie, jego zdaniem, w administracji znaleźli się ludzie głoszący tezy antynaukowe. W tym miejscy Walt atakuje na przykład sekretarza zdrowia Roberta Kennedy’ego Juniora za jego sceptycyzm wobec środków walki z koronawirusem. Nie będziemy wypowiadać się na temat polityki Kennedy’ego. Ale prof. Walt jako politolog również nie powinien tego robić, z prostej przyczyny: to nie jego dziedzina wiedzy. Fakt faktem, że Trump i jego ludzie doprowadzili do cięć środków na badania i rozwój, nie tylko w dziedzinach ideologicznie motywowanych, jak gender studies. Walt przytacza dane Amerykańskiego Instytutu Fizyki, z których wynika, że liczba Amerykanów, którzy po zdobyciu doktoratu w tej dziedzinie, udają się na emigrację, jest najwyższa od 30 lat. A zatem to już nie Stany Zjednoczone zajmują się drenażem umysłów, lecz ich umysły drenują inni, w pierwszym rzędzie zapewne Chiny i powiązani z nimi gracze. Odrzucenie nauki to zdaniem Walta również argument na rzecz porzucenia idei transformacji energetycznej przez Donalda Trumpa i jego ekipę. Tutaj nie do końca się z Waltem zgodzimy. Twierdzi on, że odrzucanie założeń teorii o globalnym ociepleniu pod wpływem działalności człowieka jest nienaukowe i nierzetelne. A my uznajemy, że każdy ma prawo do swojego poglądu w tej sprawie, zaś wokół Donalda Trumpa pojawiło się całkiem sporo uczonych, do tej pory marginalizowanych nie tylko w USA. Nauka ma inspirować, a nie serwować gotowe diagnozy i rozwiązania. Program industrializacji Stanów Zjednoczonych ogłoszony przez Trumpa nie powiódł się nie dlatego, że bazował na dostępności węglowodorów), ale przede wszystkim z innych względów, ze spadkiem koniunktury międzynarodowej na czele. Jedynym słusznie sygnalizowanym przez Walta zmartwieniem jest kwestia przejmowania prymatu w dziedzinie technologii produkcji energii odnawialnej przez głównego amerykańskiego rywala, czyli Chiny. Cdn. #Trump #USA #nauka #klimat #Walt 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

1️⃣ Bolesny półmetek. Część 1. Minęła połowa prezydentury Donalda Trumpa. Skłania to niektórych komentatorów amerykańskich do
1️⃣ Bolesny półmetek. Część 1. Minęła połowa prezydentury Donalda Trumpa. Skłania to niektórych komentatorów amerykańskich do pewnych bilansów. Krytyczni wobec niego są nie tylko jego niegdysiejsi zwolennicy, dziś nierzadko skrajnie rozczarowani, ale również ci, którzy przestrzegali przed trumpizmem już wcześniej. Wśród tych drugich jest znany amerykański politolog, współpracownik prof. Johna Mearsheimera, prof. Stephen Walt. Przyjrzyjmy się jego rozliczeniu półmetka kadencji. Wyróżnia on dziesięć obszarów, w których Trump i jego ludzie szczególnie zawiedli. „Jako że minęła już połowa drugiej kadencji Trumpa, stwierdzić możemy, że nie ma raczej wątpliwości, że przejdzie on do historii jako jeden z najbardziej konsekwentnych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Niestety, skutki niemal wszystkich jego działań były szkodliwe, nie tylko dla większości Amerykanów, ale także z punktu widzenia względnej siły USA i ich notowań w świecie. Wprawdzie jego towarzysze i członkowie rodziny zbierają teraz plony, lecz skumulowany efekt jego działań nie ma nic wspólnego z zapowiadanym przywróceniem wielkości, lecz raczej z osłabieniem i wzmocnieniem podziałów w Ameryce” - zaczyna krytycznie Walt. Waszyngton stracił wszelką wiarygodność w stosunkach międzynarodowych. Dlaczego niby ktokolwiek miałby wierzyć w amerykańskie deklaracje, skoro mamy do czynienia z nieustannymi zmianami stanowiska w kluczowych sprawach? Dochodzi zatem do tego, że Amerykanie znaleźli się w gronie krajów, z którymi prowadzenie negocjacji dyplomatycznych po prostu nie ma sensu. Jaki bowiem sens może mieć strata czasu na żmudne rozmowy, gdy kolejnego dnia okazuje się, że Biały Dom neguje wszelkie zawarte ustalenia, albo bezczelnie uznaje je za niebyłe? Obietnicom i deklaracjom USA nie wierzą już nie tylko ich rywale (dlatego trudno o wynegocjowanie z nimi jakichkolwiek porozumień), ale również sojusznicy, którzy rozumieją już, że liczyć mogą w sytuacjach trudnych wyłącznie na siebie, bądź swoich regionalnych koalicjantów. Prof. Stephen Walt zauważa też, że administracja Trumpa doprowadziła do zmniejszenia potencjału militarnego amerykańskich sił zbrojnych. Ktoś mógłby stwierdzić, że to niemożliwe, bo przecież budżet Pentagonu osiągnął rekordowe, nienotowane wcześniej w dziejach wartości. A jednak - zdaniem Walta sekretarz wojny (niegdyś obrony) Pete Hegseth prowadzi politykę podporządkowania armii ideologicznej agendzie samego Trumpa, przez co odstrasza od służby w jej szeregach coraz większą liczbę potencjalnych dobrych żołnierzy. Departament Wojny koncentruje się zaś bardziej na ideologicznych wojnach i czystkach będących ich wynikiem niż na zwiększaniu zdolności bojowych wojska. I mamy już pierwsze tego efekty pod postacią faktycznej porażki w starciu Stanów Zjednoczonych z teoretycznie znacznie słabszym przeciwnikiem, jakim jest Iran. Będzie tylko gorzej, bo ideologizacja armii i zerwanie ciągłości dowództwa nigdy nie służyły wzrostowi jej potencjału na polu walki. Cdn. #Trump #USA #dyplomacja #armia #Walt 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Wzorcowe systemy obrony rosyjskich zakładów. Jełabuga w Tatarstanie - to właśnie tam w granicach specjalnej strefy ekonomi
🚨 Wzorcowe systemy obrony rosyjskich zakładów. Jełabuga w Tatarstanie - to właśnie tam w granicach specjalnej strefy ekonomicznej produkowane są słynne rosyjskie drony bojowe Gerań w bardzo różnych wariantach i odmianach. Być może to jedna z największych tego rodzaju fabryk na świecie. Produkuje się tam wszystko - od samych dronów po kable światłowodowe służące do sterowania niektórych jednostek. W związku z ukraińską kampanią ostrzałów rakietowych i ataków dronowych na terytorium Rosji fabryka w Jełabudze zyskała latem dodatkowe zabezpieczenia, które mogą być chyba uznane za wzorzec w tym zakresie. Dowodzą tego zdjęcia satelitarne publikowane przez niektóre portale zachodnie. Teren zakładów otoczony jest nie tylko zwykłym płotem i urządzeniami służącymi do monitoringu okolicy, ale również prawdziwym murem. Niektóre budynki pokrywają specjalne siatki zbrojeniowe, mające uniemożliwić uderzenie dronów bezpośrednio w konstrukcję. Na dodatek w minionych miesiącach powstały dziesiątki stalowych wież mających wykrywać i chronić obiekt przed atakiem. Wieże te służyć mogą zarówno do wczesnego ostrzegania przed działaniami przeciwnika, jak i do prowadzenia walki radioelektronicznej i wywoływania zakłóceń w systemach sterowniczych. Dodatkowo na terenie zakładu rozmieszczone są mobilne systemy obrony przeciwlotniczej. Natomiast w okolicy funkcjonują potężne zestawy przeciwrakietowe. Wydaje się, że Jełabuga to twierdza poza zasięgiem jakichkolwiek uderzeń przeciwnika. Studiowanie zastosowanego tam systemu obrony ma ogromne znaczenie z punktu widzenia czerpania z doświadczenia wojskowego innych. Być może właśnie w tego rodzaju infrastrukturę inwestować powinna, biorąc pod uwagę charakter współczesnych konfliktów zbrojnych i używanej w nich broni, Polska. Nasze władze wolą jednak koncentrować się na drogich zakupach nikomu już dziś nieprzydatnego sprzętu pancernego, który przerobić będzie można wkrótce na przysłowiowe żyletki. #Jełabuga #Rosja #fabryka #drony #wojna 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Logiczne pytania rosyjskiego dyplomaty. Aleksandr Gruszko udzielił wywiadu podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego we Wład
🚨 Logiczne pytania rosyjskiego dyplomaty. Aleksandr Gruszko udzielił wywiadu podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego we Władywostoku. Ten doświadczony dyplomata odpowiada w rosyjskim ministerstwie spraw zagranicznych za relacje ze strukturami zachodnimi oraz krajami europejskimi, sprawując funkcję wiceministra. Gruszko odniósł się do kolejnych doniesień na temat rzekomo agresywnych zamiarów Rosji wobec europejskich krajów członkowskich NATO. Zrobił to w ciekawej formie, bo zadał pytania o logikę tego rodzaju rozważań.
„Po co Rosja miałaby napadać na NATO, w jakim celu? Niepodległość krajów bałtyckich została uznana jeszcze przez Związek Radziecki. Po co mielibyśmy teraz je atakować?”
- pytał. Ma rację - republiki bałtyckie jako pierwsze zerwały z projektem radzieckim, a Moskwa się z tym pogodziła.
„Jedną z najbardziej rozpowszechnionych tez, której nikt nie ma prawa podważać, jest twierdzenie, że Rosja w 2030 roku napadnie na kraje bałtyckie. Zadaję sobie czasem pytanie: co się stanie, jeżeli dożyjemy do tego 2030 roku i Rosja na Zachód nie napadnie? Co się wtedy stanie? Znam już odpowiedź - wtedy powiedzą, że Rosja nie napadła wyłącznie dlatego, że zdążyli się uzbroić i trzeba te zbrojenia kontynuować”
- stwierdził rosyjski wiceminister. Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia dla twierdzenia o agresywnych planach i zamiarach strony rosyjskiej. Problem polega raczej na tym, że niektórzy anglosascy planiści uznają, że konflikt taki byłby wygodny dla Zachodu i stanowiłby otwarcie dodatkowego frontu północnego przeciwko Moskwie, skoro sypie się front południowy leżący na Ukrainie. Zapewne dlatego właśnie władze krajów bałtyckich robią konsekwentnie niemal wszystko, by Rosjan do interwencji sprowokować. Ta jednak z kamienną twarzą pokerzysty nie reaguje na zaczepki, choć wielu domaga się od niej stanowczych reakcji. Problemem polskiej klasy politycznej jest jej nieustanne uczestnictwo w tej prowokacyjnej grze, która może sprawić, że znajdziemy się w sytuacji podpalacza, który sam spłonie w pożarze. #Rosja #NATO #agresja #Bałtyk #Gruszko 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Polska pod rządem dusz Skolima? 29-latek z Łukowa prezentujący się jako „król muzyki latino” (cokolwiek by to nie oznaczał
🚨 Polska pod rządem dusz Skolima? 29-latek z Łukowa prezentujący się jako „król muzyki latino” (cokolwiek by to nie oznaczało) bije rekordy popularności. Warto zadać sobie pytanie o przyczyny jego komercyjnego sukcesu, bo sporo mówią one o nas jako o społeczeństwie. Kamil Skolimowski, znany jako Skolim, jest przede wszystkim ilustracją muzyki banalnej i tekstów prymitywnych. Właściwie stanowi swoisty wzorzec prymitywizmu i przaśności polskiej kultury. Jego rekordowa popularność jest właśnie pochodną tego stylu. Polak lubi muzykę prostą, nieskomplikowaną, pozwalającą na przyśpiewki po paru kieliszkach i wywijanie na parkiecie w tancbudzie. Lubi też, albo przynajmniej mu nie przeszkadza, prostacką formę tekstową.
„Seksualizujące teksty – wiele piosenek Skolima zawiera erotyczne aluzje i przedstawia relacje w sposób nieodpowiedni dla dzieci w wieku 7–14 lat. Dzieci śpiewają słowa, których znaczenia mogą nie rozumieć – powtarzają treści dotyczące seksu, ciała i relacji dorosłych, nie mając dojrzałości potrzebnej do ich właściwej interpretacji. Publiczne wykonanie może utrwalać seksualizujący wizerunek dziecka – szczególnie gdy jest nagrywane i publikowane w Internecie. Materiał może być komentowany, rozpowszechniany i pozostać on-line przez wiele lat”
komentowała niedawno psychiatra Maja Herman. Ma rację: to spustoszenie psychiki. Ciekawe jest skądinąd stosowanie wątków patriarchalnych, uprzedmiotowienia kobiety w tekstowym przekazie Skolima. Paradoks: jakoś specjalnie nie przeszkadza to deklaratywnie wyemancypowanym mieszkankom polskiej prowincji. 29-letni piosenkarz zaczyna ostatnio wypowiadać się na każdy niemal temat nurtujący polskie społeczeństwo. Ostatnio dzielił się na przykład swoimi „mądrościami” na temat Ukrainy.
„Ludzie z Ukrainy bardzo ciężko pracują. Na magazynach czy w sklepach zapierdalają bardzo ciężko. Rząd ukraiński jest na pewno bardzo antypolski. Napierdala na nas, kiedy tylko się da. Takie to są moje skromne obserwacje”
- perorował. Najwyraźniej stara się wpisywać w nastroje społeczne, nie idąc raczej pod prąd. Wyczuł też falę sceptycyzmu wobec Ukrainy. Ciekawe będzie jego zaangażowanie polityczne. Przy obecnej fali popularności mógłby przysporzyć nieco punktów poszczególnym środowiskom politycznym. Ostatnio pojawił się w Juracie na imprezie organizowanej przez prezydenta Karola Nawrockiego dla młodzieży. Zaryzykował, narażając na szwank wierność części swoich fanów? Nie - to wynik kalkulacji. Skolim chce być reprezentantem muzycznym (na razie) Polski powiatowej i uznał, że ta wpatrzona jest właśnie w Nawrockiego. Niezależnie od wszystkiego, ta postać, styl, estetyka i przekaz pogłębiają polskie podziały socjokulturowe, a polityka jest tu rzeczą wtórną. #Skolim #kultura #Nawrocki #Polska #prowincja 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Sytuacja Alawitów w Syrii nadal niepewna. Kemal Öztürk, turecki dziennikarz i komentator, stwierdził niedawno publicznie,
🚨 Sytuacja Alawitów w Syrii nadal niepewna. Kemal Öztürk, turecki dziennikarz i komentator, stwierdził niedawno publicznie, że „chciałoby się powiedzieć, że nusajryci zasługują na to, by wymordować ich do ostatniego z nich”. Mianem nusajrytów określił właśnie zamieszkujących północno-zachodnie wybrzeże Syrii Alawitów. Według różnych szacunków, w ubiegłym roku wymordowano około 2000 Alawitów. Zajmowały się tym bojówki Ahmada asz-Szary, czyli de facto nowe władze w Damaszku, które doszły do głosu po obaleniu Baszara al-Assada w grudniu 2014 roku. Alawici są zatem wciąż zagrożoną mniejszością. Pomimo posiadania zaplecza i wsparcia w postaci wieloletnich rządów al-Assadów, nie przygotowali się w żaden sposób do obrony. Tymczasem w warunkach słabości i rozkładu państwa syryjskiego mogli przecież przypuszczać, że bezbronność oznacza faktyczne przyzwolenie na mordy i czystki w regionie. Wielu Alawitów odrzucało jednak protekcję oferowaną im przez Iran. Część liczyła, że obecne w dwóch bazach na ich terenie wojska rosyjskie będą interweniować, podobnie jak robiły to w przeszłości, w ich obronie. Nic z tych rzeczy. Rosjanie ograniczyli swoją aktywność do obiektów wojskowych, w których stacjonują, porozumiewając się w sprawie swojej dalszej obecności w Hmejmim i Tartus z Damaszkiem. Wiele wskazuje na to, że to nie koniec tragedii społeczności alawickiej. Wspomnianą wypowiedź ważnego i rozpoznawalnego tureckiego dziennikarza o dużych zasięgach uznać można za nawoływanie do ludobójstwa. I zapewne nie przejdzie ona bez echa. Być może znów nastąpią bestialskie mordy Alawitów przez sunnickie formacje terrorystyczne. Być może powrócą makabryczne historie, jak ta, gdy jeden z islamistycznych bojówkarzy po zabiciu Alawity usmażył i zjadł jego… wątrobę. Społeczność alawicka jest dziś zinfiltrowana przez różnych graczy. Swoją przychylność wobec nich deklaruje Izrael. To zrozumiałe, bo fragmentaryzacja Syrii i wewnętrzne konflikty w sąsiadującym z nimi kraju leżą w jego interesie. Na terenach prowincji Latakia pojawiają się coraz liczniej siły i służby tureckie, które uznają ten obszar za swoją strefę wpływów, a także miejsce rywalizacji z Izraelem. Posługują się przy tym bojówkami zbliżonych do nich etnicznie i językowo Turkmenów syryjskich z tego regionu. Mamy jeszcze zaangażowanie Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Wszyscy deklarują wolę zapewnienia bezpieczeństwa Alawitom, ale nikt nie podejmuje w tym kierunku żadnych konkretnych kroków. W tej sytuacji wydaje się, że jedynym gwarantem przeżycia dla Alawitów, pomimo całego sceptycyzmu tej społeczności wobec niego, mógłby być Iran. To wymagałoby jednak zgody innych graczy na pojawienie się nad syryjskim brzegiem Morza Śródziemnego jednostek Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. A tego byłoby już dla głównych graczy za wiele. #Syria #Alawici #Iran #Turcja #Izrael 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Koniec izolacji Alternatywy dla Niemiec? Alternatywa dla Niemiec (AfD) lideruje we wszystkich sondażach. Jutro odbędą się
🚨 Koniec izolacji Alternatywy dla Niemiec? Alternatywa dla Niemiec (AfD) lideruje we wszystkich sondażach. Jutro odbędą się wybory do Landtagu Saksonii-Anhalt, gdzie dojść może do pierwszego w historii tej partii przypadku przejęcia przez nią władzy. Wiele wskazywało, że nie będzie ona jednak w stanie objąć rządów bez uzyskania zdolności koalicyjnej i musiałaby zyskać samodzielną większość. To się jednak może wkrótce zmienić. Brandmauer - tak określano mur izolujący Alternatywę dla Niemiec od reszty niemieckiej sceny politycznej. Żelazna reguła mówiła o tym, że z AfD nie wchodzi się nie tylko w żadne koalicje, ale nawet nie dyskutuje się z jej przedstawicielami w formacie jeden na jednego. Teraz okazuje się, że Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) może z owego kordonu sanitarnego zrezygnować. W Magdeburgu odbył się niedawno Festiwal Wolności Słowa zorganizowany przez tą partię. Padały tam wprost hasła o konieczności współdziałania z AfD. Pojawił się konkret: przedstawiciele landów w federalnym ustroju RFN zasiadają w wyższej izbie parlamentu - Bundesracie. Wagenknecht zaproponowała, by to właśnie tam wspólnie z Alternatywą dla Niemiec podjąć inicjatywę zablokowania ustawowego wszelkiej pomocy militarnej dla Ukrainy.
„Mamy nadzieję, że wraz z głosami AfD będziemy mieli w nowym Landtagu odpowiednią większość, by to przeprowadzić”
- mówiła. Sprzeciw wobec wojny i krytyka polityki kanclerza Friedricha Merza w sprawie konfliktu na Ukrainie stanowią jeden z najważniejszych punktów zbieżnych w programach obu partii. Wagenknecht, rezygnując de facto z udziału swojej partii we wspomnianym Brandmauer, dokonała pewnego przełomu, którego domagali się od dawna nie tylko niektórzy działacze, ale przede wszystkim wyborcy jej ugrupowania, szczególnie w landach wschodnich. Równolegle z wyborami w Saksonii-Anhalt BSW decydować będzie w sprawie praktycznych wniosków z nowego stanowiska tej formacji. Ważyć będą się losy koalicji rządowej ugrupowania w Turyngii, gdzie w rządzie krajowym kierowanym przez Mario Voigta z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) obok polityków Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) zasiadają również przedstawiciele BSW z Katją Wolf na czele. Programowo z Altparteien (mianem „starych partii” w BSW i AfD określa się formacje głównego nurtu) Sahry Wagenknecht nie łączy w zasadzie nic. W szeregach BSW są jednak nadal ludzie uznający, że najważniejsza jest „walka ze skrajną prawicą”. Najbliższe tygodnie zadecydują jaki będzie kierunek ewolucji BSW, ale także całego niemieckiego systemu partyjnego. #AfD #BSW #Niemcy #Wagenknecht #wybory 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Kobiety we władzy? Mamy problem z kolejnymi paniami sprawującymi funkcje polityczne w krajach europejskich, również u nas.
🚨 Kobiety we władzy? Mamy problem z kolejnymi paniami sprawującymi funkcje polityczne w krajach europejskich, również u nas. Skłania to niektórych mizoginów do przekonania, że patriarchat jest zdecydowanie lepszy od równouprawnienia, a już na pewno od matriarchatu. Dawno temu tak pisał o tym jeden z najważniejszych filozofów tradycjonalizmu Julius Evola:
„W Złotym Wieku, gdy Bogowie żyli wśród ludzi i świat był sprawiedliwy, nie było patriarchatu. Istniał wówczas androginat. Była to równość mężczyzn i kobiet. Później wszakże upadła moralność. Mężczyźni przestali wypełniać swoje obowiązki. Dlatego władzę przejęły kobiety. W ten sposób powstał matriarchat. Trwał on dość długo. W Wieku Żelaza pojawił się patriarchat. Powstał on wskutek tego, że pozbawieni czci mężczyźni odebrali władzę kobietom (władzę, która służyć powinna zaprowadzaniu porządku). Świat pogrążył się w mroku. Zaczęła się Kali-yuga. Żyjemy w tej epoce od wieków”.
Zwraca uwagę, że Evola w zasadzie nie wartościuje płci, lecz wskazuje, że w pradawnym stanie idealnym istniała ich równowaga. Władzę sprawowali mężczyźni wspólnie z kobietami, nie dyskryminując się nawzajem i godząc własne interesy. Był to jednak świat harmonii. Kali-yuga to epoka upadku i mroku. Dlatego mamy do czynienia z walką wszystkich przeciwko wszystkim, w tym również z rywalizacją płci. Przekroczeniem owej walki mogą się wydawać eksperymenty genderyzmu, czyli założenie, że może dojść do zaniku płci. Płeć jest jednak elementem porządku natury swoistego dla człowieczeństwa. Zanik tożsamości płciowych musi więc niechybnie doprowadzić do upadku ludzkości, samego pojęcia człowieka w dotychczasowym rozumieniu. Warto jednak wspomnieć o tym, że tradycjonalizm (Julius Evola uznawany jest za jego najważniejszego reprezentanta, przynajmniej jeśli chodzi o wiek XX) nie jest z natury mizoginistyczny ani androginiczny. Jest stanowiskiem sławiącym harmonijne współrządzenie. Przekładając to na kategorie współczesne: zakładać należy, że wśród przedstawicielek i przedstawicieli obu płci zdarzają się osoby zdolne do kierowania sprawami publicznymi, choć jest ich zdecydowanie coraz mniej. Dlatego apelujemy o porzucenie stereotypów kobiet i spoglądania na nie przez pryzmat postaci, takich jak Kaja Kallas. #tradycja #matriarchat #patriarchat #Evola #płeć 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Rosjanie w ciągu lata zajęli 91 miejscowości na Ukrainie. Przynajmniej tak twierdzi rosyjskie ministerstwo obrony. W więks
🚨 Rosjanie w ciągu lata zajęli 91 miejscowości na Ukrainie. Przynajmniej tak twierdzi rosyjskie ministerstwo obrony. W większości przypadków dane te pokrywają się jednak z informacjami przekazywanymi przez stronę ukraińską, choć w niektórych mamy do czynienia z zaliczeniem pewnych obszarów do tzw. szarej strefy (w obecnym konflikcie istotnie często niemożliwe jest dokładne wyznaczenie linii frontu). Najwięcej miejscowości dostało się pod kontrolę Rosjan w obwodzie donieckim (Doniecka Republika Ludowa) - aż 37, w tym największa z nich należąca do ostatniej aglomeracji pod kontrolą Kijowa - Konstantinowka. Grupa armii „Północ” zdobyła w sumie 29 miejscowości w obwodzie charkowskim i sumskim (Rosjanie tworzą na tych terenach strefę buforową, na razie nie przejawiając wobec nich żadnych planów politycznych i traktując je jako zabezpieczenie przed atakami na własne przygraniczne obwody). Grupa armii Centrum” zdobyła 22 miejscowości, zaś grupa armii „Południe” - 14. O czym to wszystko świadczy? W większości przypadków mamy do czynienia z niewielkimi miejscowościami. Wiele z nich dawno zostało zrujnowanych ciągłymi ostrzałami. Dlatego przyjdzie czas konieczności ich odbudowy, bądź likwidacji (w wielu przypadkach próby ich przywrócenia do życia mijają się z celem). Zwraca też uwagę fakt powolne przejmowanie kolejnych miejscowości w obwodzie dniepropietrowskim, który do tej pory nie był jakimś ważniejszym celem aktywności militarnej Rosjan. Najważniejsze w obecnym konflikcie jest jednak coś zupełnie innego. To demilitaryzacja Sił Zbrojnych Ukrainy, czyli fakt, iż przez letnie miesiące prawdopodobnie wyeliminowano kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy ukraińskich (brak tutaj wiarygodnych danych, ale można snuć przypuszczenia na bazie zgłaszanych przez dowódców i polityków w Kijowie potrzeb mobilizacyjnych ocenianych na 30 tysięcy żołnierzy miesięcznie). Kolejny element to likwidacja istniejącej infrastruktury Ukrainy, w tym przemysłowej, mogącej mieć zastosowanie dla przemysłu obronnego. Pełzająca wojna na wyczerpanie przeciwnika może doprowadzić do realizacji głównego celu Moskwy w konflikcie, czyli neutralizacji potencjału ukraińskiego uzupełnianego nieustannie przez Zachód. #wojna #Ukraina #Rosja #Donbas #straty 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Narasta kult Rydza-Śmigłego. Mianowany w kuriozalny sposób marszałkiem Edward Rydz-Śmigły nie miał żadnego doświadczenia w
🚨 Narasta kult Rydza-Śmigłego. Mianowany w kuriozalny sposób marszałkiem Edward Rydz-Śmigły nie miał żadnego doświadczenia wojskowego. Nie legitymował się również militarnym wykształceniem. Miał za to przeszłość w legionach Piłsudskiego i jego przychylność. Stąd przyjęło się twierdzenie o jego namaszczeniu przez lidera reżimu sanacyjnego na następcę. Po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku Rydz-Śmigły błyskawicznie awansuje i zaczyna przejawiać ambicje polityczne. Biografowie twierdzą, że w dużym stopniu działo się to pod wpływem jego życiowej partnerki, Marty Thomas-Zaleskiej, łasej na materialne dobra (wojsko miało kupić jej willę w Monako), określanej nawet w środowiskach sanacyjnych mianem „powiatowej Kleopatry”. Błyskawicznie awansowany, wbrew wszelkim zwyczajom panującym w Wojsku Polskim, marszałek zaczął głosić tezę o polskiej mocarstwowości, która z punktu widzenia dzisiejszych czasów wydaje nam się absurdalna. Co gorsza, była równie absurdalna już wtedy, przed II wojną światową. Rydz-Śmigły próbował zbliżyć się z Niemcami i popełniał strategiczne błędy, jak na przykład polski udział w rozbiorze Czechosłowacji, czy przygotowania do wojny ze Związkiem Radzieckim przy bagatelizowaniu zagrożenia z zachodu.
„Wmawiana Polakom wielkość Rydza-Śmigłego wpłynęła na świadomość społeczeństwa. Wierzyło ono zapewnieniom wodza, że ’nie oddamy ani guzika’”
- pisze Paweł Dybicz. 13 lipca 1936 roku premier Felicjan Sławoj Składkowski wydał kuriozalny, niekonstytucyjny dekret, w którym postanawiał: „Zgodnie z wolą Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego zarządzam, co następuje: Generał Śmigły-Rydz, wyznaczony przez Pana Marszałka Józefa Piłsudskiego, jako Pierwszy Obrońca Ojczyzny i pierwszy współpracownik Pana Prezydenta Rzeczypospolitej w rządzeniu państwem, ma być uważany i szanowany, jako pierwsza w Polsce osoba po Panu Prezydencie Rzeczypospolitej. Wszyscy funkcjonariusze państwowi z prezesem Rady Ministrów na czele okazywać Mu winni objawy honoru i posłuszeństwa”. W latach II wojny światowej, szczególnie po jego ucieczce do Rumunii 17 września, Śmigły-Rydz uznawany był za tchórza i zdrajcę. Podobnie myślano i pisano o nim po wojnie, szczególnie w środowiskach emigracyjnych. Nie wiedzieć czemu, rehabilitowany został w czasach po 1989 roku, a w kilku miastach mamy place i ulice jego imienia.
„Odradza się kult Rydza-Śmigłego. Będzie on nabierał znaczenia z wielu powodów, jednak głównie za sprawą Karola Nawrockiego, zafascynowanego postaciami, które miały symbolizować siłę i które stale o niej mówiły, do tego, jak Rydz, z zaciśniętymi pięściami. A także z racji zagrożenia wojennego wynikającego z konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Pojawi się argument, że w trudnych chwilach musimy się skupić przy prezydencie, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Nie zważając na pozakonstytucyjne posunięcia nie tylko lokatora Pałacu Prezydenckiego. Czym to się skończyło, dobrze wiemy”
- przestrzega Dybicz. I ma rację. Poziom wystąpień Nawrockiego jest coraz częściej podobnie żenujący, jak niegdysiejszych przemówień Rydza-Śmigłego. #Rydz-Śmigły #wojna #sanacja #Piłsudski #Nawrocki 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Hybryda to pojecie mgliste. Hybryda to mieszanka, połączenie, a zatem pojęcie mgliste, bo zjawisko hybrydowe zawierać może
🚨 Hybryda to pojecie mgliste. Hybryda to mieszanka, połączenie, a zatem pojęcie mgliste, bo zjawisko hybrydowe zawierać może rozmaite proporcje środków i elementów często od siebie oderwanych, a tylko pozornie skoordynowanych. Krótko mówiąc, gdybyśmy mieli określić jakoś wyznawców współczesnych teorii spiskowych, to będą nimi na Zachodzie właśnie zwolennicy i propagatorzy terminu wojna hybrydowa. Skoro jesteśmy przy tym terminie, to raz jeszcze prześledźmy jego korzenie. Samo pojęcie pojawiło się około 2005 roku w Stanach Zjednoczonych. Autorami tekstu, który ukazał się wtedy na stronach Akademii Marynarki Wojennej USA, byli James Mattis, znany pod pseudonimem „Mad Dog” („Wściekły Pies”), generał-jastrząb, który w latach 2017-2019 sprawował w pierwszej administracji Donalda Trumpa stanowisko sekretarza obrony; oraz wykładający na tej uczelni płk Frank Hoffman. Był to czas agresji amerykańskiej na Irak i Afganistan oraz pierwszych wątpliwości co do skuteczności tego rodzaju interwencji. Obaj wojskowi zastanawiali się zatem nad źródłami ówczesnych problemów.
„Nasza przewaga konwencjonalna prowadzi do pojawienia się pewnej rywalizacyjnej logiki u niektórych aktorów państwowych i niepaństwowych, którzy wychodzą poza ramy tradycyjnego modelu wojny, poszukując pewnych możliwości niszowych lub określonych niespodziewanych zestawień technologii i taktyki pozwalających na uzyskanie przewagi”
- pisali. Hegemonia militarna Stanów Zjednoczonych była wówczas bezsprzeczna. Słabsi rywale Amerykanów musieli więc faktycznie poszukiwać środków innych niż tradycyjna, bezpośrednia konfrontacja. Mattis i Hoffman dostrzegli, że w Iraku i Afganistanie
„metody nieregularne - terroryzm, rebelie, nieregularne działania zbrojne, wojna partyzancka czy przemoc stosowana przez zorganizowaną przestępczość narkotykową - stają się coraz ważniejsze, zarówno jeśli chodzi o ich skalę, jak i poziom zaawansowania”.
Te metody stawiania oporu hegemonowi przez słabszych amerykańscy oficerowie określili wówczas mianem działań hybrydowych.
„Na wojnie hybrydowej możemy spodziewać się jednoczesnego starcia ze strukturami upadłego państwa, które utraciło kontrolę nad arsenałami broni biologicznej czy rakietami, walki z motywowanymi etnicznie grupami paramilitarnymi oraz szeregiem radykalnych terrorystów przemieszczających się do nowych lokalizacji. Możemy też natknąć się na resztki armii lądowej państwa zbójeckiego, które mogą używać broni konwencjonalnej, ale na nowe, nietradycyjne sposoby. Możemy również spodziewać się nietradycyjnych ataków i przypadkowych aktów przemocy dokonywanych przez grupy sympatyzujące z aktorami niepaństwowymi przeciwko naszej infrastrukturze krytycznej i sieciom komunikacyjnym. Możemy również mierzyć się z innymi formami wojny ekonomicznej lub z groźnymi atakami na naszą sieć komputerową, szczególnie jej elementy militarne i finansowe”
- dodawali. I proponowali panaceum przeciwko rzucającym im wyzwanie ruchom oporu: „powstania zbrojne to wojny idei, więc nasze idee muszą konkurować z ideami wroga”. Mamy zatem wprost sformułowane zalecenie walki na płaszczyźnie ideologicznej, która - jak dziś już wiemy - w Afganistanie i Iraku Amerykanom się nie powiodła.
„Operacje informacyjne stanowią czynnik pozwalający na zwiększenie naszych wpływów i mogą one wpłynąć na ludność, która odrzuci przez to błędną ideologię i nienawiść proponowaną im przez powstańców. Skuteczne operacje informacyjne pomagają ludności cywilnej zrozumieć nasze dążenie do lepszej przyszłości, którą chcemy z nimi budować”
- przekonywali. Wypisz, wymaluj - USA stosują nadal koncepcję wojny hybrydowej przeciwko całemu światu zewnętrznemu. Nie widać jednak, by takie metody stosowała Rosja, o których używanie tak często się dziś ją oskarża. #wojnahybrydowa #Pentagon #USA #wojna #konflikt 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨Hybrydowy wytrych. Coraz częściej w codziennych komentarzach czytamy o rosyjskim zagrożeniu i planowanej rzekomo przez Rosj
🚨Hybrydowy wytrych. Coraz częściej w codziennych komentarzach czytamy o rosyjskim zagrożeniu i planowanej rzekomo przez Rosję agresji przeciwko europejskim krajom członkowskim NATO. Problem polega jednak na tym, że nie bardzo jest jak zdefiniować i dowieść istnienia owego zagrożenia. W sytuacji braku wojny mamy do czynienia z rozpowszechnianiem nowych terminów mających w zasadzie przekonać nas, że trwa quasi-wojna czy pół-wojna. Temperatura w większości krajów europejskich nieco spadła, gdy z Moskwy do Waszyngtonu powrócił w ubiegłym tygodniu po jednodniowej wizycie John Ratcliffe. Najwyraźniej jego rozmowy z Rosjanami miały wpływ na zmianę nastrojów na naszym kontynencie. Wysoki, lecz występujący anonimowo (to powszechna praktyka w tych sprawach) urzędnik Komisji Europejskiej zapewnił kilka dni temu:
„można jasno stwierdzić, że europejskie służby nie dostrzegają ryzyka ataku na kraje europejskie”.
Najwyraźniej Waszyngton poprosił europejskie gorące głowy o ochłonięcie. Skoro nie mamy więc groźby wojny, to trzeba wykoncypować inny termin opisujący stan ni to pokoju, ni to wojny. Tu przydatne okazuje się określenie „wojna hybrydowa”. To właśnie wokół niego toczą się obecnie dyskusje wśród osób zaangażowanych w zwalczanie i stawianie czoła zagrożeniu rosyjskiemu. Na czym polegać ma owa hybrydowość? Przede wszystkim na operacjach specjalnych rzekomo autorstwa rosyjskiej agentury bądź tamtejszych służb specjalnych. Przykłady? Na lipskim lotnisku transporty broni na Ukrainę miały być zaatakowane przez drony znalezione nieopodal pasa startowego. Na zamiarach się skończyło, nikt ani nic nie ucierpiało. Kanclerz Friedrich Merz uznał jednak to zdarzenie za wystarczające uzasadnienie, by po raz kolejny uderzyć w dzwony alarmowe. Inne przejawy to na przykład rzekome plany zamachów na prezesów dużych europejskich spółek zbrojeniowych, takich jak Rheinmetall czy Saab. Znów mamy tu do czynienia z niezrealizowanymi groźbami, które jednak wywołały panikę i spowodowały wzmocnienie ochrony tych osób. Te konkretne przypadki pokazują, że firmy wspierające Kijów w jego atakach na terytorium rosyjskie muszą się liczyć z określonym ryzykiem, choć do tej pory rosyjskie działania wyglądają niezbyt imponująco - żadna z planowanych podobno operacji nie została uwieńczona sukcesem. Każe to poważnie powątpiewać w prawdziwość informacji na ten temat. Najdalej w swoich fantazjach, jak często bywa, idą nasi rodacy. Spółka DataWalk oferuje swoje usługi stronie ukraińskiej w obecnym konflikcie. I to jej prezes, Paweł Wieczyński, wypowiedział w zagranicznych mediach następujące frazy:
„Powinnismy po prostu mówić o konflikcie. W grudniu ubiegłego roku Rosja niemal doprowadziła do zamknięcia niemal wszystkich sieci przesyłu energii w naszym kraju. Od wyłączenia w całym kraju dostaw prądu elektrycznego dzieliły nas minuty. Teraz próbują wysadzać w powietrze tory kolejowe - co najmniej jeden raz z powodzeniem. Wysyłają paczki z materiałami wybuchowymi. Mamy ogromną liczbę cyberataków: Polska jest najbardziej atakowanym cybernetycznie krajem Europy”
. Wieczyński woli zatem mówić o wojnie niż o wojnie hybrydowej, co przecież miałoby określone skutki prawne i polityczne. Komisja Europejska pozostaje jednak przy słowie-wytrychu. Jak definiuje „hybrydowość”? To „mieszanina środków z użyciem przemocy ze środkami wywrotowymi, metodami konwencjonalnymi i niekonwencjonalnymi (na przykład dyplomatycznymi, militarnymi, ekonomicznymi, technologicznymi, które mogą być wykorzystywane w sposób skoordynowany przez państwa lub podmioty niepaństwowe do osiągnięcia założonych celów, przy czym w sposób znajdujący się poniżej progu formalnie wypowiedzianej wojny”. A zatem to wszystko i nic, w zależności od subiektywnej interpretacji. #Rosja #UE #wojna #agresja #hybryda 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli