en
Feedback
Bieg myśli

Bieg myśli

Open in Telegram

Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze. @Bieg_mysli_bot

Show more

📈 Analytical overview of Telegram channel Bieg myśli

Channel Bieg myśli (@bieg_mysli) in the Polish language segment is an active participant. Currently, the community unites 19 539 subscribers, ranking 2 948 in the Politics category and 82 in the Poland region.

📊 Audience metrics and dynamics

Since its creation on невідомо, the project has demonstrated rapid growth, gathering an audience of 19 539 subscribers.

According to the latest data from 05 July, 2026, the channel demonstrates stable activity. Although there has been a change in the number of participants by 1 106 over the last 30 days and by -36 over the last 24 hours, overall reach remains high.

  • Verification status: Not verified
  • Engagement rate (ER): The average audience engagement rate is 18.25%. Within the first 24 hours after publication, content typically collects 19.36% reactions from the total number of subscribers.
  • Post reach: On average, each post receives 3 573 views. Within the first day, a publication typically gains 3 791 views.
  • Reactions and interaction: The audience actively supports content: the average number of reactions per post is 190.

📝 Description and content policy

The author describes the resource as a platform for expressing subjective opinions:
Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze. @Bieg_mysli_bot

Thanks to the high frequency of updates (latest data received on 06 July, 2026), the channel maintains relevance and a high level of publication reach. Analytics show that the audience actively interacts with content, making it an important point of influence in the Politics category.

19 539
Subscribers
-3624 hours
-1087 days
+1 10630 days
Posts Archive
🚨 Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak z powietrza na Kijów. Większość naszych mediów głównego nurtu zauważa jedyn
🚨 Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak z powietrza na Kijów. Większość naszych mediów głównego nurtu zauważa jedynie ataki ukraińskie w głębi terytorium Rosji. Ich etap zaangażowania emocjonalnego w wojnę prowadzi do tego, że nierzadko ich przedstawiciele cieszą się wręcz z rosyjskich ofiar. Gdy atak przeprowadzają Rosjanie, zauważane są u nas jedynie ofiary cywilne, a sama skuteczność uderzeń poddawana jest w wątpliwość. Wpisuje się to w przekazy Andrieja Kowalenki, szefa ukraińskiego Ośrodka Przeciwdziałania Dezinformacji, który dwoi się i troi, by pokazać, że kolejne uderzenia rosyjskie to jedynie pokaz siły organizowany z przyczyn wizerunkowych i nie odnoszący żadnych realnych efektów o charakterze militarnym. Pozostawmy jednak na boku Kowalenkę i jego pudła rezonansowe w mediach polskich. Przyjrzyjmy się obiektywnie, potwierdzanym przez źródła obu stron, skutkom dzisiejszego ataku na Kijów (piszemy jedynie o tych, o których nieco więcej się dowiedzieliśmy). Rosjanie wykorzystali do ataku cały szereg różnych rodzajów broni - od dronów Gerań-3 po rakiety Kalibr, Cirkon, Iskander-M oraz Ch-101. Uderzenie nosiło więc zmasowany charakter. Trafiono w: 🔴Żuliańskie Zakłady Maszynowe „Wizar”, produkujące cześci rakiet Neptun; 🔴 stocznię rzeczną „Kuźnica na Rybalskim” realizującą zamówienia remontowe i modernizacyjne dla Sił Zbrojnych Ukrainy; 🔴 zakłady Roshen, czyli fabryki należące do byłego prezydenta Ukrainy Piotra Poroszenki; prawdopodobnie na ich terenie (sądząc po sile i liczbie eksplozji) przechowywano rakiety bądź materiały wybuchowe; 🔴 infrastrukturę energetyczną: Kijowską Elektrownię Wodną, elektrociepłownię nr 5 oraz elektrociepłownię nr 6. Efekt: przerwanie dostaw prądu i wody w kilku dzielnicach. Wyraźnym problemem dla mieszkańców Kijowa zaczyna być fakt, iż wiele zakładów zbrojeniowych oraz składów broni znajduje się na terenie ukraińskiej stolicy. Trudno powiedzieć z jakich przesłanek to wynika. Z jednej strony mamy rzeczywiście szereg obiektów przemysłowych od dawna skoncentrowanych w tym mieście. Z drugiej jednak informacje o składowaniu broni na terenie miejskim mogą wskazywać, iż władze ukraińskie stosują taktykę żywych tarcz pozwalającą na epatowanie stratami wśród ludności cywilnej po kolejnych uderzeniach w obiekty w istocie wojskowe. #Kijów #Ukraina #wojna #Rosja #rakiety 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, ale postara się o inny status. Tak twierdzi politolog Sławomir Sowiński z Uniwer
🚨 Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, ale postara się o inny status. Tak twierdzi politolog Sławomir Sowiński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Rozwiewa tym samym mity rozpowszechniane zarówno przez entuzjastów szybkiej ścieżki przyznania Kijowowi członkostwa w UE, jak i tych, którzy opowiadają, że zgodę na to członkostwo uczynią kartą przetargową w stosunkach z naszym południowo-wschodnim sąsiadem (pisaliśmy dziś w tym kontekście o Jarosławie Kaczyńskim).
„Odpowiedź, jaka wobec Ukrainy, w tej nowej sytuacji, pada często w Warszawie, brzmi: z kultem UPA czy Galizien SS nie macie czego szukać w Unii Europejskiej, a Polska dobrze tego przypilnuje. Rzecz jednak w tym, że nic nie wskazuje na to, by – w przewidywalnej perspektywie – Kijów miał stać się członkiem UE”
- pisze Sowiński. I ma całkowitą rację. Na żadną specjalną ścieżkę wiodącą do uzyskania członkostwa nie zgodzą się kraje unijne, które byłyby w wyniku takiej decyzji narażone na wymierne straty, nie tylko w branży rolno-spożywczej, ale też szeregu innych obszarów. Przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej jest opowiadaną Ukraińcom od 2013 roku mrzonką, która miała za zadanie mobilizowanie ich najpierw do dokonania przewrotu, a następnie do prowadzenia wojny. Choć przyznać trzeba, że unijne flagi szybko zastąpione zostały przez czerwono-czarne barwy ukraińskich nacjonalistów. Realne niebezpieczeństwo polega na czymś innym. Część establishmentu europejskiego może uznać, iż Kijów znakomicie nadawać będzie się do roli wschodniego bufora coraz bardziej zmilitaryzowanej UE. Dlatego wyobrażalne jest potraktowanie Kijowa podobnie jak traktowano Ankarę. Turcja od kilkudziesięciu lat czeka w unijnym przedsionku. Nikt w jej członkostwo nie wierzy, nie są nim już zainteresowani nawet sami Turcy. A jednak jej relacje z Brukselą nacechowane są preferencyjnymi warunkami, a od czasu do czasu Turkom udaje się skutecznie szantażować Unię Europejską, na przykład argumentem o powstrzymywaniu przez nią kolejnych fal imigracji. Dlatego większość barier gospodarczych wobec Turcji została przez UE zniesiona częściowo lub całkowicie. Podobnie może być z Ukrainą.
„Kijów, niezależnie od jego oficjalnej retoryki, zmierzać może właśnie w kierunku roli powojennego państwa buforowego Unii, zbierającego solidny ryczałt za relatywny spokój na flance wschodniej UE, oferującego przestrzeń do nieskrępowanych interesów, a jednocześnie zwolnionego z konieczności walki z oligarchią, korupcją czy kultem UPA”
- pisze Sowiński. Tym samym wskazuje na realne zagrożenie dla nas wszystkich. Bez dopełnienia oficjalnych procedur, z zachowaniem pozorów pozostawania na zewnątrz, Kijów uzyskać może dostęp do unijnego rynku. To postawi naszą gospodarkę w sytuacji dużo gorszej niż realne członkostwo Ukrainy w UE. Ukraińscy (najczęściej de facto kontrolowani przez zachodnie fundusze inwestycyjne) producenci zwolnieni będą z konieczności przestrzegania biurokratycznych norm i standardów obowiązujących podmioty z krajów członkowskich. Tego scenariusza powinniśmy się najbardziej obawiać i przeciwdziałać mu w Brukseli. #EU #Ukraina #członkostwo #preferencje #integracja 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Chińczycy mają coraz większe szanse na zwycięstwo w wyścigu kosmicznym. Tak ocenia potencjał Pekinu Jared Isaacman, zarząd
🚨 Chińczycy mają coraz większe szanse na zwycięstwo w wyścigu kosmicznym. Tak ocenia potencjał Pekinu Jared Isaacman, zarządzający amerykańską agencją kosmiczną NASA. Podaje on kilka kluczowych terminów dotyczących przede wszystkim najbliższego lotu na Księżyc. Ma to być lot załogowy. Po wylądowaniu ekipy kosmonautów na satelicie Ziemi mają oni tam wysadzić łaziki oraz specjalne urządzenia sondujące. Taikonauci (tak nazywani są w Chinach kosmonauci) mają zgodnie z planami chińskich władz dokonać lądowania na Księżycu w 2030 roku. Nie można jednak wykluczyć, że plan ten zostanie zrealizowany wcześniej, bo w 2029 roku. Tymczasem Amerykanie planują swoje przybycie z misją księżycową na 2028 rok, przy czym prawdopodobnie stanie się to w ostatnich miesiącach tego roku. A to oznacza, że misje obu mocarstw mogą pojawić się na srebrnym globie mniej więcej w tym samym okresie.
„Chińczycy dostarczą swoich taikonautów na Księżyc. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Pozostaje jedynie pytanie czy Stany Zjednoczone powrócą tam przed nimi i czy zrobimy to tym razem w inny sposób, budując tam bazę i ustanawiając trwałą obecność”
- powiedział Isaacman. Stała lub długotrwała misja załogowa na Księżycu ma sprawić, że stanie się on swego rodzaju stacją kosmiczną. NASA traktować będzie ją jako preludium do eksploracji Marsa w kolejnych latach. Wyścig o Księżyc będzie miał nieprzewidywalny charakter, bowiem do tej pory nie ma precyzyjnych regulacji sfery, którą nazywamy astropolityką, czyli działaniami w przestrzeni kosmicznej. Rozpocznie się zatem nieuregulowana rywalizacja o znajdujące się tam zasoby mineralne oraz o sposób wykorzystania satelity do dalszej eksploracji Kosmosu. Isaacman zauważa, że Pekin poczynił w wyścigu na Księżyc niezwykle szybkie postępy, rozwijając się znacznie bardziej dynamicznie niż Związek Radziecki w okresie zimnej wojny. Lądowanie misji załogowych na Księżycu będzie się prędzej czy później wiązało z koniecznością wyznaczenia stref wpływów na jego powierzchni. Nietrudno wyobrazić sobie spory w tej dziedzinie mogące prowadzić do poważnych napięć między mocarstwami. #Księżyc #kosmos #NASA #Isaacman #Chiny 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 PiS wznosi się na szczyty obłudy. Przez lata Jarosław Kaczyński legitymizował symbolikę nacjonalizmu ukraińskiego i wspier
🚨 PiS wznosi się na szczyty obłudy. Przez lata Jarosław Kaczyński legitymizował symbolikę nacjonalizmu ukraińskiego i wspierał neobanderyzm na Ukrainie. Wystarczy spojrzeć na archiwalne nagrania, na których - stojąc u boku nacjonalistycznych polityków ukraińskich - wykrzykuje na kijowskim Majdanie pozdrowienie UPA „Sława Ukrainie!”. A jednak - najwyraźniej liczy na krótką pamięć Polaków. Najpierw polecił swoim przybocznym przeprowadzanie kolejnych ataków na banderowską tożsamość współczesnej Ukrainy. Teraz dołączył do swoich podwładnych sam, pisząc list do członków partii, który „dziwnym” trafem wypłynął do mediów. Kaczyński stawia w nim warunek: Kijów ma się wyrzec nawiązań do Stiepana Bandery i innych postaci z panteonu ukraińskich nacjonalistów, bo inaczej PiS nie wesprze członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. Kaczyński próbuje jednocześnie tłumaczyć się ze wspierania przez swoje ugrupowanie pomajdanowego nacjonalizmu ukraińskiego. „Miało to wtedy głęboki sens, szczególnie w wymiarze geopolitycznym, kiedy to naród ukraiński, w nowoczesnym znaczeniu tego słowa, tworzył się na naszych oczach i wydawało się, że proces ten doprowadzi do odrzucenia przez naszych sąsiadów tego wszystkiego, co w ich przeszłości było złe, zbrodnicze i haniebne” - przekonuje. Czyli przyznaje, że kierował się podobną logiką do Anne Applebaum, amerykańskiej publicystki a prywatnie żony Radosława Sikorskiego, która przekonywała w 2015 roku na łamach „The New Republic”, że Kijowowi potrzebny jest nacjonalizm do walki z Rosją. Kaczyński występując na Majdanie obok Olega Tiagniboka nacjonalizm neobanderowski legitymizował. Przez lata nie reagował na jego najbardziej antypolskie przejawy. Dziś lider PiS liczy na niepamięć Polaków i nawołuje do jego rozliczenia. Robi to w sposób kuriozalny, bo opowiada o zablokowaniu wejścia Ukrainy do UE. Tymczasem każdy wie, że jej akcesja do unii nie jest możliwa z zupełnie innych, całkowicie przyziemnych względów. Kaczyński próbuje zatem odmawiać Ukraińcom coś, na co i tak nie mogą liczyć. A na dodatek udaje, że ma na to jakikolwiek wpływ, stojąc na czele partii, której notowania nie pozwalają marzyć o powtórnym przejęciu władzy. Festiwal PiSowskiej obłudy zapewne osiągnie apogeum w przededniu obchodów rocznicy ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej 11 lipca. Ciekawe jak przedstawiciele tego ugrupowania przyjęci zostaną wtedy pod pomnikiem ofiar ukraińskich nacjonalistów w Domostawie. #Kaczyński #PiS #Ukraina #ludobójstwo #rocznica 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Wiemy jak zlikwidowano „Kłyma Sawura”. Dmitrij Kłacziwski ps. „Kłym Sawur” dowodził północna grupą UPA, odpowiedzialną za
🚨 Wiemy jak zlikwidowano „Kłyma Sawura”. Dmitrij Kłacziwski ps. „Kłym Sawur” dowodził północna grupą UPA, odpowiedzialną za Wołyń i Polesie. Właśnie pod jego dowództwem dokonano najpotworniejszych zbrodni na ludności polskiej. Strona rosyjska ujawnia kolejne, historyczne dokumenty z archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) na temat walk z ukraińskimi nacjonalistami. Poszukiwania „Kłyma Sawura” nie były łatwe. Przesuwająca się na zachód Armia Czerwona czerpała informacje od 4 Zarządu Ludowego Komisariatu Bezpieczeństwa Państwowego, który działał na tyłach niemieckich, a także od organów bezpieczeństwa Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, również mającej rozwinięte sieci agentury na terenach kontrolowanych jeszcze przez Niemców. Poszukiwaniami Kłaczkiwskiego zajmował się m. in. legendarny Paweł Sudopłatow, który zdawał sobie sprawę ze zbrodni popełnianych przez jego oddziały na Polakach. 18 lipca 1943 roku jeden z agentów Sudopłatowa był świadkiem ludobójstwa we Włodzimierzu Wołyńskim, podczas którego zamordowano 11 księży katolickich oraz około 2000 Polaków. O likwidacji „Kłyma Sawura” czytamy w raporcie przekazanym przez ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego USRR Siergieja Sawczenki zastępcy komisarza ludowego bezpieczeństwa państwowego Związku Radzieckiego Bogdanowi Kobulowowi. Dokument nosił tytuł „O efektach działań dotyczących likwidacji podziemia OUN i grup bandyckich UPA na terenie obwodów zachodnich Ukrainy podejmowanych przez NKGB od 1 do 15 lutego 1945 roku”. Zacytujmy ten raport:
„13 lutego 45 r. Klewenski Oddział Rejonowy NKGB siłami 40 żołnierzy z 223. Brygady Wojsk Wewnętrznych NKWD przeprowadził operację likwidacji wykrytej bandy. Przy podejściu do wsi Susk grupa operacyjna wykryła 3 uzbrojonych bandytów, którzy próbowali uciekać, gdy zobaczyli naszą grupę, ale wskutek strzelaniny, która wybuchła, zostali zabici. Zabici bandyci mieli przy sobie 2 pistolety maszynowe PPSz, 1 pistolet maszynowy PPS, 2 pistolety, 1 rewolwer ’Nagan’, 5 magazynków do pistoletów maszynowych, trzy zegarki kieszonkowe, w tym jeden złoty, 160 nabojów i 11 arkuszy wojskowych map topograficznych. U jednego z zabitych znaleziono torbę polową z rozmaitymi dokumentami UPA, order Czerwonej Gwiazdy nr 327488 i znaczek gwardyjski. Wśród zabitych rozpoznano byłego dowódcę grupy UPA ’Piwnicz’, znanego w podziemiu OUN pod pseudonimem ’Kłym Sawur’ i ’Ochrim’, którego rozpracowywaliśmy pod kryptonimem agenturalnym ’Bierłoga’”.
Kłaczkiwski wpadł banalnie - agenci Sudopłatowa trafili na jego zdjęcie z 1938 roku zrobione w Zbarażu, gdzie zasiadał w zarządzie organizacji młodzieżowej „Sokół”. W 2002 roku kat Polaków uhonorowany został w centrum Równego pomnikiem. W ostatnich latach wiele ulic i placów na Ukrainie nazwano jego imieniem. #UPA #NKWD #KłymSawur #nacjonalizm #Ukraina 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

Znów straszeni jesteśmy ryzykiem rosyjskich prowokacji. Tym razem kotlet ten, niepierwszej już świeżości, odgrzewa niezastąpi
Znów straszeni jesteśmy ryzykiem rosyjskich prowokacji. Tym razem kotlet ten, niepierwszej już świeżości, odgrzewa niezastąpiony w takich sytuacjach Witold Jurasz, obecnie publicysta Onetu. Poza anonimowymi rozmówcami ze służb i świata polityki, powołuje się na nakręcające spiralę lęków wcześniejsze wypowiedzi Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego. Według Jurasza, Rosja i / lub Białoruś mogą przeprowadzić trzy różne typy prowokacji nie będącej jednak otwarta wojną: 1) atak dronów na obiekty infrastruktury krytycznej, np. energetyczne; 2) symulacja ataku lotniczego; 3) opanowanie regionu przygranicznego pod pretekstem na przykład ewakuacji załogi uszkodzonego śmigłowca, którego załoga zbłądziła nad nasze terytorium. Żaden ze wspomniany scenariusz nie ma większego sensu. Bo niby co Moskwa miałaby za ich pomocą osiągnąć? Sens natomiast może mieć każdy z nich w przypadku podjęcia decyzji, że Polska ma uczestniczyć w dalszej eskalacji konfliktu Zachodu z Moskwą - przekonywanie nas, że do któregoś z tych scenariuszy doszło. I tak przecież przeciętny obywatel nie bardzo jak miałby sprawdzić wiarygodność doniesień na ten temat. Najtrudniej byłoby pewnie z „atakiem hybrydowym w rejonie przygranicznym”, choć i w takim przypadku wojsko może wyłączyć część głuchej puszczy gdzieś na wschodniej granicy i przekonywać nas, że w leśnej głuszy znajdują się jednostki przeciwnika. Jurasz puszcza tymczasem wodze wyobraźni naprawdę bardzo mocno, bo w pewnym momencie zaczyna utrzymywać, że Moskwa mogłaby postawić całemu NATO ultimatum: wycofa swoich żołnierzy ze skrawka naszego terytorium pod warunkiem wstrzymania przez Zachód wszelkiego wsparcia dla Ukrainy. Jakie są poszlaki istnienia prawdopodobieństwa takiej wersji wydarzeń?
„Za prowokacją wobec naszego kraju przemawia jeszcze jeden czynnik. To u nas udało się Rosjanom w największym stopniu stworzyć prorosyjskie środowiska, które w razie konfrontacji z Rosją argumentowałyby, że nie należy użyć siły i ’dać się wciągnąć do wojny’”
- pisze były dyplomata. Czyli krótko mówiąc, Rosjanie mieliby nas zaatakować, bo są w Polsce siły polityczne (zapewne chodzi o Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna), które nie chcą z Rosją konfrontacji. Zaiste majstersztyk logiki nietradycyjnej! Straszenie nas tego rodzaju scenariuszami uznać jednak trzeba za skrajnie niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Niestety zapewne część ludzi w takie fantazje uwierzy. A skoro tak, to będą również gotowi uwierzyć, że do rosyjskiego ataku doszło. Mogą z tego skorzystać w Kijowie, organizując kolejną operację fałszywej flagi z zamiarem wciągnięcia nas do wojny. #wojna #prowokacja #Rosja #Polska #Jurasz 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

2️⃣ Patruszew mówi o przygotowaniach Europy do wojny. Cz. 2. Zdaniem doradcy Władimira Putina i szefa rosyjskiego Kolegium Mo
2️⃣ Patruszew mówi o przygotowaniach Europy do wojny. Cz. 2. Zdaniem doradcy Władimira Putina i szefa rosyjskiego Kolegium Morskiego, Nikołaja Patruszewa, znajdujemy się na progu wybuchu wojny. Obecny konflikt ma dla strony rosyjskiej wymiar egzystencjalny i dlatego jakiekolwiek ustępstwa nie są możliwe (w przeciwieństwie do Zachodu, który w stanie konfliktu zagrażającego jego egzystencji się nie znajduje). Rosja już była na krawędzi unicestwienia i rozpadu. To kolejny element w biografiach obecnych przywódców w Moskwie, który odciska piętno na ich rozumieniu świata i podejmowanych przez nich decyzjach. Ludzie ci należą do pokolenia, które doskonale pamięta lata 1990., tuż po rozpadzie Związku Radzieckiego. Część z nich, jak właśnie Patruszew, już wówczas należała do elit państwowych. Doradca Putina wspomina w wywiadzie swoje doświadczenie w walce z czeczeńskim terroryzmem wspieranym przez ośrodki zewnętrzne. Ciekawostka: gdy wspomina tragedię z wzięciem zakładników przez terrorystów w moskiewskim teatrze na Dubrowce, nie szczędzi słów krytyki wobec ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych jego szefa. Był nim wówczas sprawujący ten urząd jeszcze od 1994 roku Siergiej Szojgu, późniejszy minister obrony, a obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa, polityk uznawany za liberała i zwolennika kompromisów z Zachodem. Zapewne krytyka tej postaci ze strony wpływowego Patruszewa nie była przypadkowa. Wróćmy jednak do lat rozpadu ZSRR i groźby rozpadu Rosji:
„zachodnie służby totalnie bezpardonowo ingerowały we wszystkie sfery życia Rosji. Finansowały tysiące organizacji pozarządowych, media, podżegaczy i ewidentnych zdrajców, fałszowały historię, próbowały skłócić bratnie - przede wszystkim słowiańskie - narody, podzielić i zniszczyć nie tylko nasz kraj, ale cały rosyjski świat. Musieliśmy rzeczywiście zdobywać się na tytaniczne wysiłki, aby uratować Rosję. Nie przesadzę, jeśli powiem, że w latach 1990. Rosja faktycznie stała na krawędzi rozpadu”
- mówi. A teraz? Teraz jest podobnie, tylko Rosja jest już inna, silniejsza, więc zmieniły się też metody jej przeciwników. Patruszew zwraca uwagę na konieczność zachowania przez nią pozycji na morzach i oceanach, podkreślając, że wielkie mocarstwo lądowe musi kontrolować szlaki morskie do niego wiodące.
„Mocarstwo, które nie kontroluje w sposób wystarczający przestrzeni morskich, w decydującym momencie ryzykuje znalezienie się w trudnej sytuacji, niezależnie od potencjału swoich wojsk lądowych. W przypadku naszego kraju pokazuje to doświadczenie dwóch wojen światowych”
- stwierdza Patruszew. Doradca Putina opowiada także o mających już obecnie miejsce prowokacjach dokonywanych przez Zachód. Ujawnia:
„Nie jest tajemnicą, że do naszych portów regularnie zawijają statki handlowe z przymocowanymi do ich kadłubów magnesem minami i bombami pływającymi. My te miny wykrywamy, rozbrajamy, ale sam fakt wiele mówi. Są podejrzenia, że miny te instaluje się w portach europejskich”.
Nikołaj Patruszew ostrzega przed wojną. I niestety chyba ma w dużym stopniu rację, sądząc po kolejnych działaniach szeroko rozumianego Zachodu. Wchodzimy coraz wyżej po drabinie eskalacji. #Rosja #Patruszew #wojna #Europa #morze 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

1️⃣ Patruszew mówi o przygotowaniach Europy do wojny. Cz. 1. Rośnie poziom eskalacji potencjalnego konfliktu Europy z Rosją.
1️⃣ Patruszew mówi o przygotowaniach Europy do wojny. Cz. 1. Rośnie poziom eskalacji potencjalnego konfliktu Europy z Rosją. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone wycofały się ze starcia, pozostawiając pole najbardziej wojowniczym państwom Starego Kontynentu, które faktycznie przygotowują się do konfliktu zbrojnego ze stroną rosyjską. Mówi o tym raczej mało skłonny do przesady jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, Nikołaj Patruszew. Z uwagi na rangę tej postaci z pewnością warto przeanalizować jego słowa: Patruszew to członek rosyjskiej elity od wielu lat, niegdyś (w latach 1999-2008) dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa, odpowiedzialny m. in. za operację w Czeczenii, następnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa, a od 2024 roku doradca prezydenta i przewodniczący Kolegium Morskiego, odpowiadającego za przygotowanie i koordynowanie strategii rozwoju morskiego Rosji (Patruszew jest absolwentem szkoły budowy okrętów). W rozmowie z „Rossijską Gazietą” współpracownik Władimira Putina opowiada sporo na temat swojej rodziny - podobnie jak prezydent, ma on tragiczne wspomnienia z okresu II wojny światowej (podczas blokady Leningradu zmarła jego starsza siostra). Rodzice późniejszego szefa FSB walczyli w szeregach Armii Czerwonej (matka była sanitariuszką, a ojciec służył w marynarce wojennej). Pokazuje to czynnik osobisty powodujący zwiększoną wrażliwość rosyjskiej elity na nawiązania do III Rzeszy i tamtego okresu. Patruszew wymienia zresztą liczne narodowości, których jednostki brały udział w blokadzie Leningradu. Jak wiemy, wśród kolaborantów nie ma Polaków, choć pewnie niektórym dziś marzyłoby się, żeby było inaczej. Analogii do II wojny światowej przy analizie obecnej sytuacji jest całkiem sporo. „Europa znów świadomie bierze udział w unicestwieniu ludności słowiańskiej, tym razem rękoma ukraińskich neonazistów. Właściwie dziś europejscy neonaziści dokładają wszelkich starań, by przekształcić Unię Europejską w IV Rzeszę” - ostro ocenia Patruszew. Szef Kolegium Morskiego ocenia, że mamy do czynienia z przygotowaniami do wojny napastniczej ze strony zachodniej.
„W ramach specjalnej operacji wojskowej prowadzimy również walkę o przyszłość narodu ukraińskiego. Znajduje się on dziś na krawędzi zaniku. Kraj stał się w połowie koszarami, a w połowie - obozem koncentracyjnym. Właściwie na Ukrainie realizujemy dziś misję uratowania naszych braci, którzy znaleźli się pod okupacją neonazistowską
” - twierdzi. Patruszew nie ma wątpliwości co do istnienia historycznej ciągłości między obecnymi działaniam przeciwko Rosji a czasami historycznymi ostatniej wojny światowej. Świadomość znaczenia tej ostatniej zakorzeniona jest w nim bardzo głęboko. To może wiele wyjaśniać, gdy po raz kolejny mamy do czynienia z niszczeniem pomników i miejsc pamięci, również w Polsce. Ludzie, tacy jak Patruszew, traktują to wszystko z uwagi na swoje historie rodzinne bardzo osobiście. Cdn. #Patruszew #Rosja #wojna #historia #Ukraina 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

W niektórych regionach Ukrainy nie ma możliwości zatankowania. Rosja zdecydowała się na wdrożenie taktyki odwetowej, czyli uz
W niektórych regionach Ukrainy nie ma możliwości zatankowania. Rosja zdecydowała się na wdrożenie taktyki odwetowej, czyli uznała, że czas już, by również na Ukrainie zaczęły występować braki zaopatrzenia w paliwa. Tym samym można mówić o odpowiedzi na podobne działania ze strony Kijowa, które wywołały kryzys na rynku paliwowym nie tylko na Krymie (stamtąd nadchodziły najbardziej alarmujące wieści), ale również w innych regionach rosyjskich. Według danych władz Ukrainy, w ciągu ostatniego miesiąca w kraju spłonęło w wyniku ataków dronów około 150 stacji benzynowych, a także zbiorniki i magazyny paliwowe oraz składy budowlane, na których przechowywano oleje. Na wielu trasach, na przykład między Dniepropietrowskiem (obecnie nazywano Dnipro) a Charkowem nie ma ani jednej działającej stacji benzynowej. Szef administracji wojskowej obwodu nikołajewskiego, który również boryka się z tego rodzaju kryzysem, Witalij Kim, twierdzi, że wszystko to ma na celu wywołanie efektu propagandowego i paniki wśród ludności ukraińskiej. Według niego niszczenie obiektów z paliwem w promieniu około 100 km od linii frontu to element nowej taktyki Rosjan. Podkreśla, że nie ma ona wpływu na sytuację na froncie, bo przecież sprzęt wojskowy nie jest tankowany na stacjach benzynowych. Ma rację, tyle że rosyjskie uderzenia docierają również do celów wojskowych lub zbiorników podwójnego przeznaczenia. Choć Siły Zbrojne Ukrainy nie skarżą się na razie na szczególne braki w dostawach, niewykluczone, że już teraz pewne deficyty odczuwają. Poza tym wiadomości o tego rodzaju atakach ewidentnie satysfakcjonują część opinii społecznej w Rosji, której mieszkańcy sami niedawno odczuwali dotkliwe braki na rynku paliwowym. W przypadku konfliktów zbrojnych stosowanie tego rodzaju działań trzeba brać pod uwagę, choć jest ono rzeczywiście uciążliwe dla ludności cywilnej. Odbudowa stacji benzynowej po eksplozji właściwie nie jest możliwa - konieczne jest wybudowanie nowego obiektu, a to trwa i wiąże się ze sporymi kosztami. Dlatego liczyć się trzeba z tym, że obie strony stosować będą w tym zakresie podobne działania, licząc przy tym na złamanie morale przeciwnika. #Ukraina #Rosja #paliwa #wojna #drony 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

Wczoraj miała miejsce kolejna rozmowa telefoniczna Putina i Trumpa. Jak zawsze w takich sytuacjach, informacjami na temat kon
Wczoraj miała miejsce kolejna rozmowa telefoniczna Putina i Trumpa. Jak zawsze w takich sytuacjach, informacjami na temat konwersacji obu prezydentów podzielił się ze strony rosyjskiej doradca Władimira Putina ds. zagranicznych Jurij Uszakow. Stąd wiemy, że rozmowa trwała półtorej godziny, zaś inicjatorem kontaktu była strona amerykańska, choć rozmowa przypadła w dniu święta niepodległości USA i rozpoczęła się od gratulacji oraz życzeń Putina. Tematów historycznych w dialogu nie zabrakło. Rosyjski prezydent przypomniał swojemu amerykańskiemu rozmówcy, że oba mocarstwa były sojusznikami w II wojnie światowej. Zresztą, warto zauważyć, że strona amerykańska nie ma szczególnego problemu z uznawaniem tego oczywistego historycznego faktu (w przeciwieństwie do niektórych w Europie Środkowej). Istotą rozmowy prezydentów były jednak kwestie jak najbardziej bieżące. Na pierwszy plan powrócić miała Ukraina. Biały Dom wyraził zainteresowanie poszukiwaniami pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu, co oznacza, że administracja Trumpa przystąpi w najbliższym czasie do kolejnych rund rozmów z Rosjanami. Wkrótce w Moskwie mają pojawić się wysłannicy prezydenta USA - Steve Witkoff i Jared Kushner. Rosyjski prezydent przedstawił swojemu amerykańskiemu odpowiednikowi sytuację na linii frontu, która wciąż zmienia się na korzyść strony rosyjskiej; rozmowa miała miejsce po prawdopodobnie całkowitym opanowaniu Konstantinowki. Trump mówił o wielkich perspektywach amerykańsko-rosyjskiej współpracy ekonomicznej. To może oznaczać powrót do retoryki stosowanej przez niego podczas spotkania w Anchorage na Alasce, niemal rok temu, gdy omawiał ze stroną rosyjską rozmaite projekty gospodarcze, przede wszystkim związane z realizacją wspólnych przedsięwzięć w Arktyce. Władimir Putin z kolei zaproponował Trumpowi swoje wsparcie w rozmowach na temat trwałego porozumienia z Iranem, z którym Moskwa zachowuje bardzo bliskie relacje. Prezydenci będą się kontaktować telefonicznie dość regularnie, podobnie jak to robią do tej pory. Putin ponowił też zaproszenie Trumpa do Moskwy. Co to wszystko oznacza? Standardowy dialog międzymocarstwowy. Rozmawiają jednak wyłącznie mocarstwa, a nie ich wasale. Zapatrzona w Waszyngton polska klasa polityczna nie ma zamiaru podejmować bezpośredniego dialogu ze swoim sąsiadem - Rosją, a w razie konieczności załatwienia z Rosjanami jakichkolwiek spraw, prosić będzie o wsparcie niczym ubogi petent w Waszyngtonie. #Putin #Trump #Rosja #USA #dialog 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Strefa buforowa na Ukrainie będzie rozszerzona. Władimir Putin poinformował, że tworzenie strefy bezpieczeństwa w obwodzie
🚨 Strefa buforowa na Ukrainie będzie rozszerzona. Władimir Putin poinformował, że tworzenie strefy bezpieczeństwa w obwodzie sumskim, dniepropietrowskim i charkowskim przebiega zgodnie z planem. Chodzi o zabezpieczenie rosyjskiego terytorium przed atakami z terenów kontrolowanych przez Kijów. W ten sposób rosyjski prezydent przyznał, że nie ma planów przyłączenia do Federacji Rosyjskiej ziem tych regionów. Scenariusz w ich przypadku ma być całkowicie inny i - przynajmniej na obecnym etapie - sprowadzać się do utworzenia tzw. pasów bezpieczeństwa, czyli terenów umożliwiających zwiększenie dystansu dronów i rakiet ukraińskich do celów położonych w głębi terytorium Rosji. Jednocześnie prezydent Putin zwrócił uwagę, że im więcej tego rodzaju uderzeń ze strony Kijowa, tym bardziej niezbędna okazuje się strefa buforowa, która będzie musiała ulegać rozszerzeniu. Jednym słowem, mamy do czynienia z sytuacją asymetryczną. Z jednej strony Kijów jest w stanie przeprowadzać ataki na cele strategicznie istotnej infrastruktury krytycznej w głębi Rosji, często tysiące kilometrów od linii frontu. Z drugiej jednak wojska rosyjskie zachowały zdolność przejmowania kontroli nad kolejnymi obszarami Ukrainy, likwidując lub co najmniej ograniczając jej możliwości przeprowadzania tego rodzaju ataków. Jeżeli Kijów ze swoich działań zrezygnuje, Rosjanie prezentować będą zapewne mniejszą determinację w atakach lądowych. Jeśli nadal będzie przeprowadzał uderzenia dronowe i rakietowe - operacja lądowa armii rosyjskiej przyspieszy, a koniec końców obszary traktowane dziś przez rosyjskie władze jako buforowe mogą przekształcić się w cel stałej kontroli ze strony Moskwy. Możemy zatem wyobrazić sobie sytuację, w której w perspektywie kilkunastu miesięcy lub kilku lat ktoś w Moskwie stwierdzi, że Charków, Sumy czy nawet Dniepropietrowsk to rdzennie rosyjskie miasta, i - przynajmniej w sensie historycznym oraz tożsamościowo-językowym będzie miał rację. Warto pamiętać, że nadrzędnym celem Rosjan jest likwidacja zagrożenia ukraińskiego dla ich bezpieczeństwa, w związku z tym mogą oni uzasadnić wszelkie decyzje dotyczące w istocie drugorzędnych kwestii terytorialnych w tym konflikcie. Może się okazać, że Ukraina źle wyjdzie na dalszym wykorzystywaniu obszarów noworosyjskich do ataków na regiony rosyjskie. Miejscowa ludność raczej nie będzie jakoś szczególnie sceptyczna wobec zajęcia tych regionów. #Putin #Ukraina #wojna #Rosja #bufor 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 W Stanach Zjednoczonych biegają jeszcze dinozaury. Chodzi o dinozaury polityczne, biegające po budynkach Kongresu. Wśród n
🚨 W Stanach Zjednoczonych biegają jeszcze dinozaury. Chodzi o dinozaury polityczne, biegające po budynkach Kongresu. Wśród nich niewątpliwie mamy również Joe Wilsona, człowieka, który od 25 lat zasiada w Izbie Reprezentantów, reprezentując tam Karolinę Południową. Ulubionym zajęciem Wilsona jest tropienie śladów działalności antyamerykańskiej na przestrzeniach Eurazji. Za takową uznał on tym razem politykę Gruzji, a dokładniej fakt, że prezydent tego kraju postanowił wziąć udział osobiście w ceremoniach pogrzebowych Aliego Chameneiego
„Pogrzeb dyktatora Chameneiego przyciąga z całego świata ludzi najbardziej nienawidzących Ameryki, jak na przykład fałszywy prezydent wybrany z poparciem Gruzińskiego Marzenia, Miheil Kalewaszwili, który zamierza pogłębić gwałtownie antyamerykański pakt między Iranem a partią Gruzińskie Marzenie”
- oburzył się Wilson. Wilson jest nosicielem kijowskich odznaczeń, i to aż dwóch - ma order Jarosława Mądrego, a niedawno do kompletu otrzymał też order Iwana Mazepy od Zełenskiego. Zajmuje się też na polecenie swoich sponsorów - „jastrzębi” Kaukazem, na którym energicznie zwalcza wpływy Rosji - te realne, i te urojone. Wilson uznał, że może sobie pozwolić na twierdzenie, iż Gruzja ma uzurpatora, a nie prezydenta, powołując się na wątłe oskarżenia opozycji o rzekome fałszerstwa wyborcze. Nie wiemy do końca jak gruzińskie wybory głowy państwa wyglądały, ale mimo to chcieliśmy zauważyć, że warto byłoby zwrócić uwagę na kwestie wyborów, a właściwie ich braku w Kijowie. Przypomnijmy, że - wbrew ukraińskiej konstytucji - Zełenski uznał, że nie widzi potrzeby jakichkolwiek wyborów, bo przecież jest wojna. Tym sposobem władzę sprawuje już siedem lat i zanosi się na jeszcze więcej. W jakim trybie? Bez żadnego trybu. Wilson jest jednak jednym z wiekowych już kongresmenów, których całkiem sporo nadal jest w Partii Republikańskiej, żyjących klimatem zimnowojennym. Większość z nich pozyskuje środki z kompleksu militarno-przemysłowego, jak choćby Lindsey Graham. Nigdy nie byli trumpistami, a tym bardziej zwolennikami MAGA. Ostatnie działania administracji Donalda Trumpa nawet im się podobają, ale na ich lojalność Biały Dom nie ma co liczyć. Podejście Trumpa i jego ludzi do Gruzji jest dość pragmatyczne. Ludzie pokroju Wilsona mogą politykę amerykańską w regionie podważać i utrudniać. Prezydent USA nie ma jednak wystarczającej siły przebicia, by kongresmenów tego typu dyscyplinować. Ale to już wynika z amerykańskiego systemu politycznego, niezwykle utrudniającego jakąkolwiek koordynację. W Tbilisi tymczasem zapewne klasa polityczna coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę, że Stany Zjednoczone Trumpa nie są wobec Gruzinów bardziej przyjazne od poprzedników z epoki Joe Bidena. #Wilson #Gruzja #Kaukaz #USA #Kongres 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Rząd ograniczył wsparcie dla imigrantów z Ukrainy. Pierwsze ograniczenia dotychczasowej hojnej wobec obywateli Ukrainy pol
🚨 Rząd ograniczył wsparcie dla imigrantów z Ukrainy. Pierwsze ograniczenia dotychczasowej hojnej wobec obywateli Ukrainy polityki socjalnej miały miejsce już w marcu tego roku. To właśnie wtedy niepracujący Ukraińcy zostali pozbawieni prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej (w tym procedury przedłużania recept na leki refundowane, które dotychczas otrzymywali), świadczenia 800+, zasiłków pogrzebowych, wreszcie bezpłatnego pobytu w Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania (OZZ). Teraz mamy kolejne ograniczenia, związane właśnie z OZZ oraz możliwościami korzystania z nich. Grono obywateli Ukrainy, którzy uprawnieni są do korzystania z owych ośrodków ograniczone zostało do kobiet w ciąży, osób niepełnosprawnych oraz emerytów nie otrzymujących polskich uposażeń emerytalnych i nie posiadających rodziny w naszym kraju. W praktyce zatem zlikwidowano niemal całkowicie taką formę wsparcie dla Ukraińców. Niektórzy uskarżają się, że jest to uderzenie w osoby najsłabsze. Warto jednak pamiętać o trzech czynnikach: 1) Ukraińcy mają możliwość podejmowania pracy (rynek dziś umożliwia jej znalezienie), o czym zresztą świadczy obiektywnie duży odsetek zatrudnienia wsród nich; 2) wsród Polaków rośnie niechęć wobec imigrantów oraz przywilejów im przyznanych w 2022 roku, przez co możemy przypuszczać, że władze nie chcą narażać się dłużej swoim wyborcom i wolą skończyć z wszelkimi świadczeniami, które można uznać za owe przywileje; 3) Ukraińcy mieli kilka lat do zasymilowania się w Polsce i przyzwyczajenia się również do warunków życia u nas panujących. Nie ma zatem najmniejszych przyczyn, by obywatele Ukrainy korzystać mieli z większych praw od ludności polskiej. Ale trzeba powiedzieć więcej: nie istnieją też racjonalne, obiektywne przyczyny, by osobom nie będącym obywatelami Polski przyznawać prawa takie same, jakimi cieszą się jej obywatele. W innym przypadku samo obywatelstwo jako pewna wartość może się szybko zdewaluować. A przecież nie o to chodzi. #Ukraińcy #imigracja #społeczeństwo #zasiłki #polityka 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Zełenski brnie w coraz większe absurdy. Najnowszy z nich: ukraiński przywódca twierdzi, że wojnę trzeba jak najszybciej za
🚨 Zełenski brnie w coraz większe absurdy. Najnowszy z nich: ukraiński przywódca twierdzi, że wojnę trzeba jak najszybciej zakończyć, bo Ukraina jest w niej bliska zwycięstwa. Leszek Miller zasadnie pyta publicznie: „Czy ten komik tak sam czy ktoś mu to pisze?”. Trudno odpowiedzieć na jego pytanie. Narracja Kijowa opiera się bowiem nią immanentnych sprzecznościach. Z jednej strony mamy zatem nieustanną propagandę sukcesu oraz zapowiedzi kolejnych druzgocących uderzeń w cele położone w głębi terytorium rosyjskiego. Zełenski i jego ekipa ogłasza, że Kijów przygotowuje kolejne operacje mające rzekomo postawić w szachu Rosjan, którzy - mając dość trudności z paliwem czy zaopatrzeniem - wymusić mają na Kremlu zgodę na zawieszenie broni. Tyle że do końca nie wiadomo po co stronie „zwycięskiej” tak uporczywe naleganie na zawieszenie broni? Skoro zwycięża mogłaby przecież pójść znacznie dalej i wynegocjować dzięki swoim „sukcesom” znacznie lepsze warunki zawarcia przyszłego pokoju. Na tą sprzeczność mało kto zwraca uwagę na Zachodzie. Tymczasem Wołodymyr Zełenski zamierza najwyraźniej uzyskać jakiś częściowy rozejm, by móc przeprowadzić dodatkowe zbrojenia i wznowić konflikt ze zwiększonym impetem. To dlatego strona rosyjska konsekwentnie odrzuca kolejne propozycje rozwiązań cząstkowych i tymczasowych, uznając - zgodnie z logiką - że byłyby one przejściowe, a po nich nastąpiłby wybuch konfliktu z nową siłą. Zełenski - i to jest równie istotny aspekt wewnętrzny problemu - gra o najwyższą stawkę. Ewentualne realne zakończenie działań wojennych przyniosłoby bowiem nie tylko kres jego kariery politycznej, ale również prawdopodobnie problemy prawne, a być może także kwestię jego fizycznego przetrwania w związku z kolejnymi oskarżeniami korupcyjnymi i coraz bardziej powszechną nienawiścią, jaką darzą go Ukraińcy. Dlatego ukraińska klasa polityczna brnie w sprzeczności. Sama bowiem nie wierzy w głoszoną przez siebie propagandę sukcesu. Doskonale rozumie też, że kolejne ataki na cele położone w głębi terytorium rosyjskiego prowadzą nie do rezygnacji społeczeństwa rosyjskiego i chęci zakończenia wojny, lecz wręcz odwrotnie - do radykalizacji rosyjskiej opinii publicznej, która domaga się bardziej zdecydowanych reakcji wymierzonych w Kijów od swoich władz. Być może to jedyny logiczny element działań ukraińskich: dążenie do sprowokowania reakcji rosyjskiej na poziomie powodującym dalsze umiędzynarodowienie konfliktu zbrojnego oraz jego terytorialną eskalację. #Ukraina #wojna #Rosja #Zełenski #Miller 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Litwa zmieni konstytucję, bo chce stacjonowania broni atomowej? Artykuł 137 obowiązującej ustawy zasadniczej Litwy wyklucz
🚨 Litwa zmieni konstytucję, bo chce stacjonowania broni atomowej? Artykuł 137 obowiązującej ustawy zasadniczej Litwy wyklucza rozmieszczenie broni atomowej na terytorium tej republiki bałtyckiej, a także zakazuje stacjonowania obcych wojsk na stałe na jej terenie (zakaz ten obchodzony jest przez rotacyjną, tymczasową obecność, na przykład oddziałów niemieckich). Litewska klasa polityczna ostrzegająca nieustannie przez potencjalną agresją rosyjską zamierza jednak zmienić konstytucję poprzez wykreślenie z niej wspomnianego artykułu. Litwini mają nadzieję, że na ulokowanie instalacji z bronią atomową w ich kraju zdecydują się Amerykanie („jastrzębie” w Waszyngtonie od czasu do czasu występują z takim pomysłem) lub Francuzi (Emmanuel Macron wystąpił z propozycją tarczy nuklearnej w postaci tymczasowego stacjonowania nośników tej broni w różnych krajach Europy). Właściwie wśród litewskich sił parlamentarnych mamy konsensus co do potrzeby takiej militaryzacji. Różnicę polegają jedynie na sposobie uchwalenia zmiany konstytucji. Prezydent Gitanas Nausėda proponuje, aby stosowną nowelizację uchwalił parlament większością 2/3 głosów w podwójnym głosowaniu. Nacjonalistyczno-suwerenistyczny Świt Niemna (PPNA) jako jedyna partia obecna w litewskim Sejmie proponuje, aby w tej sprawie przeprowadzono referendum. Nausėda i politycy partii głównego nurtu podkreślają, że parlament stanowi reprezentację litewskiego społeczeństwa i nie ma sensu komplikować procedury - jego członkowie mogą sami zadecydować o konstytucyjnych poprawkach. Wygląda to na kolejny krok w kierunku militaryzacji republik bałtyckich, a szerzej - całego regionu Morza Bałtyckiego. Wcześniej ustawowe ograniczenia dotyczące posiadania broni masowego rażenia zniosła Finlandia, która zerwała ze swoja neutralnością i przystąpiła do NATO. Za maksymalną obecnością obcych wojsk opowiadają się konsekwentnie przedstawiciele ugrupowań rządzących na Łotwie i w Estonii. Pojawienie się broni atomowej na Litwie zwiększy poziom konfrontacji i tempo wyścigu zbrojeń w naszym regionie. W obecnej sytuacji najkorzystniejsze dla mieszkańców naszego regionu Europy byłoby powrócenie do refleksji naszego ministra spraw zagranicznych z lat 1950-tych i 1960-tych, Adama Rapackiego, który proponował powstanie strefy bezatomowej w naszej części Europy jeszcze w czasach zimnej wojny. Militaryzacja Litwy wzmacnia zagrożenia dla Polski, gdyż ewentualne wciągnięcie jej do wojny z Rosją oznaczałoby przybliżenie się frontu konfrontacji do naszych granic. #Litwa #Nausėda #atom #broń #militaryzacja 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Niemcy zamierzają wysyłać na Ukrainę broń i… Ukraińców. Ukraiński ambasador w Berlinie Aleksiej Makiejew oznajmił, że part
🚨 Niemcy zamierzają wysyłać na Ukrainę broń i… Ukraińców. Ukraiński ambasador w Berlinie Aleksiej Makiejew oznajmił, że partnerstwo Kijowa ` Berlinem w sferze obronnej nabiera charakteru strategicznego. Już wcześniej było oczywiste, że mamy do czynienia z decyzją strony niemieckiej (popieraną przez Amerykanów) o rozwijaniu systemów broni z myślą o wojnie na Ukrainie. Nie jest to zatem żadna nowość, chociaż Makiejew zapewne wyolbrzymia realne efekty owej współpracy. Mamy jednak inny nowy wątek w relacjach niemiecko-ukraińskich. Ambasador Ukrainy informuje, że powstała specjalna międzyrządowa grupa robocza, której zadaniem jest opracowanie modelu powrotu obywateli ukraińskich z Niemiec na Ukrainę. Motywuje to potrzebą rąk do pracy, szczególnie w okresie odbudowy kraju. Tyle że owa odbudowa stoi pod ogromnym znakiem zapytania, bo - po pierwsze - nie wiadomo skąd będą pochodzić środki na nią; zaś - po drugie - działania zbrojne trwają i trudno spodziewać się ich zakończenia a nawet zawieszenia w najbliższym czasie. Wychodzi zatem na to, że chodzi o coś zupełnie innego: deportację z republiki federalnej mężczyzn w wieku poborowym, których obecnie w Niemczech przebywa ponad 350 tys. Zresztą Makiejew właściwie wprost mówi, że problem ten będzie w najbliższym czasie przez Ukraińców z Niemcami podejmowany. Mamy do czynienia z kolejnymi podejściami do tego wątku w różnych krajach Europy. Niedawno Dania ogłosiła, że zaprzestaje udzielania schronienia nowo przybyłym potencjalnym poborowym. Inne kraje Unii Europejskiej zastanawiają się nad podobnymi rozwiązaniami. Najdalej idącym krokiem byłoby jednak uznanie znajdujących się już na terenie UE Ukraińców za nie posiadających prawa do ochrony oraz anulowanie im prawa pobytu. Siły Zbrojne Ukrainy zyskałyby w ten sposób kilkaset tysięcy nowych żołnierzy, z których większość zapewne nie przeżyłaby po znalezieniu się na froncie. Głosy na temat konieczności ich wysłania na Ukrainę pojawiają się również w Polsce. Tyle że należałoby naruszyć zasadę lex retro non agit, czyli anulować prawa i przywileje już przyznane. Jest jednak jeszcze metoda połowiczna, polegająca na deportacji coraz liczniejszych Ukrainców pod pretekstem popełnianych przez nich nie tylko przestępstw, ale i drobnych wykroczeń. Dzieje się to przy aplauzie miejscowej ludności, która często imigrantów z Ukrainy ma już dość. A zatem mamy dwie pieczenie na jednym ogniu: przypodobanie się społeczeństwom europejskim i jednoczesne wzmocnienie SZU. Czekamy na podobne grupy robocze w innych krajach. W Polsce Ukraińcom się poszczęściło, bo w wyniku obecnych sporów trudno mówić o nowych wspólnych inicjatywach Kijowa z Warszawą. #Ukraina #Niemcy #Ukraińcy #mobilizacja #deportacja 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Rheinmetall wyprodukował zbrojeniowy bubel? Niemiecka jakość to pewien aksjomat, przynajmniej jeśli chodzi o zaawansowane
🚨 Rheinmetall wyprodukował zbrojeniowy bubel? Niemiecka jakość to pewien aksjomat, przynajmniej jeśli chodzi o zaawansowane produkty przemysłowe, również przemysłu zbrojeniowego. Tymczasem wizerunek tej korporacji (nie do końca niemieckiej, bo jej ważnymi akcjonariuszami są ogromne fundusze inwestycyjne z siedzibą na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych) ucierpiał wskutek porażki jej systemu obrony przeciwlotniczej Skynex. Po prostu nie sprawdził się na polu bojów na Ukrainie. A miał być systemem o przełomowym znaczeniu dla obrony przeciwko dronom, będącym dziś najistotniejszym rodzajem broni stosowanym w wojnie na Ukrainie. Wojsko ukraińskie miało skierować do niemieckiego producenta raport z działania systemu 1 kwietnia tego roju, gdy jego zadaniem było ochranianie jednego z obiektów przemysłowych na zachodniej Ukrainie. Obiektu tego strzegły dwa systemy Skynex rzekomo przeznaczone do zwalczania dronów przeciwnika. Każdy z zestawów wyposażony był w osiem działek szybkostrzelnych, kaliber 35 mm (bardzo chwalone Oerlikon Revolver Gun Mk3, mające zasięg 4 km i szybkostrzelność na poziomie 1000 strzałów na minutę), a także radar i stanowisko dowodzenia. Tymczasem okazało się, że gdy nad chronionym obiektem pojawiły się rosyjskie drony Gerań, niemieckie systemy zawiodły na całej linii. Po pierwsze, nie zadziałały wspomniane działka. Uszkodzony okazał się też radar. Niesprawny był również system hydrauliczny. Rosyjskie drony bez przeszkód dokonały zatem uderzenia w chroniony przez rozreklamowane niemieckie systemy obiekt. Rheinmetall nie może pozwolić sobie na wpadki wizerunkowe na taką skalę. Zareagował zatem od razu. Gdy tylko pojawiły się informacje o ukraińskim raporcie, Niemcy momentalnie zapewniać zaczęli, że ich system jest bezawaryjny i bezkonkurencyjny; przytaczać zaczęli przykłady jego skutecznego działania na Ukrainie. Sugerowano przy tym, że ewentualne niepowodzenia złożyć można na karb nieumiejętności obsługi tego zestawu. A my tylko przypominamy, że ten, komu uda się opracować faktycznie skuteczne metody i technologie do walki z dronami, ma duże szanse na militarną dominację, przynajmniej do czasu wynalezienia przez kogoś innego jeszcze lepszych i skuteczniejszych dronów. To dziś główny obszar wyścigu zbrojeń. Niemcy najwyraźniej słabo sobie na nim radzą. #Rheinmetall #Skynex #drony #broń #Niemcy 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Szef Agencji Wywiadu przyznaje, że prowadzimy działania konfrontacyjne na Wschodzie. Płk Paweł Szota stoi na czele AW od 2
🚨 Szef Agencji Wywiadu przyznaje, że prowadzimy działania konfrontacyjne na Wschodzie. Płk Paweł Szota stoi na czele AW od 2024 roku. Wcześniej jednak pracował przez ponad dwie dekady w służbach specjalnych (zaczynał jeszcze w Urzędzie Ochrony Państwa). To jeden z tych oficerów, których obecny rząd odziedziczył w pewnym stopniu po poprzednikach z PiS (w latach rządów partii Kaczyńskiego piastował odpowiedzialne stanowiska wywiadowcze w ambasadach w Londynie i Waszyngtonie). Dlatego Szota ma kontakty, a zapewne i wsparcie służb amerykańskich oraz brytyjskich. Otwarcie o tym z oczywistych względów nie mówi, ale w naszym przekonaniu jest aktywem Anglosasów w Polsce. Świadczyć mogą o tym jego przechwałki w sprawie kierunku białoruskiego. Szota chwali się tym, że to starania AW doprowadziły do uwolnienia i przekazania do Polski Andrzeja Poczobuta. Narzeka jednak, że do tej pory nie udało się przekonać Mińska do wydania nam Marokańczyka podejrzanego o zabójstwo polskiego żołnierza ja granicy polsko-białoruskiej. Jego wypowiedzi stoją w sprzeczności z deklaracjami Amerykanów, iż to właśnie oni negocjowali wypuszczenie na wolność więźniów. Ktoś tu kłamie. Obstawiamy, że robi to Szota. Szota stara się najwyraźniej wykorzystać wywiad prasowy do siania niepewności w służbach rosyjskich wobec ich białoruskich partnerów.
„Na chwilę obecną mamy drożne kanały komunikacji ze służbami strony białoruskiej”
- deklaruje, chwaląc sobie współpracę z Mińskiem i jednocześnie nawołując Białoruś do zmniejszenia swych więzi sojuszniczych z Rosją. Bo to właśnie Rosja jest w opinii Szoty głównym źródłem zagrożeń dla państwa, w tym przetrwania naszej państwowości.
„Stopień agresji po stronie rosyjskiej jest na bardzo wysokim poziomie, a ryzyko konfrontacji militarnej jest rzeczywiste”
- deklaruje Szota. Wcześniej szef Agencji Wywiadu z zasady nie udzielał żadnych wywiadów i wypowiedzi publicznych. Jeżeli to robi, oczywistym jest, że pod okiem osłony kontrwywiadowczej, zapewne również innych krajów i ich „partnerskich” służb. Teraz rzucony został wyraźnie na odcinek propagandy straszenia rosyjskim zagrożeniem. Szota wywiązuje się z tego zadania celująco: straszy i opowiada o wrogości rosyjskich służb, podejmujących działania przeciwko Polsce. Twierdzi, że w najbliższych latach czekać nas może realna wojna z Rosją, która rozpocząć się może od sąsiadujących z nami krajów bałtyckich. Nie bardzo można zrozumieć w jaki sposób na czele AW stoi ktoś, kto daje wiarę medialnym bajkom i spekulacjom. Skądinąd wiemy, że Polska po prostu nie posiada rozbudowanych sieci wywiadowczych na Wschodzie, a to oznacza, że Szota po prostu uprawia autoreklamę, pytany o rzeczy konkretne zasłania się tajemnicą. My to doskonale rozumiemy, szczególnie w świetle obecnie obowiązujących przepisów prawa. Warto byłoby jednak chyba, żeby w takiej sytuacji w ogóle zrezygnował z wypowiedzi niż opowiadał kompletne fantazmaty o możliwej agresji rosyjskiej. #wywiad #AW #Szota #Rosja #Ukraina 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Administracja Trumpa walczy z ius solis. Zasada ius solis obowiązuje w Stanach Zjednoczonych zgodnie z 14 poprawką do kons
🚨 Administracja Trumpa walczy z ius solis. Zasada ius solis obowiązuje w Stanach Zjednoczonych zgodnie z 14 poprawką do konstytucji. Stanowi ona, że dzieci urodzone na terytorium USA automatycznie uzyskują obywatelstwo tego kraju, niezależnie od obywatelstwa ich rodziców. Przepisy te w praktyce umożliwiają tzw. turystykę urodzinową, czyli do Stanów Zjednoczonych kobiet w ostatnich tygodniach ciąży tylko po to, by urodzone przez nie dzieci od razu uzyskiwały amerykańskie paszporty. Władze amerykańskie nie posiadają dokładnych statystyk liczby tego rodzaju przypadków, ale szacuje się, że waha się ona od 20 tys. do 26 tys. rocznie. Znane są przypadki osób publicznych, w tym gwiazd sportu i kultury, które przyszły na świat w ten właśnie sposób. Donald Trump od samego początku swej drugiej kadencji dążył do zmiany przepisów w tym zakresie. Jego głównym doradcą w tej sprawie był i pozostaje Stephen Miller, obecnie wiceszef administracji prezydenckiej. To właśnie on przygotował jeden z pierwszych dekretów Trumpa w tej sprawie. W poniedziałek został on jednak uznany przez Sąd Najwyższy za sprzeczny z konstytucją stosunkiem głosów sędziowskich 6 do 3. Trump i jego ludzie nie dają jednak za wygraną. Zapowiedzieli właśnie, że przekazują sprawę do departamentu sprawiedliwości, by ten znalazł jakieś niemożliwe do podważenia lub przynajmniej trudne do zakwestionowania rozwiązanie.
„Jeśli jakaś osoba przybywa tu w dziewiątym miesiącu ciąży na wycieczkę, by zobaczyć parę miejsc, następnie zostaje matką dożywotniego obywatela Stanów Zjednoczonych i jej dziecko uzyskuje dostęp do amerykańskich pieniędzy oraz systemu wsparcia na resztę życia”
- utyskuje Miller. Markwayne Mullin, sekretarz ds. bezpieczeństwa wewnętrznego, argumentuje, że mogą to być na przykład Chińczycy, którzy następnie wracają do chińskich szkół, by po latach powrócić do USA już jako studenci, ukształtowani przez Komunistyczną Partię Chin i gotowi na przykład do zbierania oraz przekazywania do Chin informacji o patentach czy technologiach amerykańskich. Zwraca się zatem uwagę na aspekt bezpieczeństwa obowiązujacych aktualnie przepisów. Trump w obecnym układzie w Sądzie Najwyższym raczej nie zdoła jednak spełnić swej wyborczej obietnicy w tym zakresie, a Stephen Miller nadal narzekać będzie na ryzyka płynące ze stosowania ius solis. #imigracja #obywatelstwo #USA #Trump #Miller 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli

🚨 Iran nie zamierza ustępować w sprawie Cieśniny Ormuz. Podobno wciąż trwają negocjacje amerykańsko-irańskie, choć zupełnie
🚨 Iran nie zamierza ustępować w sprawie Cieśniny Ormuz. Podobno wciąż trwają negocjacje amerykańsko-irańskie, choć zupełnie odbiegają one od pierwotnie zaplanowanego grafiku. Otóż zaostrzenie sytuacji z ostatnich kilku dni, które doprowadziło do wymiany ognia między stronami, sprawiło, że konieczny stał się powrót do zagadnienia nie do końca ustalonego wcześniej - kwestii kontroli nad strategicznym korytarzem transportu morskiego o znaczeniu globalnym, czyli Cieśniną Ormuz. Amerykanie naciskają na całkowita rezygnację Irańczyków z pobierania jakichkolwiek opłat za przekroczenie cieśniny. Podobno starają się przeciągnąć na swoją stronę w tej sprawie Oman, któremu Teheran proponował wcześniej współpracę i wspólne pobieranie opłat od statków płynących do i z Zatoki Perskiej. Amerykanie mogą mieć w dalszym ciągu środki nacisku wystarczające do wpływania na decyzje Maskatu. Waszyngton ponadto oferuje Teheranowi rozmrożenie zamrożonych wcześniej należących do Iranu aktywów o wartości około 100 mld dolarów. To jednak nie wystarczy. Strona amerykańska rozumuje w kategoriach doraźnych targów i korzyści, a nie długofalowych interesów. Kwestia kontroli nad Cieśniną Ormuz ma dla Iranu wymiar w sferze bezpieczeństwa (udowodniły to ostatnie wydarzenia, przede wszystkim związane ze zdolnością szantażu zachowywaną przez republikę islamską właśnie dzięki umiejętności zamknięcia przez nią żeglugi na tym kanale). Poza tym mamy do czynienia ze zrozumieniem przez wszystkie strony ogólnych prawił rządzących geopolityką. Mocarstwo lądowe średniej wielkości rzuciło w tym przypadku otwarte wyzwanie morskiemu mocarstwu globalnemu. Sytuacja istotnie porównywalna jest z momentem symbolicznego zawalenia się Imperium Brytyjskiego, po tym jak Londynowi nie udało się zachować kontroli nad Kanałem Sueskim. Irańczycy mają szansę złamania potęgi morskiej, która zastąpiła po II wojnie światowej Zjednoczone Królestwo. Czy ktokolwiek mógłby oprzeć się takiej pokusie, stając przed coraz bardziej realną szansą jej realizacji? Szczerze wątpimy. I dlatego przewidujemy, że dojdzie jeszcze do wielu ataków i wzajemnych ostrzałów, zanim kwestia Cieśniny Ormuz zostanie ostatecznie uregulowana (o ile w ogóle to nastąpi). Oferowane przez USA Iranowi 100 mld dolarów to nic wielkiego w porównaniu z realną stawką toczącego się sporu. #Iran #Ormuz #USA #Oman #żegluga 🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli