Bieg myśli
Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze. @Bieg_mysli_bot
نمایش بیشتر📈 تحلیل کانال تلگرام Bieg myśli
کانال Bieg myśli (@bieg_mysli) در بخش زبانی لهستانی بازیگری فعال است. در حال حاضر جامعه شامل 20 088 مشترک است و جایگاه 2 891 را در دسته سیاست و رتبه 80 را در منطقه بولندا دارد.
📊 شاخصهای مخاطب و پویایی
از زمان ایجاد در невідомо، پروژه رشد سریعی داشته و 20 088 مشترک جذب کرده است.
بر اساس آخرین دادهها در تاریخ 14 ژوئیه, 2026، کانال فعالیت پایداری دارد. در ۳۰ روز گذشته تغییر اعضا برابر 1 082 و در ۲۴ ساعت گذشته برابر 108 بوده و همچنان دسترسی گستردهای حفظ شده است.
- وضعیت تأیید: تأیید نشده
- نرخ تعامل (ER): میانگین تعامل مخاطب 21.39% است و در ۲۴ ساعت نخست پس از انتشار، محتوا معمولاً 16.80% واکنش نسبت به کل مشترکان کسب میکند.
- دسترسی پستها: هر پست به طور میانگین 4 293 بازدید دریافت میکند. در اولین روز معمولاً 3 373 بازدید جمعآوری میشود.
- واکنشها و تعامل: مخاطبان بهطور فعال حمایت میکنند؛ میانگین واکنش به هر پست 195 است.
📝 توضیح و سیاست محتوایی
نویسنده این فضا را محل بیان دیدگاههای شخصی توصیف میکند:
“Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze.
@Bieg_mysli_bot”
به لطف بهروزرسانیهای پرتکرار (آخرین داده در تاریخ 15 ژوئیه, 2026)، کانال همواره بهروز و دارای دسترسی بالاست. تحلیلها نشان میدهد مخاطبان بهطور فعال با محتوا تعامل دارند و آن را به نقطه اثرگذاری مهم در دسته سیاست تبدیل کردهاند.
در حال بارگیری داده...
| تاریخ | رشد مشترکین | اشارات | کانالها | |
| 15 ژوئیه | +15 | |||
| 14 ژوئیه | +108 | |||
| 13 ژوئیه | +72 | |||
| 12 ژوئیه | +140 | |||
| 11 ژوئیه | +18 | |||
| 10 ژوئیه | +2 | |||
| 09 ژوئیه | +103 | |||
| 08 ژوئیه | +30 | |||
| 07 ژوئیه | +99 | |||
| 06 ژوئیه | 0 | |||
| 05 ژوئیه | 0 | |||
| 04 ژوئیه | +56 | |||
| 03 ژوئیه | +82 | |||
| 02 ژوئیه | 0 | |||
| 01 ژوئیه | 0 |
| 2 | 🚨 Amerykanie próbują ingerować w sprawy wewnętrzne Iraku.
Taki jest prawdopodobnie cel wizyty irackiego premiera Aliego al-Zaidiego w Stanach Zjednoczonych. Ma w jej ramach dojść do spotkania szefa rządu Iraku z Donaldem Trumpem.
Głównym celem Waszyngtonu w relacjach z Bagdadem jest skłonienie władz irackich do demobilizacji i likwidacji formacji zbrojnych niepodporządkowanych bezpośrednio irackim siłom zbrojnym. Chodzi przede wszystkim o Ludowe Siły Mobilizacyjne, czyli sieć grup militarnych mających powiązania i często sponsorowanych przez sąsiedni Iran. Według Amerykanów to właśnie one stoją za szeregiem ataków przeprowadzanych na ich placówki dyplomatyczne i bazy wojskowe na całym Bliskim Wschodzie.
Strona amerykańska przekonywać będzie al-Zaidiego, że takie posunięcie leży w obustronnym interesie. Premier wywodzi się wprawdzie z koalicji szyickiej, jednak realna koncentracja władzy w rękach rządu w Bagdadzie nie będzie możliwa bez odzyskania monopolu władzy centralnej na stosowanie przemocy (zgodnie z definicją państwa i pojmowaniem państwowości), którego w Iraku nie ma od czasów Saddama Husajna. Ali al-Zaidi może dzięki temu uwolnić się od konieczności zawierania nieustannych kompromisów z siłami podważającymi jego władzę.
Zbyt radykalne działania w tej sferze mogą jednak spowodować konflikty i starcia wewnętrzne, a nawet ryzyko wojny domowej, przynajmniej w niektórych regionach kraju. Dowódcy Ludowych Sił Mobilizacyjnych nie mają bowiem interesu w rezygnacji ze swoich wpływów, a już na pewno nie zgodzą się dobrowolnie na rozbrojenie. Wielu z nich funkcjonuje dzięki wsparciu Irańczyków, ustanawiając swoje władztwo nad niektórymi regionami Iraku. Po wielu latach funkcjonowania w tej roli mogą właściwie nie dostrzegać innych opcji na odgrywanie jakiejkolwiek roli w kraju i zabezpieczenie swoich interesów.
Amerykanie będą jednak al-Zaidiego i rząd bagdadzki kusili przysłowiową marchewką, oferując stronie irackiej kolejne koncesje i obiecując jej kontrakty na sprzedaż ropy naftowej. Warto przy tym pamiętać, że eksport tego surowca z Iraku możliwy jest niemal wyłącznie drogą morską przez Cieśninę Ormuz. Być może właśnie to jest jedną z przyczyn stanowczej decyzji o zablokowaniu tego szlaku podjętej przez Teheran, akurat teraz, w dniach rozmów amerykańsko-irackich.
Odbudowa państwowości Iraku po zniszczeniu jej przez interwencję amerykańską nie będzie łatwa, o ile w ogóle jest możliwa.
#Irak #USA #wojsko #al-Zaidi #Trump
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 592 |
| 3 | 🚨 Amerykańska urzędniczka układa polski rząd.
Na uroczystościach 85. rocznicy wydarzeń w Jedwabnem, które w dalszym ciągu budzą kontrowersje wśród badaczy i historyków, przyjechała specjalna przedstawicielka rządu Stanów Zjednoczonych ds. Holokaustu. Urząd ten powstał w 1999 roku w Departamencie Stanu i ma się zajmować pilnowaniem poprawnej interpretacji wydarzeń II wojny światowej na całym świecie.
W Polsce mamy setki miejsc pamięci poświęconych Żydom zamordowanym podczas II wojny światowej. Dlaczego pracownica amerykańskiej dyplomacji (w przeszłości kierowała między innymi konsulatem USA w Krakowie) wybrała się akurat do Jedwabnego? Wybór nie był przypadkowy i stanowił manifestację. Miał utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że Polacy są współwinni ludobójstwu dokonanemu na środkowoeuropejskich Żydach. Ellen Germain przyznała wprost: „Kiedy (…) pojawia się bardzo głośny ruch, który dąży do rewizji historii, rozpowszechnia kłamstwa, jest ważne, aby ktoś taki, jak ja, wyraził swój sprzeciw poprzez swoją obecność”. W tej samej rozmowie przyznaje, że w jej kraju pierwsza poprawka do konstytucji gwarantująca wolność słowa jest świętością. Okazuje się jednak, że nie tylko wolności słowa, ale też badań odmawia Polakom.
Kto jest owym „rewizjonistą”, którego na celowniku ma amerykański Departament Stanu? Nietrudno zgadnąć. Chodzi o Grzegorza Brauna i jego środowisko.
„Ocena polskiej polityki nie jest moim zadaniem, zajmuję się sprawami Holokaustu. Jednak czytałam ten wywiad i w pełni zgadzam się ze słowami ambasadora. Takie jest stanowisko rządu Stanów Zjednoczonych. Nie wyobrażamy sobie przyszłego rządu Polski z udziałem formacji Brauna”
- zadeklarowała Germain, podpisując się pod wcześniej wypowiedzianymi słowami Toma Rose’a.
Mamy tu wewnętrzną sprzeczność. W pierwszym zdaniu przedstawicielka amerykańskiej dyplomacji podkreśla, że nie zamierza ingerować w nasze sprawy wewnętrzne, by po chwili zastrzec, że Waszyngton nie zaakceptuje rządzenia / współrządzenia w naszym kraju przez jedną z partii politycznych.
W normalnych warunkach Germain trafiłaby na listę osób z zakazem wjazdu jako persona non grata. U nas fetowana jest przez polityków głównego nurtu i wypowiada się w czołowych mediach.
#Jedwabne #USA #Braun #ingerencja #dyplomacja
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 081 |
| 4 | 🚨 Anne Applebaum płacze po Grahamie.
W Stanach Zjednoczonych w dalszym ciągu dyskutowany jest dorobek i polityka Lindsey’a Grahama, który zmarł w Waszyngtonie w minioną sobotę, tuż po powrocie ze swojej kolejnej, dziesiątej już od 2022 roku, wizyty w Kijowie. Wokół Grahama łączą się wszyscy przedstawiciele szeroko rozumianego amerykańskiego interwencjonizmu i neokonserwatyzmu.
Na tym zresztą polegała cała działalność polityczna Grahama. Zaliczano go swego czasu do trójki podżegaczy, wraz z nieżyjącym już republikaninem Johnem McCainem i również nieżyjącym demokratą Joe Liebermanem. To oni wprost opowiadali się za kolejnymi operacjami militarnymi i - nazwijmy to wprost - ingerencjami i interwencjami Waszyngtonu w sprawy całego świata.
Graham, jak wielu innych jastrzębi, pochodził ze środowiska wojskowego. Doszedł w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych do stopnia pułkownika. Jeździł w tym charakterze do okupowanych przez Amerykanów krajów, takich jak Afganistan czy Irak. Jednocześnie pochodził i wybierany był przez ponad trzy dekady w wyborach do Kongresu z Karoliny Południowej. To w tym stanie siedziby mają kluczowi gracze amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego, np. Boeing czy Lockheed Martin. Nic dziwnego, że kolejni politycy stamtąd pochodzący znajdują się pod ich kontrolą. Świetnym przykładem jest była gubernator Karoliny Południowej, a później przez pewien czas ambasador USA przy ONZ Nikki Haley. Po zakończeniu (dość wczesnym) kariery w polityce i dyplomacji została zatrudniona jako członek zarządu Boeinga. To właśnie przemysł zbrojeniowy w Karolinie Południowej nie tylko zatrudnia tysiące pracowników, ale też płaci tamtejszym politykom. W warunkach europejskich uznalibyśmy to za korupcję, w USA to norma wynikająca z tamtejszej kultury politycznej i przepisów. Graham był zatem lobbystą. A jak można lobbować interesy kompleksu militarno-przemysłowego?
Oczywiście, podżegając i nawołując do wojen, sprzeciwiając się zakończeniu tych, które już się toczą.
Lindsey Graham robił to skutecznie podczas większości swoich delegacji zagranicznych. Robił to też w Białym Domu, który do samego końca przekonywał do konfrontacyjnej polityki względem Iranu, Rosji czy Chin. Graham był nie ostatnim człowiekiem Republiki, jak pisze jego polska fanka, a prywatnie żona Radosława Sikorskiego, Anne Applebaum, lecz jednym z ostatnich reliktów epoki zimnowojennej. Prymitywnym trepem, który do realizacji własnych interesów dobudowywał ideologię w postaci neokonserwatyzmu mającego uzasadniać amerykański imperializm i mordowanie ludzi pod różnymi szerokościami geograficznymi .
Był zatem Graham szkodnikiem. Do tego postacią dość obrzydliwą. Zostawmy już na boku jego zainteresowania homoseksualne i zdjęcia z młodymi, metroseksualnymi chłopcami, albo dziwne fotografie w Disneylandzie. Po Epsteinie już nic nikogo nie zdziwi. Weźmy jednak jego wypowiedzi na temat Irańczyków czy Rosjan - bez żadnego skrępowania nawoływał od do zabijania przedstawicieli tych narodów.
W przeciwieństwie do Applebaum, my specjalnie się jego brakiem nie martwimy, choć niebawem będziemy mieli ciekawą rozgrywkę o schedę po jego fotelu senatorskim w Karolinie Południowej.
#Graham #USA #Senat #lobbing #neokonserwatyzm
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 146 |
| 5 | 🚨 Unia zamknie wyjazd dla mobilizowanych Ukraińców.
Decyzja w tej sprawie zapadła już w lipcu. Wejdzie jednak w życie dopiero od marca przyszłego roku. Czy zmieni coś w sprawach ukraińskiej imigracji?
Najprawdopodobniej niewiele, bo dotyczyć będzie jedynie tych Ukraińców, którzy będą próbowali przekroczyć unijną granicę po wejściu w życie nowych regulacji. Prawo nie zadziała wstecz, zatem miliony obywateli Ukrainy będących już w krajach członkowskich nadal cieszyć będą się dotychczasowymi prawami, w tym dostępem do służby zdrowia, edukacji czy rynku pracy. Pozostali po prostu do nas nie wjadą, a jeśli im się to w jakiś sposób (np. dzięki łapówkom na granicy) uda, mogą zostać deportowani.
Rok temu Wołodymyr Zełenski chwalił się, że wprowadza liberalizację w kwestii możliwości opuszczania kraju przez młodych ludzi w wieku od 18 do 22 lat. Od razu naszą granicę przekroczyły tysiące młodych Ukraińców, zaś około 50 tys. z nich uzyskało prawo pobytu w naszym kraju. Teraz Unia Europejska przyjąć ma ograniczenia, ale nie tyle z własnej inicjatywy, co odpowiadając na apele Kijowa. W czerwcu władze Ukrainy po raz kolejny zwróciły się bowiem do UE z apelem o nieprzyjmowanie Ukraińców w wieku poborowym. „Te dwie decyzje mogą być odbierane jako wzajemnie wykluczające, jednak to jest przemyślana strategia prezydenta Zełenskiego, który od dwóch, trzech lat próbuje w ten sposób przerzucić odpowiedzialność za niski pobór na Ukrainie na Zachód, a sam mieć czyste ręce na użytek polityki wewnętrznej” - twierdzi Krzysztof Nieczypor, analityk w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii rządowego Ośrodka Studiów Wschodnich. Faktycznie, w tym przypadku reżim Zełenskiego będzie mógł, niezgodnie z prawdą, przekonywać swoich obywateli, że to nie on nie wypuszcza ich na zachód, lecz robi to Bruksela i państwa członkowskie.
Jednocześnie w Polsce trwają prace nad nowelizacją ustawy o obywatelstwie. Ich efektem ma być utrudnienie uzyskiwania go przez cudzoziemców, w tym przede wszystkim Ukraińców (w ostatnim okresie 40 tys. z nich stało się obywatelami Polski i to oni są największą grupą składająca wnioski). Nowa ustawa nie będzie przewidywała zakazu posiadania obywatelstwa innego niż polskie.
„Nie będziemy wymagać zrzeczenia się pierwszego obywatelstwa, ale chcemy wprowadzić możliwość weryfikacji takiej osoby pod kątem lojalności wobec naszego państwa. ’Poświadczenie lojalności’ da nam możliwość odebrania obywatelstwa osobie, która wystąpił przeciwko polskiemu bezpieczeństwu czy interesom, na przykład podejmując się współpracy z wrogami Polski. Obecnie, odebranie raz przyznanego obywatelstwa polskiego jest niemożliwe. Nawet dla osób skazanych za szpiegostwo przeciwko Polsce”
- mówi wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, Maciej Duszczyk, odpowiedzialny w resorcie za politykę migracyjną.
Jak będzie wyglądała „lojalka”? Nie wiemy. Obawiamy się, że przy obecnej polityce Warszawy będzie ona służyła raczej represjonowaniu tych Ukraińców, którzy krytykują lub działają przeciwko aktualnym władzom w Kijowie, których oskarżać będzie się o kolaborację z Rosją. Choć dobrze byłoby, gdyby objęła również współdziałanie z Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i innymi służbami kijowskimi.
#Ukraińcy #EU #imigracja #pobyt #mobilizacja
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 179 |
| 6 | 2️⃣ Czy istnieje polityka historyczna? Cz. 2.
Mimo wszystko Motyka nie przekracza jednak pewnych granic. W sposób dość miękki, ale jednak uznaje wydarzenia wojenne na Wołyniu i w Galicji Wschodniej za zbrodnię ludobójstwa. Dziwi się (słusznie!), że poprzedni prezydent prezentował stanowisko skrajnie uległe wobec Kijowa w kwestiach interpretacji naszych dziejów najnowszych;
„Duda wyrządził zło kompletnie nieświadomie. Podpisał się pod wspólnym z Wołodymyrem Zełenskim komunikatem, z którego wynikało, że Polacy i Ukraińcy cierpieli tak samo, bo go zapewne nie zrozumiał. A jest to historyczna nieprawda. Ukraińscy nacjonaliści mieli plan wymordowania Polaków na obszarze kilku przedwojennych województw. Faktycznie wydali wyrok śmierci na ponad milion osób. Tymczasem ofiarą polskiej zemsty padło na Wołyniu dwa-trzy tysiące Ukraińców”
- stara się go nieci usprawiedliwiać.
I przyznaje, że Ukraina się banderyzuje, choć robi to w sposób wyrażony bardzo ostrożnie. UPA była według niego organizacją „faszystowską”; dopiero „widząc, że alianci wygrają – upowcy porzucili nazizm i zaczęli, najpierw fasadowo, a później z rosnącym przekonaniem, głosić pochwałę demokracji. Ich głównymi wrogami pozostały jednak Związek Sowiecki, Polska i Polacy”. Kult tej formacji na współczesnej Ukrainie ma rzeczywiście miejsce, ale zdaniem Motyki „cementuje społeczeństwo w czasie wojny”.
Niestety, mamy też u Motyki kompletnie niezrozumiały brak przejrzenia akcji „Wisła”, która w opinii większości badaczy była jak najbardziej uzasadniona.
#UPA #Ukraina #wojna #nacjonalizm #Polacy
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 172 |
| 7 | 1️⃣ Czy istnieje polityka historyczna? Cz. 1.
A właściwie należałoby zapytać czy istnieć powinna. Otóż mamy do czynienia z sytuacją, w której każda ze stron taką politykę prowadzących podkreśla, że tylko ona uprawia naukę i mówi o faktach, oskarżając o polityczną instrumentalizację nauk i badań historycznych stronę przeciwną.
Prof. Grzegorz Motyka twierdzi jednak, że w Polsce tą politykę wypracowało środowisko zwane niegdyś grupą muzealników, skupione wokół Lecha Kaczyńskiego za czasów jego prezydentury w Warszawie. Chodzi przede wszystkim o Tomasza Mertę, a także Jana Ołdakowskiego i Pawła Kowala, wówczas wiązanych z PiS, którzy powołali do życia stołeczne Muzeum Powstania Warszawskiego.
Poza tym ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego prowadziło inne ofensywne działania w tym zakresie, choćby kreując i pompując kult żołnierzy wyklętych. Motyka zgadza się w jego ocenie z opiniami Piotra Zychowicza:
„stali się dla partii Jarosława Kaczyńskiego tym, czym Armia Ludowa była dla PZPR”.
Historyk z Polskiej Akademii Nauk i autor wielu prac na temat Ukrainy oraz stosunków polsko-ukraińskich nie dostrzega jednak, że polityka historyczna prowadzona jest przez wszystkie strony sporu.
„Światopogląd liberalny zakłada, że historia winna być swobodną dziedziną wiedzy, jak matematyka, zadaniem historyka jest zaś przede wszystkim odkrywanie i trzymanie się faktów. Tymczasem historiografia narodowa chce w pierwszej kolejności zadbać o dobre imię Polaków, dopiero na kolejnych miejscach są warsztat i zgodność z faktami”
- mówi. Światopogląd liberalny w obecnej postaci również czyni jednak aprioryczne założenia i nie unika wypowiedzi oceniających. I to widać po samym Motyce, który dziś promuje swoją nową książkę napisaną wespół z Andrzejem Brzezieckim.
Nie dość, że błędne przypisuje on kluczową rolę ideologiczną we współczesnej Rosji Aleksandrowi Duginowi (na Rosji Motyka kompletnie się nie zna), to jeszcze wprost negatywnie odnosi się do zwolenników istnienia polskiego państwa narodowego. Powód? Fakt, że Polskę jako państwo narodowe z chęcią widziano by w Moskwie.
„To zupełnie logiczne. Już Józef Stalin wiedział, że czysta narodowo Polska nie stanowi zagrożenia dla Rosji. Ponieważ nie będzie w stanie niczego zaproponować Ukraińcom i Białorusinom. Rzeczpospolita Obojga Narodów przyciągała etnosy ze Wschodu i nie tylko. Wojnę trzynastoletnią z zakonem krzyżackim wygrali w dużej mierze niemieccy mieszczanie. Wizja ’Polski dla Polaków’ odpowiada natomiast Kremlowi jak najbardziej”
- stwierdza. A co jeśli taka wizja odpowiada również dużej części Polaków, pamiętających jeszcze czasy względnej homogeniczności kulturowej naszego kraju? Czy nie mamy prawa czuć się z nią po prostu dobrze?
Cd.
#UPA #Ukraina #wojna #nacjonalizm #Polacy
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 187 |
| 8 | 🚨 Czy najdłużej rządzący od lat premier Izraela odejdzie jesienią?
Chodzi oczywiście o Benjamina Netanjahu, który może stracić władzę w wyniku najbliższych wyborów parlamentarnych. Może, ale nie musi, bo izraelska scena polityczna jest skrajnie sfragmentaryzowana.
Czasami zatem losy większości zależą od niewielkich partii posiadających kilkuosobową reprezentację w Knessecie. Wczoraj Sagit Afik, radca prawny parlamentu, ogłosił, że jednoizbowe zgromadzenie dokona samorozwiązania 17 lipca. Za kilka dni zapanuje zatem w Izraelu przedwyborczy legislacyjny paraliż. Zgodnie z tamtejszym prawem, w okresie kampanii po samorozwiązaniu parlamentu nie może on się już zbierać na posiedzeniach plenarnych i głosować, chyba że nadzwyczajną decyzję w tej sprawie podejmą wspólnie wszystkie ugrupowania posiadające w nim reprezentację. Wybory odbędą się w najpóźniejszym możliwym terminie, czyli dopiero 27 października. Do tego czasu gabinet Netanjahu pozostawać będzie praktycznie bez kontroli parlamentarnej.
Netanjahu zdołał umocnić swoją władzę, pomimo zarzutów korupcyjnych i rozmaitych postępowań toczących się przeciwko niemu. Nie zmiotła go ze sceny politycznej krwawa, ludobójcza wojna z Palestyńczykami, ani współudział w agresji na Iran u boku Amerykanów. Okazuje się - paradoksalnie - że obecny lider Likudu stoi na czele pierwszego rządu od 1973 roku, który przetrwa pełną kadencję wynoszącą cztery lata (nowy gabinet zapewne nie powstanie przed końcem roku). Październikowe wybory będą z kolei pierwszymi od 1988 roku wyborami faktycznie terminowymi, kończącymi czteroletnią kadencję.
Przeciwko urzędującemu premierowi wystąpi blok opozycji syjonistycznej. Największe szanse na tekę szefa rządu dawane są byłemu premierowi Naftaliemu Bennettowi oraz emerytowanemu generałowi Gadiemu Eisenkotowi. Likud zapewne liczyć będzie na swoich dotychczasowych partnerów: ultrasyjonistów i skrajną prawicę. Sondaże wskazują, że obie rywalizujące opcje mogą mieć problem z wiekszością.
W tej sytuacji języczkiem u wagi mogą stać się niewielkie ugrupowania ludności arabskiej oraz chrześcijan. I to być może jest szansa dla Tel Awiwu na przerwanie zaangażowania militarnego w całym regionie, które przysparza mu tylko kolejnych wrogów.
#Izrael #wybory #Knesset #Netanjahu #opozycja
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 187 |
| 9 | Kto kontroluje Wenezuelę?
3 stycznia Amerykanie porwali i uwięzili wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro. Formalnie jego miejsce zajęła Delcy Rodriguez, wcześniejsza wiceprezydent, która poszła na układ z Amerykanami.
Jak twierdzi „New York Times” Wenezuelą i jej majątkiem zarządza ktoś zupełnie inny. To sekretarz stanu USA Marco Rubio, z pochodzenia Kubańczyk, a zatem hiszpańskojęzyczny Latynos. Donald Trump swego czasu stwierdził, że Wenezuela może stać się 51. stanem USA. Tak się nie stało, bo stała się kolonia w pełni podporządkowaną Waszyngtonowi. Marco Rubio zaś, niegdyś opowiadający tyle o demokratyzacji krajów Ameryki Łacińskiej, dziś określany jest mianem wicekróla tego kraju w nawiązaniu do jego hiszpańskich namiestników sprzed uzyskania niepodległości na początku XIX wieku. Inni porównują rolę sekretarza stanu do tej, którą pełnił w okupowanym przez Amerykanów Iraku Paul Bremer, chociaż okupacji amerykańskiej formalnie przecież nie ma.
Gdy 3 stycznia doszło do porwania wenezuelskiego prezydenta Rubio zadzwonił do Rodriguez i po hiszpańsku przedstawił jej dwie opcje: albo aresztowanie i dołączenie do Máduro oraz jego żony, albo zgoda na pełne podporządkowanie. Wiceprezydent wybrała to drugie, podobnie jak duża część wenezuelskich elit. Pozbawiono wpływów i niekiedy aresztowano jedynie tych, którzy blisko powiązani byli z porwanym prezydentem. A Rodriguez znalazła się na krótkiej smyczy Rubio, który nadzoruje nie tylko decyzje polityczne i gospodarcze, ale również politykę kadrową, a nawet wpisy władz w Caracas w mediach społecznościowych. Rodriguez regularnie koresponduje z Marco Rubio przez WhatsApp i otrzymuje od niego dokładne instrukcje. Wszelkie decyzje dotyczące jej aktywności publicznej, a już szczególnie międzynarodowej, muszą być konsultowane z pryncypałem w Waszyngtonie.
„W maju Rubio ogłosił, że Rodriguez pojedzie do Indii zanim wspomniał o tym wenezuelski rząd, zaskakując wenezuelskich urzędników i zagranicznych dyplomatów”
- czytamy w tekście „New York Times”. Po tym jak wenezuelski minister spraw zagranicznych w ramach starego przyzwyczajenia skrytykował delikatnie amerykąńsko-izraelską agresję na Iran, Amerykanie z Departamentu Stanu kazali mu usunąć post z jego mediów społecznościowych. Stopień niesamodzielności Rodriguez jest szokujący. Być może dlatego Amerykanie nie potrzebują już wyhodowanych wcześniej przez siebie opozycjonistów, takich jak noblistka Maria Corina Machado.
Najważniejsze są jednak kwestie gospodarcze i finansowe. Rubio osobiście podejmuje decyzje o wpuszczeniu bądź odmowie wpuszczenia określonych inwestorów (może decydować o tym, zawieszając wciąż obowiązujące sankcje USA). Udało mu się wyrugować z wenezuelskiego rynku surowców naturalnych, przede wszystkim ropy naftowej, wszystkich konkurentów, w tym rosyjską korporację Rosnieft. Podatki w istocie trafiają do Amerykanów.
„Skarb USA otrzymuje dochody z większości produktów eksportowanych przez Wenezuelę, zaś następnie redystrybuuje ich część do Wenezueli za pośrednictwem systemu bankowego tego kraju, co przypomina relację między rodzicami a dzieckiem otrzymującym kieszonkowe. Rubio i jego ekipa ustalają warunki, na jakich wszelkie środki mogą zostać wydane i kto może je otrzymać”
- czytamy we wspomnianym tekście.
Waszyngton z sukcesem wypracował nowy model kolonializmu. Jego traktowanie Wenezueli przypomina niegdysiejsze podejście Amerykanów do kontroli nad Filipinami. Wenezuela w istocie straciła niepodległość, choć formalnie pozostaje międzynarodowo uznawaną, suwerenną republiką.
Wicekról Rubio chce zachować swoje wpływy na Wenezueli przynajmniej do prezydenckich prawyborów w USA, w których zamierza wziąć udział. Wizerunkowi skutecznego zarządcy kolonii zaszkodziło jednak ostatnio tragiczne trzęsienie ziemi, wskutek którego zginęło ponad 4000 Wenezuelczyków. Ale co tam Wenezuelczycy…
#Rubio #Wenezuela #Rodriguez #USA
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 188 |
| 10 | 🚨 Niemcy sfinansują 50 000 dronów dla Ukrainy.
Mają one posłużyć do kontynuowania ukraińskich ataków na Rosję. Decyzję w tej sprawie podjąć miał już rząd federalny w Berlinie.
Całe przedsięwzięcie kosztować ma niemieckich podatników około 90 mln euro. Wpłyną one na konta ukraińskiej spółki SkyFall. Zamówienie dotyczyć ma głównie dronów Shrike produkowanych przez tą firmę, które opisywane są przede wszystkim w kategoriach sprzętu zwiadowczego i służącego rozpoznaniu. Niewykluczone jednak, że chodzi o ich wersję bojową.
Rząd kanclerza Friedricha Merza podejmuje tego rodzaju decyzje bez konsultacji ze społeczeństwem niemieckim, wbrew panującym wśród Niemców nastrojom. Prawdopodobnie na tego rodzaju ruchach zyska w sensie wyborczym opozycja; przypomnijmy, że już teraz w sondażach przed wyborami do Landtagu Saksonii-Anhalt konsekwentnie prowadzi Alternatywa dla Niemiec (AfD) jednoznacznie przeciwna dalszemu finansowaniu Kijowa.
Rosjanie z kolei potraktować mogą finansowanie dronów używanych nad ich terytorium i przeciwko nim jako kolejny dowód coraz większego zaangażowania niemieckiego w konflikt na Ukrainie. Z pewnością nie będzie to sprzyjało jakimkolwiek formom dialogu. Rosja tym bardziej wspierać będzie wzmocnienie AfD, licząc, że z tym ugrupowaniem uda się prowadzić realny dialog (już teraz przedstawiciele tej partii regularnie odwiedzają Federację Rosyjską). Ewentualne przejęcie samodzielnej władzy przez Alternatywę w kilku landach (zapewne w Niemczech Wschodnich) niczego szczególnie nie zmieni, bo w sprawach polityki zagranicznej i obronnej monopol należy do Berlina. Można się jednak spodziewać dalszego wzrostu notowań niemieckiej prawicy suwerenistycznej.
Czy 50 tys. dronów zmieni coś na polu walki? Wątpimy, bo nie jest to na tyle zaawansowany sprzęt, lecz raczej standardowe drony FPV.
Mamy zatem perspektywę politycznych i dyplomatycznych strat, bez militarnych zysków. Zyski całkiem wymierne trafią zaś do kieszeni właścicieli wspomnianej ukraińskiej spółki i powiązanych z nią osób, również z kręgu polityków.
#drony #Niemcy #Ukraina #wojna #przemysł
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 177 |
| 11 | 🚨 W Zatoce Perskiej znów rozgorzała wojna.
Amerykański politolog prof. John Mearsheimer podzielił wojnę Stanów Zjednoczonych wspieranych przez Izrael przeciwko Iranowi na trzy etapy. Pierwszym była lutowo-marcowa operacja mająca na celu całkowite przejęcie kontroli nad Iranem, polegająca również na likwidacji rządności nad krajem w wymiarze politycznym. Drugi polegał na próbie wprowadzenia blokady Cieśniny Ormuz u jej wyjścia do Zatoki Omańskiej. 17 czerwca, wraz z podpisaniem listu intencyjnego w Szwajcarii między Waszyngtonem a Teheranem, wojna miała się zakończyć kapitulacją USA.
Zgodzimy się: mamy do czynienia z faktyczną kapitulacją Amerykanów, z którą nie są oni w stanie nadal się pogodzić. Świadczy o tym kolejny wzrost kompletnie nieracjonalnej eskalacji. Oczywistą przyczyną wznowienia konfliktu jest brak rozwiązania kwestii żeglugi morskiej przez Cieśninę Ormuz. Po ostatnich atakach amerykańskich na lokalizacje położone na jej irańskim brzegu Teheran przeprowadził atak na co najmniej jeden statek (płynący pod banderą cypryjską kontenerowiec), który próbował przekroczyć wąskie gardło wiodące do i z Zatoki Perskiej bez wymaganych przez Irańczyków zgód. Dojść miało na nim do uszkodzenia maszynowni i zaginięcia jednego z członków załogi. Jednocześnie Iran cały czas utrzymuje, że cieśnina znajduje się pod jego całkowitą kontrolą i nie stanowi to przedmiotu żadnych negocjacji z Waszyngtonem. Za to irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi spotkał się ze swoim odpowiednikiem w Omanie. Mieli rozmawiać o wspólnym sprawowaniu kontroli nad cieśniną. Ogłosili, że wkrótce odbędą się na ten temat kolejne dwustronne konsultacje techniczne i polityczne.
Stanowisko Omanu jest tu całkowicie kluczowe. Z prostego względu: w przypadku blokady irańskiej większość statków próbuje przepływać cieśninę szlakiem południowym, wiodącym wzdłuż omańskiego wybrzeża. Można zatem zakładać, że na poziomie dyplomatycznym kluczowa rozgrywka toczyć się będzie właśnie z Muskatem. Na Omańczyków wywierana będzie ogromna presja przez obie strony.
Tymczasem konflikt w Zatoce Perskiej ma wyraźną tendencję eskalacyjną. Okazuje się bowiem, że Iran przeprowadził kolejne ataki na amerykańskie obiekty wojskowe położone w Bahrajnie, Katarze oraz Jordanii. Monarchie te miały odpowiedzieć republice islamskiej. Prawdopodobnie jednym z głównych celów amerykańskich jest właśnie maksymalne umiędzynarodowienie całego konfliktu, czyli wciągnięcie do niego regionalnych krajów arabskich.
Eskalacja wzrasta również na poziomie retorycznym. Obie strony wymieniają się „uprzejmościami”, przy czym w imieniu USA robi to osobiście Donald Trump i prężący muskuły sekretarz obrony Pete Hegseth, zaś w imieniu Iranu - demonstranci uczestniczący w ceremoniach pożegnalnych Aliego Chameneiego, którzy otwarcie nawoływali do fizycznej likwidacji Trumpa i jego izraelskiego sojusznika, Benjamina Netanjahu.
Czekamy zatem na kolejne wzrosty cen paliw. Polski rząd wycofał się z tarczy przeciwko podwyżkom zdecydowanie przedwcześnie.
#Iran #USA #Oman #Ormuz #wojna
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 210 |
| 12 | 🚨 Kolejne roszady u Zełenskiego.
Nie ma stabilności na kluczowych stanowiskach w Kijowie, choć czasami analiza losów kadr Zełenskiego wskazuje, że chodzi pod prostu o przestawianie pionków z jednej puli i przeprowadzanie ruchów pozornych. Weźmy obecnego ministra energetyki Denisa Szmygala. Wcześniej zdążył on już być premierem, a następnie ministrem obrony. Teraz znów pojawia się pogłoski, że mógłby zostać szefem rządu.
Obecna premier Julia Swirydenko, którą niedawno fetowali na konferencji w sprawie odbudowy Ukrainy polscy politycy w Gdańsku, dowiedziała się dziś, że żegna się z teką szefowej rządu. Wszystko z kulturą i podkreśleniem, że przechodzi na inne, również bardzo ważne stanowisko. Zełenski postanowił najwyraźniej o dokonaniu kolejnej roszady swojej coraz szczuplejszej kadry. Swirydenko uznawana była za osobę bliską prezydenckiemu klanowi, a przede wszystkim zdymisjonowanemu Andriejowi Jermakowi, byłemu wszechmocnemu szefowi Biura Prezydenta. Na czele rządu stanęła niecały rok temu - 17 lipca 2025 roku. Najbardziej prawdopodobnym powodem jej dymisji jest bieg śledztwa w sprawie korupcyjnej przeciwko ludziom z otoczenia obecnej ekipy rządzącej. Być może Swirydenko byłaby teraz zbytnim wizerunkowym obciążeniem.
Na czele rządu stanąć ma jednak inny zaufany ekipy Zełenskiego. Tym razem to człowiek nie tyle z polityki, co z biznesu, i to tego niezbyt krystalicznie czystego. Chodzi o Siergieja Koreckiego, obecnego prezesa spółki Naftogaz, czyli ukraińskiego koncernu paliwowego.
Wcześniej kierował on Ukrnaftą, po tym jak firma ta została przejęta przez otoczenie Zełenskiego po odebraniu jej aresztowanemu byłemu protektorowi komika z Krzywego Rogu, Igorowi Kołomojskiemu. Korecki musi zatem cieszyć się zaufaniem klanu rządzącego, bo powierzono mu rzecz najważniejszą w tym środowisku - pilnowanie pieniędzy.
O samym Koreckim wiemy na razie niezbyt wiele, przynajmniej jeśli chodzi o jego poglądy polityczne (całkiem prawdopodobna jest wersja, że nie ma ich wcale). Poza motywami wizerunkowymi i ewentualnymi zagrożeniami natury prawno-karnej związanymi z postępowaniami antykorupcyjnymi, Zełenski najprawdopodobniej kieruje się logiką nie dopuszczania do pojawienia się w systemie jakichkolwiek konkurentów. A to wiąże się z dbaniem o to, by nikt - poza nim samym - nie zasiedział się na wysokim stanowisku rządowym zbyt długo.
#Zełenski #Swirydenko #premier #Korecki #Ukraina
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 217 |
| 13 | 🚨 Co Graham robił w Disneylandzie?
Jak już dziś pisaliśmy, w Stanach Zjednoczonych szerzą się kolejne teorie na temat nagłej śmierci republikańskiego prowojennego senatora Lindsey’a Grahama. Kluczem do wielu z nich jest generalna ocena amerykańskiej klasy politycznej i stopnia jej degeneracji.
Ciekawy pogląd na temat 71-letniego senatora zasugerowała popularna republikańska blogerka kolumbijskiego pochodzenia, biorąca udział w prawyborach do Kongresu (bez powodzenia) Valentina Gomez.
„Lindsey Graham był w Disneylandzie w marcu, a teraz nagle zmarł? Nigdy nie był żonaty. Nie ma dzieci. W Disneylandzie jest z piankową różdżką. Coś tu się nie zgadza”
- napisała w mediach społecznościowych. Zapowiedziała też publikację śledztwa na temat wszystkich kongresmenów powyżej 50 roku życia.
Gomez jest przedstawicielką klasycznego ruchu MAGA, czyli amerykańskiej prawicy krytycznej z natury wobec systemu. 28-letnia polityk nie ma nic wspólnego z dinozaurami w rodzaju Grahama zasiadającymi od wielu kadencji w Senacie czy Izbie Reprezentantów. Ich tożsamość, pomimo przynależności do jednej partii, jest całkowicie odmienna. Chodzi oczywiście o ewidentne różnice pokoleniowe; amerykańska klasa polityczna coraz bardziej zmierza w kierunku gerontokracji (średni wiek kongresmenów to 65 lat). Kolejni prezydenci również są coraz starsi. W obu partiach politycznych (Republikanie i Demokraci) prym wiodą nadal politycy z epoki zimnowojennej, których postrzeganie świata ukształtowało się w epoce prezydentury Ronalda Reagana lub wcześniej. Nowa generacja amerykańskich polityków prze do udziału w wyborach, lecz w żadnej z partii nie wypracowano systemu sukcesji pokoleniowej, więc wzrasta w nich wewnętrzne ciśnienie. Gotowi są oni do zaostrzania retoryki wobec podstarzałych polityków aż do granic możliwości.
Republikanie mają szczególnie wyraźny problem ze sztafetą pokoleń. W Partii Demokratycznej udało się politykowi młodemu pokolenia przełamać opór starych partyjnych elit i zasiąść w fotelu burmistrza Nowego Jorku (Zohran Mamdani). Wśród Republikanów jedyną nadzieją na ewentualną zmianę generacyjną jest udział w wyborach prezydenckich obecnego wiceprezydenta J. D. Vance’a, który jednak wcale nie jest przesądzony.
Gomez wskazuje niedwuznacznie na podejrzenia pedofilskie nie tylko wobec Lindsey’a Grahama, ale również innych polityków. To retoryka po aferze Epsteina bardzo nośna, niezależnie od realnych podstaw rzucania rozmaitych podejrzeń. To także ilustracja skrajnego zdegustowania społeczeństwa amerykańskiego aktualną klasą polityczną. Rosnące obrzydzenie wobec niej trzeba jakoś zracjonalizować. Sugestie o degeneracji seksualnej, zboczeniach i pedofilii są do tego najlepsze.
Swoją drogą, ciekawe co Graham robił z maskotkami Disney’a.
#Graham #Gomez #USA #Epstein #afery
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 18 685 |
| 14 | 🚨 Antykomunizm „Krytyki Politycznej”.
Poza tytułami wydawanych książek (skądinąd niektóre z nich bywają godne uwagi) środowisko „Krytyki Politycznej” od dawna nie ma nic realnie wspólnego z lewicowością. Mimo wszystko jednak nawoływanie na jej łamach do prymitywnego „antykomunizmu” musi budzić pewne zdziwienie.
Z drugiej strony jest jednak logicznym rozwinięciem narracji głównego nurtu - wskazówką, na czym zależy intelektualno-medialnemu establishmentowi. Jest bowiem pismo firmowane przez publicystę amerykańskich mediów Sławomira Sierakowskiego swoistym zapleczem polskiego liberalnego głównego nurtu. Dlatego warto zapoznać się z proponowaną na jego łamach taktyką wobec ludzi o przekonaniach niesystemowych, z której realizacją będziemy mieli zapewne niebawem do czynienia. Pewne rzeczy publicysta „KP” występujący pod pseudonimem Galopujący Major napisał wprost, kreśląc kolejne kroki, które mogą podjąć władze.
Celem polskiego liberalnego establishmentu jest przekonanie nas do podtrzymywania wojny na Ukrainie. Wszystko, co ten cel może utrudniać, powinno zostać z drogi bezwzględnie usunięte. Dotyczy to również nastrojów społecznych. A skoro tak - to pierwszą przeszkodą dla „lewicy” i liberałów jawi się przypominanie Polakom o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów. „Krytyka Polityczna” bliska jest tu duchowo tokowi myślenia Anne Applebaum z jej słynnego artykułu z 2015 roku, w którym żona Radosława Sikorskiego stwierdziła, że nacjonalizm jest czymś, czego Ukraina potrzebuje. A skoro tak, to oznacza, że ma tego nacjonalizmu ukraińskiego, a przynajmniej przymykania nań oko, potrzebować również Polska.
„Antyukraiński dżin na dobre więc wypłynął z butelki i zatruwa całą polityczną atmosferę. Skoro więc kolejne posty, apele, wywiady z mądrymi profesorami nie działają politycznie – zresztą jak zawsze – bo sprawa dotyka godności i pamięci historycznej, to może pora wybrać metodę cyniczną”
- pisze Galopujący Major. Głowi się jak temu przeciwdziałać, bo z przerażeniem zauważa, że wśród polskiej prawicy zaczęła się swoista moda na Wołyń, którą autor porównuje z niegdysiejszą modą na tzw. żołnierzy wyklętych. Obawia się rosnącego wpływu tematyki ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów na rosnący segment polskiego społeczeństwa. I podaje receptę, w istocie swej manipulacyjną.
„W jaki więc sposób władza powinna walczyć z kultem nowych żołnierzy wyklętych? Przez przypominanie starych. Trzeba znowu przypomnieć Katyń, dziś już zupełnie zapomniany. Trzeba jak najbardziej obrazowo przypominać o strzelaniu w potylicę. Zamiast Wołynia Smarzowskiego pokazywać jego Różę. A zamiast Zielonej granicy Agnieszki Holland – Zabić księdza. Użyć antybolszewizmu jak najbardziej cynicznie, bo właśnie jak najbardziej cynicznie rzezi wołyńskiej używa prawica”
- pisze.
„Słowem, aby walczyć z antyukraińską falą, trzeba polskim tożsamościowcom rzucić inną przynętę – i patrzeć, jak się znowu wykłócają. Tym razem o zbrodnie Lenina, Stalina i Chruszczowa. Tak, trzeba rozkręcić inbę o Armię Czerwoną i zbrodnie radzieckie”
- dodaje.
W najbliższych miesiącach ruszą zapewne poszukiwania pomników radzieckich, które jakimś cudem w Polsce jeszcze przetrwały. Warto wówczas pamiętać, że może być to część zagrywki taktycznej tych, którzy chcą za wszelką cenę milczenia na temat nacjonalizmu ukraińskiego. Na szczęście Galopujący Major zdemaskował taką taktykę zawczasu.
#historia #tożsamość #Wołyń #Ukraina #antykomunizm
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅
W najbliższych miesiącach ruszą zapewne poszukiwania pomników radzieckich, które jakimś cudem w Polsce jeszcze przetrwały. Warto wówczas pamiętać, że może być to część zagrywki taktycznej tych, którzy chcą za wszelką cenę milczenia na temat nacjonalizmu ukraińskiego. Na szczęście Galopujący Major zdemaskował taką taktykę zawczasu.
#historia #tożsamość #Wołyń #Ukraina #antykomunizm
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 203 |
| 15 | 🚨 Alarm dla obiektów w promieniu 100 kilometrów od linii frontu.
Siergiej Bezkriestnow, doradca ukraińskiego ministra obrony, napisał, że w najbliższym czasie Ukraińcy powinni być gotowi na ataki rosyjskie w coraz większym promieniu od linii frontu. To zapewne rosyjska odpowiedź na analogiczne działania strony ukraińskiej.
„Trzeba być przygotowanym na to, że będą atakować w odległości 100 kilometrów wszystko, co się da: stacje benzynowe, poczty, wszelkie magazyny, zakłady, bazy sprzętu budowlanego i rolniczego, obiekty kolejowe, drogi, podstacje elektryczne, nie tylko te o większej mocy” - napisał Bezkriestnow. Ukraińcy od dłuższego czasu stosują taktykę nazywaną middle strike (uderzenia średniego zasięgu) na podobne obiekty położne w Federacji Rosyjskiej i na terenach przez Rosjan zajętych. Wszystko to może oznaczać przejście do taktyki wyniszczenia przeciwnika wszelkimi dostępnymi metodami.
Wymienione obiekty infrastruktury, choć nie wszystkie zaliczane są do infrastruktury krytycznej, mogą mieć znaczenie z militarnego punktu widzenia. Praktyka działania sił zbrojnych w sferze objętej konfliktem pokazuje, że wiele z nich może mieć podwójne przeznaczenie. Na przykład składy i magazyny często służą przechowywaniu zapasów broni i amunicji, choć na pierwszy rzut oka mają charakter cywilny. Zajmowane są jednak przez wojsko w zależności od jego potrzeb. Podobnie sprawa wygląda ze stacjami benzynowymi. Nierzadko pełnią one rolę rezerwowych punktów tankowania pojazdów wojskowych. Ponadto mamy szereg obiektów produkujących drony i naprawiających sprzęt wojskowy w warunkach warsztatowych. Okazuje się więc, że większość elementów przyfrontowej infrastruktury może mieć jednocześnie znaczenie militarne.
Tym samym obszar konfliktu ulega poszerzeniu, co może stanowić lekcję i doświadczenie przydatne również w przypadku innych starć zbrojnych. Taktyka ta znajduje uzasadnienie w działaniach stron, które coraz częściej rozmywają granice między obiektami cywilnymi a militarnymi. Niesie ona za sobą zwielokrotnione straty finansowe, a także potencjalne dodatkowe straty w ludziach - pracownikach cywilnych obecnych na wymienionych obiektach.
Całość oznacza zatem eskalację, ale też przyczynek do refleksji nad potencjalną ewakuacją ludności w coraz większym promieniu od linii frontu. W przypadku Ukrainy byłoby to jednak dość trudne, bo promień 100 kilometrów od linii frontu oznacza możliwość ataków rosyjskich na takie miasta jak Chersoń, Zaporoże, Charków, a także południowa część Dnipra (dawniej Dniepropietrowsk), a zatem dużych ośrodków miejskich.
#wojna #Ukraina #Rosja #middlestrike #front
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 202 |
| 16 | 🚨 Lindsey Graham odwiedził Ukrainę i zmarł.
71-letni republikański senator jeszcze w piątek spotykał się z Wołodymyrem Zełenskim w Kijowie. Odwiedził również ukraińskie zakłady zbrojeniowe. Przemawiał i wydawał się być w całkiem niezłej kondycji.
Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że nie żyje. Oficjalnie media amerykańskie podają, że polityk został przewieziony do szpitala ze swojego domu, bo odczuwał ból w klatce piersiowej. Zapewne będziemy mieli zatem wkrótce komunikat na temat jakiejś formy niewydolności krążeniowo-oddechowej, standardowy w takich sytuacjach.
Graham do samego końca swojej działalności reprezentował poglądy najradykalniejszych amerykańskich „jastrzębi”. Wielokrotnie namawiał administrację Donalda Trumpa do zwiększenia wsparcia sprzętowego i finansowego Kijowa, opowiadając się za konfrontacją z Rosją. Podczas swojej ostatniej wizyty na Ukrainie podkreślał, że na Moskwę należy wywierać presję, sugerując, że Stany Zjednoczone powinny przyczyniać się do zwiększania możliwości ofensywnych działań strony ukraińskiej pod postacią uderzeń dronowych i rakietowych w głębi terytorium rosyjskiego. Jego retoryka była analogiczna z narracją Zełenskiego i niekiedy również samego Trumpa: kolejne, bolesne uderzenia w rosyjską infrastrukturę miały według niego zmusić Władimira Putina do podjęcia negocjacji na temat zakończenia wojny.
Lindsey Graham był lobbystą amerykańskich koncernów zbrojeniowych, z czym właściwie się nigdy specjalnie nie krył. Jego działalność opierała się zatem w dużej mierze na podżeganiu do wojny, nie tylko przeciwko Rosji (za pomocą proxy, czyli Ukrainy), ale także Iranu. Popierał również konfrontacyjną politykę wobec Chin. W zasadzie wszystkie operacje zbrojne z udziałem USA lub ich sojuszników cieszyły się jego jednoznacznym poparciem.
Śmierć Grahama jest dość zagadkowa. Media amerykańskie jak gdyby od razu chciały rozwiać wszelkie spekulacje, sugerując, że wszystko stało się w wyniku nagłego ataku serca. Spekulacje jednak nadal krążą, w tym te, które mówią o tym, że zakłady zbrojeniowe, które odwiedzał na Ukrainie amerykański senator dostały się pod ostrzał rosyjski. Teorii na temat jego śmierci zapewne pojawi się w najbliższych dniach jeszcze więcej. Skupmy się jednak na tej najbardziej prawdopodobnej. Strony konfliktu na Ukrainie unikały ofiar wśród polityków. Zapewne informowały się nawzajem o wizytach oficjeli w różnych miejscach. Coś jednak mogło tym razem nie zadziałać: albo strona amerykańska „zapomniała” o przekazaniu Rosjanom danych o wizycie Grahama, albo strona rosyjska w tym przypadku uczyniła wyjątek, bo przecież republikański senator wpisany został w Rosji na tamtejszą listę terrorystów i ekstremistów. Jeśli rzeczywiście tak było, możemy założyć, że Waszyngton ukrywać będzie ten fakt. Z prostej przyczyny - chce uniknąć poważnej eskalacji w relacjach z Moskwą.
Lobbyści kompleksu militarno-przemysłowego w amerykańskim Kongresie stracili istotny zasób. Trump i jego administracja mogą tymczasem stracić większość w Senacie, która opierała się właśnie na jednoosobowej przewadze dzięki Grahamowi.
#Graham #USA #Ukraina #Rosja #śmierć
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 597 |
| 17 | 🚨 Unia Europejska jako republika bananowa.
Prezydium Parlamentu Europejskiego zdecydowało o przegłosowaniu w trybie pilnym przepisów pozwalających na kontrolę treści czatów i komunikatorów pod kątem rozpowszechniania treści zabronionych.
W trybie tym nie jest wymagane kworum i większość kwalifikowana. Głosowanie zarządzono już po tym jak większość posłów udała się na wakacyjną przerwę. Dzięki temu wystarczyła obecność nieco ponad 600 deputowanych, by przewagą 10 głosów przyjęto przepisy poddające inwigilacji wszystkich obywateli krajów członkowskich UE.
Chodzi o możliwość kontrolowania całej naszej korespondencji elektronicznej (od czatów po pocztę elektroniczną) bez jakiegokolwiek nakazu sądowego. Łamie to w sposób ewidentny zasadę prywatności i tajemnicy korespondencji, której uchylenie zapaść może w normalnych warunkach wyłącznie w oparciu o decyzję zaakceptowaną przez niezawisły sąd.
Tymczasem UE wprowadza zasadę kontroli automatycznej, realizowanej przy pomocy odpowiednich algorytmów. Nie ma konieczności uprawdopodobnienia jakichkolwiek podejrzeń ani formułowania jakichkolwiek uzasadnień. Nie ma też oczywiście możliwości zażaleń, bo kontrola ma tryb automatyczny. Regulacja ma obowiązywać do 2028 roku, choć należy przypuszczać, że zostanie przedłużona.
Założyciel Telegrama Paweł Durow skomentował:
„Kiedyś było to typowe dla republik bananowych. Takie sztuczki są teraz wykorzystywane przez UE do uchwalania ustaw o inwigilacji”.
Niestety ma rację. UE przekształca się w twór nawet nie udający jakiejkolwiek troski czy przywiązania do wartości podstawowych, które sama proklamowała. Przejawia się to w kolejnych przepisach przyjmowanych w wątpliwy sposób i w zasadzie negujących cały dotychczasowy dorobek prawny w sferze praw człowieka i podstawowych wolności.
A wszystko w imię sekurytyzacji, czyli nieustannego przekonywania nas o potrzebie prowadzenia działań mających gwarantować nam traktowane niczym fetysz bezpieczeństwo, coraz mniej zdefiniowane i coraz bardziej mityczne.
#EU #inwigilacja #prawo #prywatność #korespondencja
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 639 |
| 18 | 🚨 W niedzielę mają się odbyć kolejne rozmowy amerykańsko-irańskie.
Poinformował o tym rząd pakistański. To jego premier Shebhaz Szarif jest pośrednikiem w negocjacjach, które zaowocowały „dziwnym rozejmem”.
Mamy zatem przed sobą kolejny odcinek serialu, który zaczyna już przypominać tasiemiec. 18 czerwca doszło do zawieszenia broni, które już od samego początku było mocno wątpliwe, bo nie zawierało właściwie żadnych warunków brzegowych ani realnych gwarancji jego przestrzegania. Mamy za to specyficzny list intencyjny podpisany w Szwajcarii, który właściwie niczego nie gwarantuje, poza wyrażeniem woli prowadzenia dalszych rozmów. 8 lipca doszło do kolejnej eskalacji i wzajemnej wymiany ciosów rakietowych oraz dronowych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Przypomnijmy, że żadne dotychczasowe deklaracje stron, ani kadłubowe porozumienia nie zawierały rozstrzygnięcia realnych pól spornych, czyli:
🔴 kwestii swobody żeglugi morskiej przez Cieśninę Ormuz (Teheran wychodzi z założenia, że docelowo kontrolować będzie wspólnie z Omanem ruch przez ten korytarz; Waszyngton nie pozwala sobie na odebranie warunkującego jego status potęgi morskiej prawa decydowania o losach strategicznych szlaków wodnych);
🔴 losów Libanu w dalszym ciągu atakowanego i dewastowanego przez Izrael. Hezbollah stanowi polisę bezpieczeństwa dla republiki islamskiej. Waszyngton, nie będąc w stanie powstrzymać działań izraelskich, okazuje słabość, bo przecież teoretycznie powinien mieć wystarczające środki nacisku na Tel Awiw;
🔴 dalszej obecności baz amerykańskich w regionie Zatoki Perskiej, która nie pozwala Iranowi na poczucie bezpieczeństwa i oddziaływuje destabilizująco na region.
Dlatego nie spodziewamy się zbyt wiele po ewentualnych jutrzejszych rozmowach. Wszystkie kolejne rozwiązania nie odnoszące się w sposób konkretny do uregulowania wspomnianych powyżej kwestii będą rozwiązaniami tymczasowymi i doraźnymi, prowadzącymi do kolejnych wybuchów eskalacji. Trwałe zażegnanie konfliktu wydaje się w obecnych warunkach niemożliwe.
#Iran #USA #negocjacje #wojna #Pakistan
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 612 |
| 19 | 🚨 Tylko informacje zdementowane są prawdziwe.
Tak miał kiedyś powiedzieć nestor rosyjskiej dyplomacji i jej najbardziej utytułowany praktyk w XIX wieku Aleksandr Gorczakow. Kierując się tą maksymą, możemy założyć, że Krzysztof Bosak szykuje już sobie szalupę ratunkową w partii Jarosława Kaczyńskiego, a przynajmniej na jej listach wyborczych.
O próbach budowania przez Kaczyńskiego szerokiej prawicowej koalicji z myślą o przyszłorocznych wyborach parlamentarnych doniósł Mariusz Gierszewski. Według niego kierownictwo PiS miało już przeprowadzić rozmowy z Ruchem Obrony Granic (Robert Bąkiewicz), Bezpartyjnymi Samorządowcami (Marek Woch, wcześniej kojarzony z Grzegorzem Braunem), Pawłem Kukizem oraz Markiem Jakubiakiem. Na tej liście wymieniany jest również lider Ruchu Narodowego i jeden z dwóch szefów Konfederacji, Krzysztof Bosak.
Sam zainteresowany informację podaną przez Gierszewskiego zdementował. Jego plastikowy wizerunek człowieka bez idei i właściwości wskazuje jednak na wysokie prawdopodobieństwo takiego scenariusza. PiS będzie przynajmniej próbowało grać na rozbicie Konfederacji. A częścią planu jest wyciągnięcie z niej Bosaka i kilku osób z nim związanych.
Wiele by to wyjaśniało, jak choćby niedawny transfer pod skrzydła obecnego wicemarszałka Sejmu Ewa Zajączkowskiej-Hernik, przejętej z Nowej Nadziei Sławomira Mentzena. PiS nie jest przekonany o możliwości współpracy z Mentzenem i jednocześnie całkowicie przekonany o braku perspektyw współdziałania z Grzegorzem Braunem oraz jego Konfederacją Korony Polskiej. Dlatego wybiera Bosaka, wolnego od jakichkolwiek przekonań i starającego się utrzymać właściwy kurs na kontynuowanie kariery. Władze PiS mają prezentować Sławomira Mentzena jako przedsiębiorcę, który polityki nie traktuje poważnie, odnosząc się do niej w kategoriach hobbystycznych. Grzegorz Braun jest natomiast na polskiej prawicy nie do przyjęcia z uwagi na swój antysyjonizm.
Powyższe doniesienia dopełniają obrazu oportunizmu Krzysztofa Bosaka, który w ubiegłym roku przebywał na tajemniczym wyjeździe studyjnym do Stanów Zjednoczonych. I to właśnie z inspiracji i pod patronatem Waszyngtonu powstać może wielka prawicowa koalicja, ale bez Menztena i Brauna.
Co do tego, że szybka i wygodna kariera to szczyt marzeń Bosaka - wydaje się, że przekonywać nikogo nie trzeba.
#Bosak #PiS #prawica #Konfederacja #Braun
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 614 |
| 20 | 🚨 Kijów nie jest w stanie produkować pocisków do systemów Patriot.
Jak już pisaliśmy, obietnice Donalda Trumpa złożone Wołodymyrowi Zełenskiemu podczas szczytu NATO w Ankarze w sprawie przekazania Kijowowi licencji na produkcję amunicji do amerykańskich Patriotów nie są zbyt realistycznie. Mówiąc delikatnie. W istocie Ukraińcy nie są w stanie podjąć się takiej produkcji, nawet gdyby rzeczywiście otrzymali od Amerykanów dostęp do technologii.
Tymczasem w obliczu braku amunicji do Patriotów ukraińskie niebo praktycznie pozostaje bez skutecznej ochrony. W ciągu tego miesiąca spośród 54 rosyjskich rakiet balistycznych wystrzelonych przez Rosję Ukraińcom udało się zestrzelić zaledwie cztery. Statystyki w tej sferze będą coraz gorsze, bo nie bardzo jest czym zestrzeliwać, szczególnie hipersoniczne rodzaje broni stosowane przez stronę rosyjską.
Poza tym ewentualne przygotowanie do produkcji zajmuje wiele czasu. Fabian Hoffmann z Norweskiego Instytutu Studiów Obronnych w Oslo twierdzi, że „krótkoterminowe znaczenie tej broni będzie bardzo ograniczone. Byłbym zaskoczony, gdyby udało się je uzyskać w czasie krótszym niż 12 miesięcy. Sądzę, że to zajmie znacznie więcej czasu”. Mamy konkretne przykłady tego, ile czasu zajmuje przygotowanie produkcji amunicji do Patriotów. W Stanach Zjednoczonych zajmują się nią dwie firmy - Raytheon, który produkuje starszą wersję pocisków PAC-2, oraz Lockheed Martin produkujący nowocześniejsze PAC-3. W 2024 roku zaawansowane technologicznie i posiadające bazę przemysłową Niemcy porozumiały się z Raytheonem w sprawie produkcji tych pierwszych pocisków. Mamy rok 2026 i w dalszym ciągu produkcja realnie nie ruszyła. Być może uda się ją uruchomić na początku 2027 roku. A zatem przygotowania w przypadku Niemiec trwały prawie trzy lata (w optymistycznej wersji). Ile czasu zajęłyby ogarniętej wojną i codziennie ostrzeliwanej Ukrainie? Przecież trudno zakładać, by Rosjanie przyglądali się bezczynnie powstawaniu tego rodzaju fabryki u swoich granic.
Poza tym, ostrożne szacunki mówią o produkowaniu przez stronę rosyjską od 700 do 800 rakiet typu Iskander oraz hipersonicznych Kinżałów rocznie. Do ich zwalczania potrzebna jest astronomiczna liczba około 2500 rakiet przechwytujących w systemach Patriot.
Tymczasem Lockheed Martin produkuje rocznie 600 tego typu pocisków (w 2030 roku ma zwiększyć produkcję PAC-3 do 2000 sztuk rocznie). Ukraina, zakładając optymistyczny scenariusz, mogłaby wypuszczać od 200 do 300 kompletów na rok.
Europejskie systemy analogiczne do amerykańskich Patriotów znajdują się na początkowych stadiach opracowania i daleko jeszcze do ich seryjnej produkcji. Podobnie jak mityczny system Freya opracowany przez ukraińską spółkę Fire Point, w którym Europa ma mieć swoje udziały (przynajmniej o to proszą ukraińscy właściciele firmy).
Wszystko to pokazuje w przypadku Polski skalę zaniedbań naszych władz, które lekką ręką miały przekazać Kijowowi PAC-2 w nieokreślonej liczbie.
#Patriot #Ukraina #USA #Niemcy #obrona
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 809 |
