Bieg myśli
Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze. @Bieg_mysli_bot
نمایش بیشتر📈 تحلیل کانال تلگرام Bieg myśli
کانال Bieg myśli (@bieg_mysli) در بخش زبانی لهستانی بازیگری فعال است. در حال حاضر جامعه شامل 19 659 مشترک است و جایگاه 2 946 را در دسته سیاست و رتبه 81 را در منطقه بولندا دارد.
📊 شاخصهای مخاطب و پویایی
از زمان ایجاد در невідомо، پروژه رشد سریعی داشته و 19 659 مشترک جذب کرده است.
بر اساس آخرین دادهها در تاریخ 07 ژوئیه, 2026، کانال فعالیت پایداری دارد. در ۳۰ روز گذشته تغییر اعضا برابر 1 176 و در ۲۴ ساعت گذشته برابر 90 بوده و همچنان دسترسی گستردهای حفظ شده است.
- وضعیت تأیید: تأیید نشده
- نرخ تعامل (ER): میانگین تعامل مخاطب 20.33% است و در ۲۴ ساعت نخست پس از انتشار، محتوا معمولاً 17.69% واکنش نسبت به کل مشترکان کسب میکند.
- دسترسی پستها: هر پست به طور میانگین 3 990 بازدید دریافت میکند. در اولین روز معمولاً 3 472 بازدید جمعآوری میشود.
- واکنشها و تعامل: مخاطبان بهطور فعال حمایت میکنند؛ میانگین واکنش به هر پست 195 است.
📝 توضیح و سیاست محتوایی
نویسنده این فضا را محل بیان دیدگاههای شخصی توصیف میکند:
“Krytycznie myślimy i zachęcamy do tego innych. Analizy, polemiki i dyskusje o tym, co najważniejsze.
@Bieg_mysli_bot”
به لطف بهروزرسانیهای پرتکرار (آخرین داده در تاریخ 08 ژوئیه, 2026)، کانال همواره بهروز و دارای دسترسی بالاست. تحلیلها نشان میدهد مخاطبان بهطور فعال با محتوا تعامل دارند و آن را به نقطه اثرگذاری مهم در دسته سیاست تبدیل کردهاند.
در حال بارگیری داده...
| تاریخ | رشد مشترکین | اشارات | کانالها | |
| 08 ژوئیه | +30 | |||
| 07 ژوئیه | +99 | |||
| 06 ژوئیه | 0 | |||
| 05 ژوئیه | 0 | |||
| 04 ژوئیه | +56 | |||
| 03 ژوئیه | +82 | |||
| 02 ژوئیه | 0 | |||
| 01 ژوئیه | 0 |
| 2 | 🚨 Amerykanie znów uderzyli w południowym Iranie.
I po raz kolejny mieliśmy uderzenia w cele położone nad Cieśniną Ormuz - na wyspie Keszm i w Bandar Abbas. Nie wiadomo, jakie były ich realne skutki.
Ale z pewnością mamy kolejne naruszenie rozejmu, zawieszenia broni, które staje się już kompletną fikcją. Niby obowiązuje od kwietnia, ale w rzeczywistości naruszane jest regularnie.
Amerykańskie dowództwo CENTCOM twierdzi, że powodem ataków odwetowych US Army jest ostrzeliwanie przez Iran statków cywilnych przepływających przez cieśninę, a zatem faktyczny brak zgody Irańczyków na ultimatum USA w sprawie odblokowania żeglugi. Irańczycy z kolei utrzymują, że ich działania skierowane są przede wszystkim przeciwko bazom i instalacjom wojskowym Stanów Zjednoczonych w regionie oraz aktywom izraelskim. Było do przewidzenia, że tego rodzaju starcia eskalować będą w dniach ceremonii pogrzebowych ajatollaha i najwyższego przywódcy Alego Chameneiego, uznawanego w Teheranie za męczennika.
Jakie są rzeczywiste źródła fikcyjności i iluzoryczności zawieszenia broni sygnowanego przez wiceprezydenta USA J. D. Vance’a? Przede wszystkim można wyróżnić dwa i oba związane są z brakiem rozstrzygnięć w kluczowych dla każdej ze stron kwestiach:
1) Stany Zjednoczone nie wynegocjowały z Iranem konkretnych warunków żeglowności Cieśniny Ormuz; Teheran wbrew presji Waszyngtonu uznał, że będzie nadal kontrolował i pobierał opłaty od jednostek pływających przez ten wąski korytarz wiodący do / z Zatoki Perskiej;
2) Iran nadal nie wymusił na USA wycofania ich baz wojskowych z regionu, choć ten postulat pojawiał się konsekwentnie w kolejnych deklaracjach Teheranu.
W porównaniu z tymi dwoma kwestiami problematyka dążenia do pozyskania broni atomowej przez republikę islamską wydaje się sprawą drugorzędną. Nikt do tej pory nawet nie przeszedł do dyskusji nad nią, które były przecież wcześniej zapowiadane. Źródła i podstawowe przyczyny konfliktu w regionie są nadal aktualne, choć agresor opadł z sił na tyle, że atakować może jedynie sporadycznie z powietrza.
#Iran #USA #CENTCOM #wojna #Ormuz
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 1 029 |
| 3 | 🚨 Gontarczyk w obronie UPA.
To musiało nastąpić. Prędzej czy później historycy z chowu IPN, a w szczególności jego zideologizowanego, „antykomunistycznego” skrzydła, musieli zająć stanowisko usprawiedliwiające zbrodnię ludobójstwa i działania ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej.
Zrobił to jako pierwszy Piotr Gontarczyk, od lat uznawany za niezmordowanego tropiciela wszelkich realnych i domniemanych komunistów w naszych dziejach oraz osądzający zbrodnie kwalifikowane przez niego jako „komunistyczne”. Zrównanie UPA / OUN z polskim podziemiem antykomunistycznym czasów powojennych bazuje na przekonaniu, że wszystkie te formacje za największego wroga uznawały Związek Radziecki, chociaż w przypadku nacjonalistów ukraińskich równie eksponowaną pozycję na liście przeciwników zajmowali również Polacy. Nie chodziło przy tym o mordowanie polskich żołnierzy, partyzantów, oddziałów samoobrony czy uzbrojonych osadników na Wołyniu. Mordowano kobiety, dzieci, starców - dlatego mówimy w sensie prawnym o jednoznacznej kwalifikacji: zbrodni ludobójstwa.
„To nie zmienia faktu, że Ukraińską Armię Powstańczą trzeba traktować jako formację niepodległościową, której celem była ’samostijna Ukraina’. O nią przyszło się zmierzyć członkom UPA przede wszystkim z Sowietami, ale niestety za swych wrogów nacjonaliści ukraińscy uznali też zamieszkujących Wołyń Polaków. Tyle że to jeszcze nie powód, żeby uznać ją za formację zbrodniczą”
- pisze Gontarczyk. A zatem wrogowie zagrażający owej samostijnej to niemowlęta i ciężarne kobiety. Historyk z IPN najwyraźniej nie odrobił lekcji: nie przeczytał setek kart wspomnień o tym, co wydarzyło się na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, spisanych przez świadków i ocaleńców.
„Polskie podziemie także po wojnie likwidowało różnych aktywistów, zdrajców i ukrytych konfidentów w ramach regularnej samoobrony własnych szeregów, siatki współpracowników w terenie i polskiej ludności. Te ofiary potem w raportach MO i UB były klasyfikowane jako zwykli chłopi”
- twierdzi Gontarczyk, porównując działalność tzw. żołnierzy wyklętych z UPA. Możliwości są dwie: albo historyk z IPN uznaje, że owi wyklęci byli zbrodniarzami, mordującymi niewinną ludność cywilną; albo w istocie porównuje logikę działania tych formacji w sposób całkowicie od wszelkich ciągów logicznych oddalony. Na dodatek kłamie, stwierdzając, że polskie podziemie powojenne nie zabijało niewinnych chłopów. Owszem, zabijało, bo przecież to wielu z tych chłopów stanowiło po 1945 roku znaczny odsetek funkcjonariuszy milicji czy sił bezpieczeństwa.
Po kuriozalnym występie Kazimierza Wóycickiego mamy zatem jego antykomunistyczny odpowiednik, podpierany autorytetem Instytutu Pamięci Narodowej.
#UPA #ludobójstwo #Gontarczyk #IPN #zbrodnie
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 831 |
| 4 | 🚨 Niderlandy nie mają już możliwości wspierania Ukrainy.
Podczas szczytu NATO w Ankarze kolejne kraje Zachodu zadeklarowały, że nie są już w stanie wspierać Ukrainy dostawami sprzętu wojskowego. Mogą się wprawdzie zbroić, ale na własne potrzeby, cześciowo uzupełniając wyczerpane wojną na Ukrainie zapasy.
Z takim oświadczeniem wystąpiła na przykład minister obrony Holandii Dilan Yeşilgöz-Zegerius. Polityk ta jest obecnie również wicepremierem niderlandzkiego rządu, urodziła się w Ankarze w rodzinie turecko-kurdyjskiej, a w obecnym gabinecie w Hadze reprezentuje Partię Ludową na rzecz Wolności i Demokracji (VVD). Jej liberalna formacja polityczna zaliczana była do najbardziej prowojennych ugrupowań w Europie Zachodniej.
Yeşilgöz-Zegerius poinformowała, że Holandia przekazała już Kijowowi sprzęt o wartości 9,1 mld euro i stanowi to granice możliwości finansowych oraz sprzętowych tego kraju. Od tej pory Holendrzy nie zamierzają wydawać kolejnych środków na zbrojenia Ukrainy, lecz zwiększą nakłady na uzupełnienie własnych braków uzbrojenia, przeznaczając na ten cel dodatkowe 3 mld euro.
Szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego w Ankarze pokazuje dość wyraźnie, że kraje Zachodu wyczerpały już większość swoich zasobów do prowadzenia wojny zastępczej z Rosją na Ukrainie. Stanowi też dowód na to, że amerykański plan przerzucenia całości ciężarów prowadzenia wojny na kraje europejskie NATO może się nie powieść. Tym bardziej dalsze losy ewentualnych rozmów i porozumień pokojowych zależeć będą od samego Waszyngtonu, a nie od jego europejskich satelitów.
Zachód wyczerpany jest nie tylko przemysłowo i sprzętowe, ale również finansowo. Nie stać go na zakupy broni amerykańskiej dla Kijowa, nawet gdyby Amerykanie mieli odpowiednie zdolności produkcyjne (mają ich coraz mniej). Wszystko to świadczyć może o perspektywie wygasania konfliktu w dotychczasowej postaci, choć trudno uwierzyć, by Zachód nagle przyznał obiektywnie, że nie jest w stanie zwycięsko skonfrontować się z Rosją. Prawdopodobnie poszukiwana będzie po prostu nowa, tańsza taktyka walki z Rosjanami, być może przy użyciu technologii, w których Zachód wciąż odczuwa swoją przewagę.
W tych warunkach Polska powinna zdecydowanie dołączyć do grupy krajów europejskich, które nie zamierzają wyrzucać ani jednego euro więcej na rzecz Kijowa. Jedynie to może uratować nas wszystkich przed wciąż grożącą nam eskalacją.
#Holandia #obrona #wojsko #zbrojenia #NATO
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 915 |
| 5 | 🚨 J. D. Vance chce kontynuować ruch MAGA.
Zdaje sobie sprawę, że właśnie trumpizm w pierwotnej postaci przyniósł jego pryncypałowi i jemu sukces polityczny. Vance sukces ten chciałby, mając zaledwie 41 lat, z pewnością kontynuować. Pytanie o nominacje republikańskie w wyborach prezydenckich zaplanowanych na 2028 rok postawione zostanie zapewne jednak dopiero jesienią, gdy poznamy wyniki wyborów cząstkowych do amerykańskiego Kongresu i znane będą już realne trendy wyborcze.
Vance jednak najwyraźniej już zaczyna promowanie swojej kandydatury w wyścigu prezydenckim. Mają mu w tym pomagać m. in. kolejne publikacje książkowe. Po autobiograficznej „Hillybilly Elegy”, która odniosła ogromny sukces w 2016 roku i, ukazując życiowe problemy depresyjnych ekonomicznie stanów w Appalachach i w tzw. pasie rdzy, zekranizowana została przez Netflix; Vance ogłosił, że wkrótce ukaże się jego nowa praca książkowa - „Communion”, tym razem o jego przejściu na katolicyzm, do którego doszło w 2019 roku.
Amerykański wiceprezydent jako katolicki konwertyta prezentuje dość oryginalne jak na tamtejszych republikanów poglądy społeczne i ekonomiczne (kiedyś zresztą plasowały go one bardziej w gronie Demokratów). Otóż widać wyraźnie, że obcy jest mu indywidualistyczny libertarianizm, którego instynktownym wyznawcą jest prawdopodobnie również Donald Trump (jak twierdzą jego bliscy współpracownicy, prezydent USA w życiu nie przeczytał ani jednej książki, więc jego przemyślenia mogą mieć jedynie charakter intuicyjny bądź stanowić zbiór anegdot biznesowych).
Vance tymczasem najwyraźniej jest pod wrażeniem katolickiej nauki społecznej. Odnosi się do jej twórcy, papieża Leona XIII oraz jego encykliki Rerum novarum, choć zapewne znane mu są również inne wystąpienia hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego. Ciekawe, swoją drogą, jaki ma pogląd na encyklikę Magnifica humanitas, papieża - Amerykanina Leona XIV, która jest przecież swoistą polemiką z ideami techno-prawicy, czyli jego bliskiego zaplecza w administracji prezydenckiej oraz jej otoczeniu. Vance twierdzi bowiem, że zdrowa gospodarka „wymaga umiejętnej międzynarodowej polityki gospodarczej, zorganizowanej wokół produkcji kluczowych dóbr i najważniejszych sektorów przemysłu.
eżeli mamy gospodarkę skoncentrowaną na konsumpcji, nie możemy się dziwić, że będziemy mieli do czynienia z atrofią umiejętności pracowników i zanikiem bazy wytwórczej”. Jak to się ma do transhumanistycznych i posthumanistycznych teorii Petera Thiela czy Alexandra Karpa? Widzimy tu sporą sprzeczność.
W wypowiedziach Vance’a, który opowiadał się wcześniej za rezygnacją z interwencjonizmu zbrojnego oraz wycofaniem się Stanów Zjednoczonych z prowadzonych przez nie wojen, zadziwiać może również dość daleko idące twierdzenie, że wojna na Ukrainie przynosi pewne sukcesy stronie ukraińskiej i porażki Rosjan dzięki wsparciu amerykańskiemu ukraińskiej obrony. Vance uważa, że nie mają większego znaczenia sukcesy lądowe Moskwy, uznając za ważniejsze uderzenia dronowe Kijowa na terytorium Rosji. W jego przekonaniu może to zmusić Kreml do rokowań na lepszych dla Waszyngtonu i Kijowa warunkach.
Czyżby koniec zwolennika MAGA i powrót do interwencjonizmu? Zakładamy, że Vance może jeszcze wielokrotnie zmieniać poglądy, które bywają oryginalne, ale przede wszystkim są dość labilne.
#Vance #katolicyzm #gospodarka #Rosja #Ukraina
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 927 |
| 6 | 🚨 Narasta wrogość do Ukraińców.
W kolejnych sondażach coraz wyraźniejsza jest wrogość rosnącej liczby Polaków wobec imigrantów z Ukrainy. Jest to przy tym zjawisko normalne, którego należało się od dawna spodziewać.
Spowodowała je przede wszystkim liczebność mniejszości ukraińskiej w Polsce. Przyczyniły się do niego również kolejne kroki polityczne rządów w Warszawie, przede wszystkim specustawa nadająca przybyszom z Ukrainy szereg przywilejów w porównaniu z obywatelami polskimi (dopiero niedawno jej zapisy zostały stopniowo nieco złagodzone). Innego zdania jest przy tym socjolog Przemysław Sadura współpracujący z „Krytyką Polityczną”.
„Polskie państwo wysyła w tym momencie sygnały idące w inną stronę - z jednej strony wygaszenie specustawy, czyli tak naprawdę ograniczenie części Ukraińcom dostępu do niektórych świadczeń i usług publicznych, z drugiej strony te przypadki deportacji (...) za jakieś drobne wykroczenia. To jak mają się czuć Ukraińcy w Polsce?”
- twierdzi. Nie widzi zatem - mimo, iż jest socjologiem - żadnego związku między kwestiami uprzywilejowania mniejszości a stosunkiem do niej większości.
„To nie jest wysyłanie sygnału: jesteście mile widziani. I stąd te zachowania Ukraińców, którzy mówią, że coraz częściej starają się nie odzywać po ukraińsku w miejscach publicznych, że zaczynają odczuwać taką presję zewnętrzną”
- peroruje dalej Sadura. Bo nie są mile widziani. Społeczeństwo polskie wykazuje odruch obronny, chcąc pozostać społeczeństwem monokulturowym i uznając tą monokulturowość za wartość. Nie sposób odmówić Polakom prawa do takiego poglądu i decydowania o losach własnego kraju w taki sposób, by czuli się w nim po prostu dobrze.
Sadura słusznie jednak przewiduje, że na tle narodowościowym może dojść do starć między Polakami a ukraińskimi imigrantami.
„W najgorszym scenariuszu, jeżeli ciągle państwo nie będzie reagowało na coraz bardziej radykalne zachowania polityków prawicy, jak doprowadzimy do budowania tych nastrojów, to zbudujemy już taką sytuację przedpogromową i to się może wyrwać spod kontroli”
- ocenia. Jeśli tak się stanie, dużą część odpowiedzialności za to ponosić będą politycy, przede wszystkim epatujący dziś prymitywnym antyukrainizmem ludzie PiS, ale także, a może w szczególności Zełenski, który gloryfikacją banderyzmu otworzył puszkę Pandory.
Najbardziej żenujący w ustach socjologa jest jednak ostatni passus:
„ze wzrostu niechęci między społeczeństwami polskimi i ukraińskim cieszyć się może tylko Rosja”.
Jakby to nastroje w Moskwie były głównym kryterium decyzji politycznych w Warszawie.
#Ukraińcy #konflikt #mniejszość #Polska #Sadura | 2 954 |
| 7 | 3️⃣ Musimy przyzwyczaić się do wojny. Cz. 3.
Andriej Bezrukow, wykładowca MGIMO i były pułkownik rosyjskiego wywiadu, twierdzi, że jednym z głównych celów współczesnych konfliktów są także ludzie. Może nie wszyscy, ale na pewno wyselekcjonowane jednostki, które stanowią o potencjale atakowanego kraju.
„Na przykład praktyka Izraela i Stanów Zjednoczonych pokazuje, iż widać ich skoncentrowanie się na niszczeniu infrastruktury krytycznej oraz fizycznej likwidacji najbardziej cennych ’aktywów ludzkich’ przeciwnika - naukowców, liderów opinii, znanych działaczy państwowych”
- pisze Bezrukow. Metody eliminacji owych aktywów ludzkich mogą być bardzo różne. Precyzyjne zamachy i chirurgiczne uderzenia zapewniają współczesne technologie, przed którymi niezwykle trudno się obronić.
„Wszystkie telefony komórkowe, routery, wieże telekomunikacyjne i kamery monitoringu mogą być kontrolowane z zewnątrz, co wraz z możliwościami analizy mas stale gromadzonych danych sprawia, że każdy człowiek jest zakładnikiem, szczególnie jeśli stanowi wartość z punktu widzenia przeciwnika”
- przestrzega.
Ewidentny przykład takiego podejścia widoczny był w Izraelu, który zarówno w Palestynie, jak i w Libanie, zdolny był do precyzyjnego namierzania i zabijania istotnych postaci z szeregów Hamasu czy Hezbollahu. Są jeszcze technologie mniej wybiórcze, jak choćby udoskonalane coraz bardziej różne rodzaje broni biologicznej;
„broń chemiczna, która pojawiła się ponad sto lat temu, nie została wykorzystana na szerszą skalę w związku z jej brakiem selektywności, jednak broń biologiczna (z uwzględnieniem ogromnego postępu w genetyce) może być wykorzystywana selektywnie - przeciwko ludziom z określonej grupy etnicznej, rasy, typu genetycznego czy przyjmujących określone preparaty itd.”.
W tej sytuacji traci wszelki sens podział na żołnierzy i cywilów. Każdy może stać się celem działań przeciwnika i odwrotnie - każdy może stanąć do walki z nim na określonym odcinku.
„Dzielenie ludności na część walczącą i niewalczącą traci sens - urzędnik wprowadzający sankcje, wskutek których umrą tysiące dzieci, czy złodziej z call-center okradający emerytów - istota ich działalności niczym nie różni się od skazanych za ludobójstwo podsądnych trybunału norymberskiego czy maruderów”
- twierdzi Bezrukow. Z wojną musimy się zatem nauczyć żyć. Wszyscy. Ta wojna już w zasadzie trwa, ale nie jest tak spektakularna i dająca się wyodrębnić czasowo jak wojny poprzednie, prowadzone bardziej tradycyjnymi metodami.
Bezrukow pisze też o różnych strategiach stosowanych przez Zachód.
„Podczas gdy Europa i Izrael wzięły na siebie rolę podżegaczy wojennych, którzy zerwali się z łańcucha, Stany Zjednoczone udają negocjacje, proponując na nich ’marchewkę’ w postaci porozumień, których i tak nikt nie będzie mógł ani chciał przestrzegać. Mimo istniejących różnic poglądów, na Zachodzie wychodzą z następującego założenia: im dłużej trwa wojna na Ukrainie, tym więcej będą mieli czasu na zmobilizowanie swojego potencjału militarno-przemysłowego i przygotowania uderzenia na Rosję na nowym poziomie koncepcyjnym i technologicznym”
- twierdzi. Wojna jest zatem w interesie największych graczy zachodnich.
Rosja tymczasem, zdaniem Bezrukowa, wykazywała zbyt małą stanowczość w sferze reagowania na naruszenie przez Zachód kolejnych kreślonych przez nią samą „czerwonych linii”. Największym problemem Moskwy jest to, że na Zachodzie przestano się jej obawiać. Zbyt mocno niektórzy przedstawiciele rosyjskiej klasy politycznej chcieli, by ich w świecie zachodnim polubiono.
#Bezrukow #wojna #terroryzm #Rosja #Zachód
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 961 |
| 8 | 2️⃣ Musimy przyzwyczaić się do wojny. Cz. 2.
Andriej Bezrukow, były oficer rosyjskiego wywiadu, analizuje rzeczywistość wojny, która już trwa i która najwyraźniej ma charakter totalny, obejmując wszystkie sfery życia i grupy społeczne. Zakreśla też główne cele, które w tej wojnie ma przeciwnik.
Nie chodzi o wojnę w wydaniu klasycznym, jak z kart słynnych rozważań von Clausewitza. Współczesna konfrontacja nabiera charakteru permanentnego i obliczona jest na osłabianie drugiej strony przez działania nieoczywiste, często nie mające zbyt wiele wspólnego z kwestiami militarnymi. O hierarchii celów, jaka pojawia się we współczesnych konfliktach, mogliśmy przekonać się podczas ostatnich wojen, czy to na Ukrainie, czy to na Bliskim Wschodzie.
„Jeżeli za zadanie uznajemy destabilizację przeciwnika, podstawowymi celami stają się systemy zabezpieczające jego funkcjonowanie oraz struktury zarządzania społeczeństwem, czyli kluczowe osoby w tych systemach. Do obiektów wrażliwych zaliczyć można skomplikowane zakłady przemysłowe stosujące wysoko rozwinięte technologie, szczególnie działające w sektorze obronnym, które nie mogą powstawać w dużych liczbach. Współczesne społeczeństwa, pozbawione kluczowych obiektów energetycznych, transportu i łączności, nie są w stanie funkcjonować”
- czytamy w tekście rosyjskiego analityka. Warto o tym pamiętać, gdy zastanawiamy się nad naszym własnym bezpieczeństwem lub analizujemy przebieg potencjalnego konfliktu z naszym udziałem. Jest na to pewien sposób - przeniesienie kluczowych obiektów do ukrytych głęboko pod ziemią schronów.
„Zbiorniki ropy naftowej, pompy, generacja elektryczności i transformatory, a także bazy danych powinny zostać przeniesione do umocnionych specjalnie obiektów pod ziemią, podobnie jak praktykuje się to z blokami elektrowni atomowych. Sieć transportowa i elektroenergetyczna powinna mieć charakter rozproszony, bez większych punktów węzłowych. To samo dotyczy szczególnie ważnych ośrodków produkcji, które powinny ponadto mieć obiekty zapasowe w innych, możliwie odległych regionach. Standardy budowlane powinny zakładać obowiązek budowy schronów w podziemnych pomieszczeniach, podobnie jak było w ZSRR czy obecnie w Izraelu”
- postuluje Andriej Bezrukow.
Wymaga to ogromnych inwestycji, a przede wszystkim odpowiedniego planowania. Dlatego, jak przekonuje były oficer wywiadu, należy zerwać z oddzielaniem sfery bezpieczeństwa i obrony od innych dziedzin życia. Przepisy dotyczące życia cywilnego powinny brać pod uwagę również problematykę ewentualnego zagrożenia atakiem. Zresztą ten atak, jak pokazuje praktyka ostatnich lat, wcale też nie musi pochodzić od regularnych sił zbrojnych. Bezrukow podaje jako przykład operację „Pajęczyna” zrealizowaną przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), prawdopodobnie z udziałem czy koordynacją brytyjską.
Przypomnijmy, że wystarczy przerzucenie na terytorium przeciwnika grup dywersyjnych z coraz powszechniej dostępnymi dronami i wystrzelenie ich z odpowiednich lokalizacji.
Cdn.
#bezpieczeństwo #wojna #Bezrukow #Rosja #strategia
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 969 |
| 9 | 1️⃣ Musimy przyzwyczaić się do wojny. Cz. 1.
Tak twierdzi były pułkownik rosyjskiego wywiadu, a obecnie prezes Zrzeszenia Eksportu Suwerenności Technologicznej i profesor Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) Andriej Bezrukow. Jego analizy i prognozy od lat budzą spore zainteresowanie.
Bezrukow dostrzega trzy najważniejsze stojące obecnie przed Rosją wyzwania:
1) zmiana pokoleniowa elity władzy, do której niebawem będzie musiało dojść;
2) transformacja światowej gospodarki, która może poskutkować spadkiem znaczenia bezy surowcowej posiadanej przez Rosję; 3) walka o wyznaczenie nowych stref wpływów na świecie, która już się rozpoczęła.
Bezrukow konstatuje fakt: obecne klasy rządzące na Zachodzie nie są w stanie pogodzić się z utratą wieloletniej dominacji i w dalszym ciągu próbują zachować hegemonię w wielu sferach. Dlatego reagują agresywnie, próbując wzniecać kolejne konflikty i doprowadzać do osłabiania nowych ośrodków siły na świecie.
„Jedyną realną alternatywą dla elit zachodnich, które same zagnały się w pułapkę jest wojna, która pozwoli uzasadnić straty i nieco dłużej zachować władzę. A jeśli im się poszczęści - powstrzymać konkurentów i stworzyć system globalnej kontroli opartej na nowych technologiach cyfrowych. To właśnie ta logika doprowadziła już do wojny na Ukrainie i w Iranie”
- pisze pułkownik wywiadu w stanie spoczynku. Mamy zatem do czynienia z najbardziej niebezpiecznym etapem schyłkowości dominacji Zachodu, w którym poziom desperacji stojących za nim grup rośnie na tyle mocno, że mogą one podejmować najbardziej destruktywne dla siebie, ale też dla całej ludzkości działania.
Niezmienna pozostaje zaś w tym kontekście strategia Stanów Zjednoczonych. Bezrukow nie wierzy w ich dobrą wolę i manifestowany na zewnątrz pragmatyzm.
„Dla Stanów Zjednoczonych wojny te stanowią unikalną okazję, by zrobić jeszcze raz to, co już dwukrotnie uczyniły w XX wieku - osłabić Unię Europejską i Rosję ich własnymi rękoma, a do tego zdestabilizować Chiny i inne rozwijające się kraje Eurazji, wykorzystując tą nadzwyczajną sytuację do odnowienia idei amerykańskiego ’miasta na wzgórzu’” -
pisze.
Jak rosyjski ekspert ocenia w tym kontekście sytuację, w której jego kraj znalazł się na Ukrainie?
„Problemem Rosji w tym konflikcie jest to, że jest ona osamotniona. Światowa większość przychylna wobec naszego kraju jeszcze nie uświadomiła sobie wspólnoty interesów. Cel Iranu ograniczony jest do przetrwania. Chiny i Indie próbują za wszelką cenę uniknąć konfliktu z Zachodem, uznając, że czasy ich przywództwa nadejdą same z siebie. Dla Chin przedłużające się zaangażowanie USA w konflikty daje jeszcze trochę czasu, by mogły spokojnie wzmacniać swą pozycję; jednocześnie Pekin zarabia na eksporcie do walczących ze sobą stron i zniżkach na surowce rosyjskie”
- twierdzi Bezrukow. I zapewne ma rację: Moskwa faktycznie okazała się w awangardzie konfliktu z Zachodem, którego inni przedstawiciele Globalnego Południa chcieli uniknąć. Nie stało się tak - dodajmy - na mocy jej własnej decyzji czy wyboru. Została ona raczej wyselekcjonowana przez Zachód jako pierwsze z pól globalnego konfliktu z powodu jej spodziewanego braku odporności na ciosy.
Cdn.
#geopolityka #Zachód #Rosja #wojna #Bezrukow
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 013 |
| 10 | 🚨 ABW walczy z krytykami Zełenskiego?
Mamy niby nowy rozdział w stosunkach polsko-ukraińskich, w którym Zełenski i jego ekipa przestali cieszyć się niezasłużonym immunitetem na krytykę. Powodów jest wiele: od lansowania neobanderyzmu, które stało się już czymś powszechnie oczywistym po decyzji o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „bohaterów UPA”; po kolejne doniesienia mediów oraz służb ukraińskich na temat korupcji obejmującej najbliższe grono zaufanych byłego komika z Krzywego Rogu.
Tymczasem Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego chwali się niebywałym „sukcesem”. Miała wykryć, rozbić i deportować członków ukraińsko-białoruskiej siatki organizującej w polskich miastach demonstracje krytyczne wobec poziomu skorumpowania Kijowa i uderzające w Zełenskiego. Powód: rzekome finansowanie tych demonstracji przez rosyjski wywiad.
„To przykład działań poniżej progu klasycznej agresji, których celem jest rozbijanie zaufania społecznego, podsycanie napięć i wykorzystywanie osób uciekających przed wojną jako narzędzia rosyjskiej operacji wpływu”
- oznajmiła bezpieka. Spróbujmy dokonać rzeczy niemożliwej i zinterpretować ten bełkot. O „rozbijaniu zaufania społecznego” nie może być mowy, bo Polacy i Ukraińcy jednakowo negatywnie oceniają działalność Zełenskiego i jego kliki. „Podsycanie napięć”? Jak tu ich nie podsycać? Może z pretensjami w tej sprawie ABW powinna się zwrócić do przedstawicieli ukraińskich służb antykorupcyjnych, które najwyraźniej kreują „napięcia”, realizując swoje ustawowe zadanie polegające na walce z patologią i korupcją (oczywiście nie robią tego z poczucia obowiązku, lecz raczej na zlecenie polityczne, ale to już odrębna kwestia - żaden z dotychczasowych ukraińskich rządów nie był wolny od starć wewnętrznych, a teraz dochodzą do tego jeszcze zlecenia mających odmienne interesy sponsorów zewnętrznych). No i wreszcie Rosja - ona nie musi na nic szczególnie wpływać, bo w Kijowie i tak panuje chaos, który dyktatorskimi, czasem terrorystycznymi (zobacz: niedawny zamach w Monako) metodami próbuje okiełznać ekipa Zełenskiego.
Wszelka działalność publiczna jest od lat na Ukrainie zajęciem komercyjnym. Nic zatem dziwnego, że stowarzyszenia i fundacje założone przez przebywających u nas Ukraińców również od takiego biznesu nie stronią. ABW o tym doskonale wie, a jeśli nie wie - to tym gorzej o niej świadczy. Podkreślmy również, że deportowanie z Polski osób mających rzekomo realizować zlecenia obcego wywiadu świadczy ewidentnie, że żadnego obcego wywiadu w tych inicjatywach nie było; chyba że była to któraś ze służb ukraińskich prowadząca wewnętrzne rozgrywki wśród Ukraińców.
Może być jeszcze gorzej. Nie możemy wykluczyć, że w całej sprawie to polska bezpieka dostała zlecenie z Kijowa, by ukrócić działalność jakiejś grupy opozycyjnej wobec Zełenskiego. Sądząc po dotychczasowej praktyce podporządkowania ABW „partnerom” z Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), nie możemy i tego wykluczyć.
#ABW #Ukraina #demonstracje #Ukraińcy #Zełenski
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 2 978 |
| 11 | 🚨 Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak z powietrza na Kijów.
Większość naszych mediów głównego nurtu zauważa jedynie ataki ukraińskie w głębi terytorium Rosji. Ich etap zaangażowania emocjonalnego w wojnę prowadzi do tego, że nierzadko ich przedstawiciele cieszą się wręcz z rosyjskich ofiar. Gdy atak przeprowadzają Rosjanie, zauważane są u nas jedynie ofiary cywilne, a sama skuteczność uderzeń poddawana jest w wątpliwość.
Wpisuje się to w przekazy Andrieja Kowalenki, szefa ukraińskiego Ośrodka Przeciwdziałania Dezinformacji, który dwoi się i troi, by pokazać, że kolejne uderzenia rosyjskie to jedynie pokaz siły organizowany z przyczyn wizerunkowych i nie odnoszący żadnych realnych efektów o charakterze militarnym. Pozostawmy jednak na boku Kowalenkę i jego pudła rezonansowe w mediach polskich. Przyjrzyjmy się obiektywnie, potwierdzanym przez źródła obu stron, skutkom dzisiejszego ataku na Kijów (piszemy jedynie o tych, o których nieco więcej się dowiedzieliśmy). Rosjanie wykorzystali do ataku cały szereg różnych rodzajów broni - od dronów Gerań-3 po rakiety Kalibr, Cirkon, Iskander-M oraz Ch-101. Uderzenie nosiło więc zmasowany charakter. Trafiono w:
🔴Żuliańskie Zakłady Maszynowe „Wizar”, produkujące cześci rakiet Neptun;
🔴 stocznię rzeczną „Kuźnica na Rybalskim” realizującą zamówienia remontowe i modernizacyjne dla Sił Zbrojnych Ukrainy;
🔴 zakłady Roshen, czyli fabryki należące do byłego prezydenta Ukrainy Piotra Poroszenki; prawdopodobnie na ich terenie (sądząc po sile i liczbie eksplozji) przechowywano rakiety bądź materiały wybuchowe;
🔴 infrastrukturę energetyczną: Kijowską Elektrownię Wodną, elektrociepłownię nr 5 oraz elektrociepłownię nr 6. Efekt: przerwanie dostaw prądu i wody w kilku dzielnicach.
Wyraźnym problemem dla mieszkańców Kijowa zaczyna być fakt, iż wiele zakładów zbrojeniowych oraz składów broni znajduje się na terenie ukraińskiej stolicy. Trudno powiedzieć z jakich przesłanek to wynika. Z jednej strony mamy rzeczywiście szereg obiektów przemysłowych od dawna skoncentrowanych w tym mieście. Z drugiej jednak informacje o składowaniu broni na terenie miejskim mogą wskazywać, iż władze ukraińskie stosują taktykę żywych tarcz pozwalającą na epatowanie stratami wśród ludności cywilnej po kolejnych uderzeniach w obiekty w istocie wojskowe.
#Kijów #Ukraina #wojna #Rosja #rakiety
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 126 |
| 12 | 🚨 Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, ale postara się o inny status.
Tak twierdzi politolog Sławomir Sowiński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Rozwiewa tym samym mity rozpowszechniane zarówno przez entuzjastów szybkiej ścieżki przyznania Kijowowi członkostwa w UE, jak i tych, którzy opowiadają, że zgodę na to członkostwo uczynią kartą przetargową w stosunkach z naszym południowo-wschodnim sąsiadem (pisaliśmy dziś w tym kontekście o Jarosławie Kaczyńskim).
„Odpowiedź, jaka wobec Ukrainy, w tej nowej sytuacji, pada często w Warszawie, brzmi: z kultem UPA czy Galizien SS nie macie czego szukać w Unii Europejskiej, a Polska dobrze tego przypilnuje. Rzecz jednak w tym, że nic nie wskazuje na to, by – w przewidywalnej perspektywie – Kijów miał stać się członkiem UE”
- pisze Sowiński. I ma całkowitą rację. Na żadną specjalną ścieżkę wiodącą do uzyskania członkostwa nie zgodzą się kraje unijne, które byłyby w wyniku takiej decyzji narażone na wymierne straty, nie tylko w branży rolno-spożywczej, ale też szeregu innych obszarów. Przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej jest opowiadaną Ukraińcom od 2013 roku mrzonką, która miała za zadanie mobilizowanie ich najpierw do dokonania przewrotu, a następnie do prowadzenia wojny. Choć przyznać trzeba, że unijne flagi szybko zastąpione zostały przez czerwono-czarne barwy ukraińskich nacjonalistów.
Realne niebezpieczeństwo polega na czymś innym. Część establishmentu europejskiego może uznać, iż Kijów znakomicie nadawać będzie się do roli wschodniego bufora coraz bardziej zmilitaryzowanej UE. Dlatego wyobrażalne jest potraktowanie Kijowa podobnie jak traktowano Ankarę. Turcja od kilkudziesięciu lat czeka w unijnym przedsionku. Nikt w jej członkostwo nie wierzy, nie są nim już zainteresowani nawet sami Turcy. A jednak jej relacje z Brukselą nacechowane są preferencyjnymi warunkami, a od czasu do czasu Turkom udaje się skutecznie szantażować Unię Europejską, na przykład argumentem o powstrzymywaniu przez nią kolejnych fal imigracji. Dlatego większość barier gospodarczych wobec Turcji została przez UE zniesiona częściowo lub całkowicie.
Podobnie może być z Ukrainą.
„Kijów, niezależnie od jego oficjalnej retoryki, zmierzać może właśnie w kierunku roli powojennego państwa buforowego Unii, zbierającego solidny ryczałt za relatywny spokój na flance wschodniej UE, oferującego przestrzeń do nieskrępowanych interesów, a jednocześnie zwolnionego z konieczności walki z oligarchią, korupcją czy kultem UPA”
- pisze Sowiński. Tym samym wskazuje na realne zagrożenie dla nas wszystkich. Bez dopełnienia oficjalnych procedur, z zachowaniem pozorów pozostawania na zewnątrz, Kijów uzyskać może dostęp do unijnego rynku. To postawi naszą gospodarkę w sytuacji dużo gorszej niż realne członkostwo Ukrainy w UE. Ukraińscy (najczęściej de facto kontrolowani przez zachodnie fundusze inwestycyjne) producenci zwolnieni będą z konieczności przestrzegania biurokratycznych norm i standardów obowiązujących podmioty z krajów członkowskich.
Tego scenariusza powinniśmy się najbardziej obawiać i przeciwdziałać mu w Brukseli.
#EU #Ukraina #członkostwo #preferencje #integracja
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 119 |
| 13 | 🚨 Chińczycy mają coraz większe szanse na zwycięstwo w wyścigu kosmicznym.
Tak ocenia potencjał Pekinu Jared Isaacman, zarządzający amerykańską agencją kosmiczną NASA. Podaje on kilka kluczowych terminów dotyczących przede wszystkim najbliższego lotu na Księżyc.
Ma to być lot załogowy. Po wylądowaniu ekipy kosmonautów na satelicie Ziemi mają oni tam wysadzić łaziki oraz specjalne urządzenia sondujące. Taikonauci (tak nazywani są w Chinach kosmonauci) mają zgodnie z planami chińskich władz dokonać lądowania na Księżycu w 2030 roku. Nie można jednak wykluczyć, że plan ten zostanie zrealizowany wcześniej, bo w 2029 roku. Tymczasem Amerykanie planują swoje przybycie z misją księżycową na 2028 rok, przy czym prawdopodobnie stanie się to w ostatnich miesiącach tego roku. A to oznacza, że misje obu mocarstw mogą pojawić się na srebrnym globie mniej więcej w tym samym okresie.
„Chińczycy dostarczą swoich taikonautów na Księżyc. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Pozostaje jedynie pytanie czy Stany Zjednoczone powrócą tam przed nimi i czy zrobimy to tym razem w inny sposób, budując tam bazę i ustanawiając trwałą obecność”
- powiedział Isaacman. Stała lub długotrwała misja załogowa na Księżycu ma sprawić, że stanie się on swego rodzaju stacją kosmiczną. NASA traktować będzie ją jako preludium do eksploracji Marsa w kolejnych latach.
Wyścig o Księżyc będzie miał nieprzewidywalny charakter, bowiem do tej pory nie ma precyzyjnych regulacji sfery, którą nazywamy astropolityką, czyli działaniami w przestrzeni kosmicznej. Rozpocznie się zatem nieuregulowana rywalizacja o znajdujące się tam zasoby mineralne oraz o sposób wykorzystania satelity do dalszej eksploracji Kosmosu. Isaacman zauważa, że Pekin poczynił w wyścigu na Księżyc niezwykle szybkie postępy, rozwijając się znacznie bardziej dynamicznie niż Związek Radziecki w okresie zimnej wojny.
Lądowanie misji załogowych na Księżycu będzie się prędzej czy później wiązało z koniecznością wyznaczenia stref wpływów na jego powierzchni. Nietrudno wyobrazić sobie spory w tej dziedzinie mogące prowadzić do poważnych napięć między mocarstwami.
#Księżyc #kosmos #NASA #Isaacman #Chiny
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 113 |
| 14 | 🚨 PiS wznosi się na szczyty obłudy.
Przez lata Jarosław Kaczyński legitymizował symbolikę nacjonalizmu ukraińskiego i wspierał neobanderyzm na Ukrainie. Wystarczy spojrzeć na archiwalne nagrania, na których - stojąc u boku nacjonalistycznych polityków ukraińskich - wykrzykuje na kijowskim Majdanie pozdrowienie UPA „Sława Ukrainie!”.
A jednak - najwyraźniej liczy na krótką pamięć Polaków. Najpierw polecił swoim przybocznym przeprowadzanie kolejnych ataków na banderowską tożsamość współczesnej Ukrainy. Teraz dołączył do swoich podwładnych sam, pisząc list do członków partii, który „dziwnym” trafem wypłynął do mediów. Kaczyński stawia w nim warunek: Kijów ma się wyrzec nawiązań do Stiepana Bandery i innych postaci z panteonu ukraińskich nacjonalistów, bo inaczej PiS nie wesprze członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.
Kaczyński próbuje jednocześnie tłumaczyć się ze wspierania przez swoje ugrupowanie pomajdanowego nacjonalizmu ukraińskiego. „Miało to wtedy głęboki sens, szczególnie w wymiarze geopolitycznym, kiedy to naród ukraiński, w nowoczesnym znaczeniu tego słowa, tworzył się na naszych oczach i wydawało się, że proces ten doprowadzi do odrzucenia przez naszych sąsiadów tego wszystkiego, co w ich przeszłości było złe, zbrodnicze i haniebne” - przekonuje. Czyli przyznaje, że kierował się podobną logiką do Anne Applebaum, amerykańskiej publicystki a prywatnie żony Radosława Sikorskiego, która przekonywała w 2015 roku na łamach „The New Republic”, że Kijowowi potrzebny jest nacjonalizm do walki z Rosją.
Kaczyński występując na Majdanie obok Olega Tiagniboka nacjonalizm neobanderowski legitymizował. Przez lata nie reagował na jego najbardziej antypolskie przejawy. Dziś lider PiS liczy na niepamięć Polaków i nawołuje do jego rozliczenia.
Robi to w sposób kuriozalny, bo opowiada o zablokowaniu wejścia Ukrainy do UE. Tymczasem każdy wie, że jej akcesja do unii nie jest możliwa z zupełnie innych, całkowicie przyziemnych względów. Kaczyński próbuje zatem odmawiać Ukraińcom coś, na co i tak nie mogą liczyć. A na dodatek udaje, że ma na to jakikolwiek wpływ, stojąc na czele partii, której notowania nie pozwalają marzyć o powtórnym przejęciu władzy.
Festiwal PiSowskiej obłudy zapewne osiągnie apogeum w przededniu obchodów rocznicy ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej 11 lipca. Ciekawe jak przedstawiciele tego ugrupowania przyjęci zostaną wtedy pod pomnikiem ofiar ukraińskich nacjonalistów w Domostawie.
#Kaczyński #PiS #Ukraina #ludobójstwo #rocznica
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 15 118 |
| 15 | 🚨 Wiemy jak zlikwidowano „Kłyma Sawura”.
Dmitrij Kłacziwski ps. „Kłym Sawur” dowodził północna grupą UPA, odpowiedzialną za Wołyń i Polesie. Właśnie pod jego dowództwem dokonano najpotworniejszych zbrodni na ludności polskiej.
Strona rosyjska ujawnia kolejne, historyczne dokumenty z archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) na temat walk z ukraińskimi nacjonalistami. Poszukiwania „Kłyma Sawura” nie były łatwe. Przesuwająca się na zachód Armia Czerwona czerpała informacje od 4 Zarządu Ludowego Komisariatu Bezpieczeństwa Państwowego, który działał na tyłach niemieckich, a także od organów bezpieczeństwa Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, również mającej rozwinięte sieci agentury na terenach kontrolowanych jeszcze przez Niemców. Poszukiwaniami Kłaczkiwskiego zajmował się m. in. legendarny Paweł Sudopłatow, który zdawał sobie sprawę ze zbrodni popełnianych przez jego oddziały na Polakach. 18 lipca 1943 roku jeden z agentów Sudopłatowa był świadkiem ludobójstwa we Włodzimierzu Wołyńskim, podczas którego zamordowano 11 księży katolickich oraz około 2000 Polaków.
O likwidacji „Kłyma Sawura” czytamy w raporcie przekazanym przez ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego USRR Siergieja Sawczenki zastępcy komisarza ludowego bezpieczeństwa państwowego Związku Radzieckiego Bogdanowi Kobulowowi. Dokument nosił tytuł „O efektach działań dotyczących likwidacji podziemia OUN i grup bandyckich UPA na terenie obwodów zachodnich Ukrainy podejmowanych przez NKGB od 1 do 15 lutego 1945 roku”. Zacytujmy ten raport:
„13 lutego 45 r. Klewenski Oddział Rejonowy NKGB siłami 40 żołnierzy z 223. Brygady Wojsk Wewnętrznych NKWD przeprowadził operację likwidacji wykrytej bandy. Przy podejściu do wsi Susk grupa operacyjna wykryła 3 uzbrojonych bandytów, którzy próbowali uciekać, gdy zobaczyli naszą grupę, ale wskutek strzelaniny, która wybuchła, zostali zabici. Zabici bandyci mieli przy sobie 2 pistolety maszynowe PPSz, 1 pistolet maszynowy PPS, 2 pistolety, 1 rewolwer ’Nagan’, 5 magazynków do pistoletów maszynowych, trzy zegarki kieszonkowe, w tym jeden złoty, 160 nabojów i 11 arkuszy wojskowych map topograficznych. U jednego z zabitych znaleziono torbę polową z rozmaitymi dokumentami UPA, order Czerwonej Gwiazdy nr 327488 i znaczek gwardyjski. Wśród zabitych rozpoznano byłego dowódcę grupy UPA ’Piwnicz’, znanego w podziemiu OUN pod pseudonimem ’Kłym Sawur’ i ’Ochrim’, którego rozpracowywaliśmy pod kryptonimem agenturalnym ’Bierłoga’”.
Kłaczkiwski wpadł banalnie - agenci Sudopłatowa trafili na jego zdjęcie z 1938 roku zrobione w Zbarażu, gdzie zasiadał w zarządzie organizacji młodzieżowej „Sokół”. W 2002 roku kat Polaków uhonorowany został w centrum Równego pomnikiem. W ostatnich latach wiele ulic i placów na Ukrainie nazwano jego imieniem.
#UPA #NKWD #KłymSawur #nacjonalizm #Ukraina
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 122 |
| 16 | Znów straszeni jesteśmy ryzykiem rosyjskich prowokacji.
Tym razem kotlet ten, niepierwszej już świeżości, odgrzewa niezastąpiony w takich sytuacjach Witold Jurasz, obecnie publicysta Onetu. Poza anonimowymi rozmówcami ze służb i świata polityki, powołuje się na nakręcające spiralę lęków wcześniejsze wypowiedzi Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego.
Według Jurasza, Rosja i / lub Białoruś mogą przeprowadzić trzy różne typy prowokacji nie będącej jednak otwarta wojną:
1) atak dronów na obiekty infrastruktury krytycznej, np. energetyczne;
2) symulacja ataku lotniczego;
3) opanowanie regionu przygranicznego pod pretekstem na przykład ewakuacji załogi uszkodzonego śmigłowca, którego załoga zbłądziła nad nasze terytorium. Żaden ze wspomniany scenariusz nie ma większego sensu. Bo niby co Moskwa miałaby za ich pomocą osiągnąć? Sens natomiast może mieć każdy z nich w przypadku podjęcia decyzji, że Polska ma uczestniczyć w dalszej eskalacji konfliktu Zachodu z Moskwą - przekonywanie nas, że do któregoś z tych scenariuszy doszło. I tak przecież przeciętny obywatel nie bardzo jak miałby sprawdzić wiarygodność doniesień na ten temat. Najtrudniej byłoby pewnie z „atakiem hybrydowym w rejonie przygranicznym”, choć i w takim przypadku wojsko może wyłączyć część głuchej puszczy gdzieś na wschodniej granicy i przekonywać nas, że w leśnej głuszy znajdują się jednostki przeciwnika.
Jurasz puszcza tymczasem wodze wyobraźni naprawdę bardzo mocno, bo w pewnym momencie zaczyna utrzymywać, że Moskwa mogłaby postawić całemu NATO ultimatum: wycofa swoich żołnierzy ze skrawka naszego terytorium pod warunkiem wstrzymania przez Zachód wszelkiego wsparcia dla Ukrainy. Jakie są poszlaki istnienia prawdopodobieństwa takiej wersji wydarzeń?
„Za prowokacją wobec naszego kraju przemawia jeszcze jeden czynnik. To u nas udało się Rosjanom w największym stopniu stworzyć prorosyjskie środowiska, które w razie konfrontacji z Rosją argumentowałyby, że nie należy użyć siły i ’dać się wciągnąć do wojny’”
- pisze były dyplomata. Czyli krótko mówiąc, Rosjanie mieliby nas zaatakować, bo są w Polsce siły polityczne (zapewne chodzi o Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna), które nie chcą z Rosją konfrontacji. Zaiste majstersztyk logiki nietradycyjnej!
Straszenie nas tego rodzaju scenariuszami uznać jednak trzeba za skrajnie niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Niestety zapewne część ludzi w takie fantazje uwierzy. A skoro tak, to będą również gotowi uwierzyć, że do rosyjskiego ataku doszło. Mogą z tego skorzystać w Kijowie, organizując kolejną operację fałszywej flagi z zamiarem wciągnięcia nas do wojny.
#wojna #prowokacja #Rosja #Polska #Jurasz
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 138 |
| 17 | 2️⃣ Patruszew mówi o przygotowaniach Europy do wojny. Cz. 2.
Zdaniem doradcy Władimira Putina i szefa rosyjskiego Kolegium Morskiego, Nikołaja Patruszewa, znajdujemy się na progu wybuchu wojny. Obecny konflikt ma dla strony rosyjskiej wymiar egzystencjalny i dlatego jakiekolwiek ustępstwa nie są możliwe (w przeciwieństwie do Zachodu, który w stanie konfliktu zagrażającego jego egzystencji się nie znajduje).
Rosja już była na krawędzi unicestwienia i rozpadu. To kolejny element w biografiach obecnych przywódców w Moskwie, który odciska piętno na ich rozumieniu świata i podejmowanych przez nich decyzjach. Ludzie ci należą do pokolenia, które doskonale pamięta lata 1990., tuż po rozpadzie Związku Radzieckiego. Część z nich, jak właśnie Patruszew, już wówczas należała do elit państwowych. Doradca Putina wspomina w wywiadzie swoje doświadczenie w walce z czeczeńskim terroryzmem wspieranym przez ośrodki zewnętrzne. Ciekawostka: gdy wspomina tragedię z wzięciem zakładników przez terrorystów w moskiewskim teatrze na Dubrowce, nie szczędzi słów krytyki wobec ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych jego szefa. Był nim wówczas sprawujący ten urząd jeszcze od 1994 roku Siergiej Szojgu, późniejszy minister obrony, a obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa, polityk uznawany za liberała i zwolennika kompromisów z Zachodem.
Zapewne krytyka tej postaci ze strony wpływowego Patruszewa nie była przypadkowa. Wróćmy jednak do lat rozpadu ZSRR i groźby rozpadu Rosji:
„zachodnie służby totalnie bezpardonowo ingerowały we wszystkie sfery życia Rosji. Finansowały tysiące organizacji pozarządowych, media, podżegaczy i ewidentnych zdrajców, fałszowały historię, próbowały skłócić bratnie - przede wszystkim słowiańskie - narody, podzielić i zniszczyć nie tylko nasz kraj, ale cały rosyjski świat. Musieliśmy rzeczywiście zdobywać się na tytaniczne wysiłki, aby uratować Rosję. Nie przesadzę, jeśli powiem, że w latach 1990. Rosja faktycznie stała na krawędzi rozpadu”
- mówi.
A teraz? Teraz jest podobnie, tylko Rosja jest już inna, silniejsza, więc zmieniły się też metody jej przeciwników. Patruszew zwraca uwagę na konieczność zachowania przez nią pozycji na morzach i oceanach, podkreślając, że wielkie mocarstwo lądowe musi kontrolować szlaki morskie do niego wiodące.
„Mocarstwo, które nie kontroluje w sposób wystarczający przestrzeni morskich, w decydującym momencie ryzykuje znalezienie się w trudnej sytuacji, niezależnie od potencjału swoich wojsk lądowych. W przypadku naszego kraju pokazuje to doświadczenie dwóch wojen światowych”
- stwierdza Patruszew.
Doradca Putina opowiada także o mających już obecnie miejsce prowokacjach dokonywanych przez Zachód. Ujawnia:
„Nie jest tajemnicą, że do naszych portów regularnie zawijają statki handlowe z przymocowanymi do ich kadłubów magnesem minami i bombami pływającymi. My te miny wykrywamy, rozbrajamy, ale sam fakt wiele mówi. Są podejrzenia, że miny te instaluje się w portach europejskich”.
Nikołaj Patruszew ostrzega przed wojną. I niestety chyba ma w dużym stopniu rację, sądząc po kolejnych działaniach szeroko rozumianego Zachodu. Wchodzimy coraz wyżej po drabinie eskalacji.
#Rosja #Patruszew #wojna #Europa #morze
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 129 |
| 18 | 1️⃣ Patruszew mówi o przygotowaniach Europy do wojny. Cz. 1.
Rośnie poziom eskalacji potencjalnego konfliktu Europy z Rosją. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone wycofały się ze starcia, pozostawiając pole najbardziej wojowniczym państwom Starego Kontynentu, które faktycznie przygotowują się do konfliktu zbrojnego ze stroną rosyjską.
Mówi o tym raczej mało skłonny do przesady jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, Nikołaj Patruszew. Z uwagi na rangę tej postaci z pewnością warto przeanalizować jego słowa: Patruszew to członek rosyjskiej elity od wielu lat, niegdyś (w latach 1999-2008) dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa, odpowiedzialny m. in. za operację w Czeczenii, następnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa, a od 2024 roku doradca prezydenta i przewodniczący Kolegium Morskiego, odpowiadającego za przygotowanie i koordynowanie strategii rozwoju morskiego Rosji (Patruszew jest absolwentem szkoły budowy okrętów).
W rozmowie z „Rossijską Gazietą” współpracownik Władimira Putina opowiada sporo na temat swojej rodziny - podobnie jak prezydent, ma on tragiczne wspomnienia z okresu II wojny światowej (podczas blokady Leningradu zmarła jego starsza siostra). Rodzice późniejszego szefa FSB walczyli w szeregach Armii Czerwonej (matka była sanitariuszką, a ojciec służył w marynarce wojennej). Pokazuje to czynnik osobisty powodujący zwiększoną wrażliwość rosyjskiej elity na nawiązania do III Rzeszy i tamtego okresu. Patruszew wymienia zresztą liczne narodowości, których jednostki brały udział w blokadzie Leningradu. Jak wiemy, wśród kolaborantów nie ma Polaków, choć pewnie niektórym dziś marzyłoby się, żeby było inaczej.
Analogii do II wojny światowej przy analizie obecnej sytuacji jest całkiem sporo. „Europa znów świadomie bierze udział w unicestwieniu ludności słowiańskiej, tym razem rękoma ukraińskich neonazistów. Właściwie dziś europejscy neonaziści dokładają wszelkich starań, by przekształcić Unię Europejską w IV Rzeszę” - ostro ocenia Patruszew. Szef Kolegium Morskiego ocenia, że mamy do czynienia z przygotowaniami do wojny napastniczej ze strony zachodniej.
„W ramach specjalnej operacji wojskowej prowadzimy również walkę o przyszłość narodu ukraińskiego. Znajduje się on dziś na krawędzi zaniku. Kraj stał się w połowie koszarami, a w połowie - obozem koncentracyjnym. Właściwie na Ukrainie realizujemy dziś misję uratowania naszych braci, którzy znaleźli się pod okupacją neonazistowską
” - twierdzi.
Patruszew nie ma wątpliwości co do istnienia historycznej ciągłości między obecnymi działaniam przeciwko Rosji a czasami historycznymi ostatniej wojny światowej. Świadomość znaczenia tej ostatniej zakorzeniona jest w nim bardzo głęboko. To może wiele wyjaśniać, gdy po raz kolejny mamy do czynienia z niszczeniem pomników i miejsc pamięci, również w Polsce. Ludzie, tacy jak Patruszew, traktują to wszystko z uwagi na swoje historie rodzinne bardzo osobiście.
Cdn.
#Patruszew #Rosja #wojna #historia #Ukraina
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 113 |
| 19 | W niektórych regionach Ukrainy nie ma możliwości zatankowania.
Rosja zdecydowała się na wdrożenie taktyki odwetowej, czyli uznała, że czas już, by również na Ukrainie zaczęły występować braki zaopatrzenia w paliwa. Tym samym można mówić o odpowiedzi na podobne działania ze strony Kijowa, które wywołały kryzys na rynku paliwowym nie tylko na Krymie (stamtąd nadchodziły najbardziej alarmujące wieści), ale również w innych regionach rosyjskich.
Według danych władz Ukrainy, w ciągu ostatniego miesiąca w kraju spłonęło w wyniku ataków dronów około 150 stacji benzynowych, a także zbiorniki i magazyny paliwowe oraz składy budowlane, na których przechowywano oleje. Na wielu trasach, na przykład między Dniepropietrowskiem (obecnie nazywano Dnipro) a Charkowem nie ma ani jednej działającej stacji benzynowej.
Szef administracji wojskowej obwodu nikołajewskiego, który również boryka się z tego rodzaju kryzysem, Witalij Kim, twierdzi, że wszystko to ma na celu wywołanie efektu propagandowego i paniki wśród ludności ukraińskiej. Według niego niszczenie obiektów z paliwem w promieniu około 100 km od linii frontu to element nowej taktyki Rosjan. Podkreśla, że nie ma ona wpływu na sytuację na froncie, bo przecież sprzęt wojskowy nie jest tankowany na stacjach benzynowych. Ma rację, tyle że rosyjskie uderzenia docierają również do celów wojskowych lub zbiorników podwójnego przeznaczenia. Choć Siły Zbrojne Ukrainy nie skarżą się na razie na szczególne braki w dostawach, niewykluczone, że już teraz pewne deficyty odczuwają.
Poza tym wiadomości o tego rodzaju atakach ewidentnie satysfakcjonują część opinii społecznej w Rosji, której mieszkańcy sami niedawno odczuwali dotkliwe braki na rynku paliwowym. W przypadku konfliktów zbrojnych stosowanie tego rodzaju działań trzeba brać pod uwagę, choć jest ono rzeczywiście uciążliwe dla ludności cywilnej. Odbudowa stacji benzynowej po eksplozji właściwie nie jest możliwa - konieczne jest wybudowanie nowego obiektu, a to trwa i wiąże się ze sporymi kosztami. Dlatego liczyć się trzeba z tym, że obie strony stosować będą w tym zakresie podobne działania, licząc przy tym na złamanie morale przeciwnika.
#Ukraina #Rosja #paliwa #wojna #drony
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 18 108 |
| 20 | Wczoraj miała miejsce kolejna rozmowa telefoniczna Putina i Trumpa.
Jak zawsze w takich sytuacjach, informacjami na temat konwersacji obu prezydentów podzielił się ze strony rosyjskiej doradca Władimira Putina ds. zagranicznych Jurij Uszakow. Stąd wiemy, że rozmowa trwała półtorej godziny, zaś inicjatorem kontaktu była strona amerykańska, choć rozmowa przypadła w dniu święta niepodległości USA i rozpoczęła się od gratulacji oraz życzeń Putina.
Tematów historycznych w dialogu nie zabrakło. Rosyjski prezydent przypomniał swojemu amerykańskiemu rozmówcy, że oba mocarstwa były sojusznikami w II wojnie światowej. Zresztą, warto zauważyć, że strona amerykańska nie ma szczególnego problemu z uznawaniem tego oczywistego historycznego faktu (w przeciwieństwie do niektórych w Europie Środkowej).
Istotą rozmowy prezydentów były jednak kwestie jak najbardziej bieżące. Na pierwszy plan powrócić miała Ukraina. Biały Dom wyraził zainteresowanie poszukiwaniami pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu, co oznacza, że administracja Trumpa przystąpi w najbliższym czasie do kolejnych rund rozmów z Rosjanami. Wkrótce w Moskwie mają pojawić się wysłannicy prezydenta USA - Steve Witkoff i Jared Kushner. Rosyjski prezydent przedstawił swojemu amerykańskiemu odpowiednikowi sytuację na linii frontu, która wciąż zmienia się na korzyść strony rosyjskiej; rozmowa miała miejsce po prawdopodobnie całkowitym opanowaniu Konstantinowki.
Trump mówił o wielkich perspektywach amerykańsko-rosyjskiej współpracy ekonomicznej. To może oznaczać powrót do retoryki stosowanej przez niego podczas spotkania w Anchorage na Alasce, niemal rok temu, gdy omawiał ze stroną rosyjską rozmaite projekty gospodarcze, przede wszystkim związane z realizacją wspólnych przedsięwzięć w Arktyce. Władimir Putin z kolei zaproponował Trumpowi swoje wsparcie w rozmowach na temat trwałego porozumienia z Iranem, z którym Moskwa zachowuje bardzo bliskie relacje. Prezydenci będą się kontaktować telefonicznie dość regularnie, podobnie jak to robią do tej pory. Putin ponowił też zaproszenie Trumpa do Moskwy.
Co to wszystko oznacza? Standardowy dialog międzymocarstwowy. Rozmawiają jednak wyłącznie mocarstwa, a nie ich wasale. Zapatrzona w Waszyngton polska klasa polityczna nie ma zamiaru podejmować bezpośredniego dialogu ze swoim sąsiadem - Rosją, a w razie konieczności załatwienia z Rosjanami jakichkolwiek spraw, prosić będzie o wsparcie niczym ubogi petent w Waszyngtonie.
#Putin #Trump #Rosja #USA #dialog
🧠 Włącz myślenie - subskrybuj Bieg myśli ✅ | 3 108 |
